Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspin. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2016

Mnich - drogą Klasyczną (IV) oraz Orłowskiego (z wariantem Skierskiego) (V)

Mnich jest jedną z najbardziej charakterystycznych formacji w kotle Morskiego Oka. Mimo dużo wyższych od niego Mięguszy, Hińczowej czy Wołowej Turni, czy w końcu Cubryny - to właśnie on, Mnich, jest najczęściej rozpoznawanym szczytem. Pamiętam, że pierwsze na niego wejście i spektakularna panorama były dla mnie ogromnym przeżyciem. I choć w partie podszczytowe wiedzie łatwa, II droga, a nawet ścieżka, którą zamiast zjeżdżać na trzy razy, możemy po jednym zjeździe już praktycznie zejść - to nie bagatelizujmy tej góry. Zdobycie jej jest jednak przedsięwzięciem taternickim.

Po dwóch latach znów tu jestem razem z dziewczynami. Wykorzystujemy fakt, że działa jeszcze tabor na Szałasiskach i by rozwspinać się atakujemy  drogę Orłowskiego, wariantem Skierskiego - prowadzi waleczna Paulina, której droga zdaje się nie sprawiać żadnych trudności. Wariant Skierskiego trzeba przyznać jest ciekawą opcją, ze względu na różnorodność - jest dilferek, przewieszka i kilka miejsc na tarcie. Drugi wyciąg to niezachęcający kominek, w którym nie jeden friend się ostał. Z nami powtórzyłaby się niemalże ta sama historia gdyby nie heroiczna akcja Joli w uwalnianiu  zatartego wydawać by się mogło na amen przyjaciela ze szczeliny skalnej.

Trzeci wcyiąg pokonujemy już w deszczu, nogi nam się rozjeżdżają, stąd podejmujemy decyzję o wycofie - co jak później stwierdziłyśmy też było przydatne i pouczające,

Na drogę Klasyczną przychodzimy w ostatni nasz dzień pobytu w dolinie Rybiego Potoku. Wybrałyśmy się z Jolą dość późno, bowiem przez całą noc padał deszcz i stwierdziłyśmy, że damy czas skale by spokojnie przeschła dopołudnia. Wspinaczkę zaczynamy w okolicach południa i jak na Mnicha przystało, najbardziej na południe wysuniętą skałę Jury Krakowsko-Częstochowskiej, znów spotykamy znajomych - tym razem z klubu :) Dziś na prowadzenie ochoczo zgłosiłam się ja - pamiętam jak robiłam tą drogę na kursie z Kaziem. Bardzo ciekawa, bardzo fajna - generalnie 4-wyciągowa, choć na ostatnim wyciągu lina wpada między bloki skalne i się klinuje, ponadto istnieje możliwość przesztywnienia jej ze względu na jej przebieg, jedną przewieszkę itd. Na górze mimo, że widoków nie było, przywitała nas gęsta jak mleko mgła, mająca również swój klimat.

Do auta zostawionego na Palenicy docieramy około północy... Droga powrotna dłuży nam się niesamowicie. W jasnym blasku księżyca, rozświetlającym naszą drogę niczym słońce myślę nad artykułem, który mam napisać dla 8a academy. Myślę, myślę i wymyślam - wakacje, wakacje i po wakacjach - czyli z pamiętnika etatowego taternika. Zachęcam do przeczytania :)

Ps. tego dnia do późnych godzin nocnych na Grani Mięguszy dzielnie walczą Ricci ze swoim kolegą Irkiem - wyznaczają nowe warianty i standardy przejścia. Chapeau bas Panowie!


Klasyczna, wyjście z III wyciągu.


Klasyczna - platforma pod drugim wyciągiem

Na szczycie Mnicha - nie ma widoków, zaległa mgła gęsta jak mleko

Paulina na prowadzeniu wariantów Skierskiego

Klasyczna

Asekuracja na Klasycznej - III wyciąg

Za mną powinien być widok na Cubrynę i Zadniego Mnicha... powinien...

Odpoczynek i popas na szczycie.

21 sierpnia 2016

Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem 2307 m n.p.m.

Na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem, podobnie jak na Wrota Chałubińskiego nieszczególnie mnie ciągnęło. Szlaki stromo prowadzące właściwie do nikąd. I pewnie nadal bym tak myślała, gdyby nie cele wspinaczkowe, które prędzej czy później zawiodły mnie w te dwa miejsca. Ale po kolei...


Morskie Oko i Czarny Staw

Z dziewczynami obieramy sobie ambitny bardzo plan przejścia Grani Mięguszy. Dla zobrazowania karkołomnego planu naszego przytoczę tylko film Ale Lufa
 
Koniec końców skończyło się na wbiciu w grań i rychłym wycofie, na osłodę zaś zaliczeniu Czarnego Szczytu Mięguszowieckiego. Ale nie o tym teraz chcę napisać, tylko o rzeczonym szlaku koloru zielonego na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem, o którym naczytałam się przed wyjazdem, a który na prawdę sprostał moim oczekiwaniom!

Po pierwsze szlak ten odbiegający orograficznie w lewo od Czarnego Stawu jest zdecydowanie mniej uczęszczany niż "ceprostrada" prowadząca na Rysy. I choć oba szlaki są raczej ciężkie i na krótkim odcinku wspinamy się mocno w górę (według suunto znad Morskiego Oka po przejściu 3,5 km pokonujemy 1000 metrów przewyższenia!) to szlak na Przełęcz pod Chłopkiem jest zdecydowanie mniej doinwestowany. Chodzi mi infrastrukturę w stylu: klamry czy łańcuchy. Oczywiście jestem zwolenniczką naturalnej kolei rzeczy i pozostawienia skał bez dodatkowych ułatwień. W porównaniu jednak z np. z Zawratem z którego przyszło nam schodzić po Grani Świnicy stosunek ilości żelastwa na metr kwadratowy ściany jest imponujący! Na szlaku na Chłopka nie mamy się co łudzić (na szczęście) że będzie podobnie - a szlak jest ciężki - sporo jest tu miejsc eksponowanych, sporo barier skalnych do pokonania "na czterech kończynach", przypominając bardziej podwspinywanie niż podchodzenie. Aż strach się bać co tu się może podziać w przypadku deszczu, gdy skała jest mokra, lub biorąc pod uwagę wystawę stoku zalegający tu do późnej wiosny, a niekiedy nawet lata śnieg. Wtedy przejście szlaku okazuje się na prawdę karkołomne!  

Osławiony Chłopek od którego wzięła się nazwa przełęczy to widoczna ze schroniska nad Morskim Okiem między Mięguszowieckim Szczytem Czarnym a Mięguszowieckim Szczytem Pośrednim skalna iglica przypominająca kształtem... chłopa. W 1976 roku szlak na Przełęcz pod Chłopkiem zamknięto z obu stron - od Stawów Hińczowych i od Czarnego Stawu. Po 10 latach natomiast dla ruchu turystycznego ponownie udostępniono fragment biegnący po polskiej stronie. Na Słowacji natomiast uchowały się do dziś stare oznaczenia szlaku, oficjalnie jest on jednak zamknięty. 

Cały szlak jak już wspomniałam stromo pnie się w górę, zaraz po odbiciu od Czarnego Stawu, zakosami podchodzi stopniowo w górę mijając Bańdzioch (Mięguszowiecki Kocioł) by eksponowaną półką, w powietrznym trawersie, ukośnie przetrawersować ścianę Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego tzw. Galeryjką.

Widoki z Przełęczy pod Chłopkiem są niepowtarzalne! Jak na dłoni widać szlak na Rysy, w dole Morskie Oko i Czarny Staw o kolorach przywodzących na myśl atol, Murań połyskujący białymi skałami, w dali Pieniny (!!!), wielkie tatrzańskie giganty - Gerlach, Wysoką, Łomnicę,  Żabie szczyty wszelakie od Żabiego Konia zaczynając po Żabiego Mnicha, Lalkę itd. Po lewej piętrzą się Mięgusze ze ścianami opadającymi setmetrowymi urwiskami w głąb doliny, za plecami natomiast Stawy Hińczowe w Dolinie Hińczowej (Mięguszowieckiej), Koprowy Wierch, Grań Baszt, w końcu Orlą Perć z  tak charakterystycznymi Granatami, Świnicą i Zamarłą Turnią oraz Tatry Zachodnie. Panorama 360 stopni z Mięguszowieckiej, uwierzcie mi - zapiera dech w piersiach i choćby dla niej warto tu wejść!



Poranek nad Morskim Okiem z naszym celem - Przełęczą pod Chłopkiem oraz Granią Mięguszy

Zielony szlak - niech nie zwiedzie nas jego kolor - pamiętajmy, ze kolor szlaku nie oznacza stopnia trudności (jak ma to miejsce w trasach narciarskich!!!)

Widoki
Nie możemy nadziwić się kolorom stawów.
Im bliżej skał, tym mocniej wypiętrzają się urwiska Mięguszy

Co jest za przełamaniem?

Osławiona Galeryjka

Mięgusze, Miedziane i Opalone

Po akcjach, popołudniu znów schodzimy tą samą drogą

Tym razem mamy więcej czasu na zdjęcia

Gdybyśmy wiedziały, że wycofamy się z Grani Mięguszy nie targałybyśmy ze sobą tych wielkich, ciężkich plecaków

Nad Kazalnicą z widokiem na jedyne, niepowtarzalne i tak charakterystyczne - Rysy.

Grań Mięguszy i Mięguszowiecki Szczyt Czarny

Babskim dream teamem wyznaczamy sobie cel ambitny - Grań Mięguszy. Planujemy zrobić ją od Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem przez Mięgusz Pośredni i Wielki z finałem na Przełęczy Hińczowej, by później Galeriami Cubryńskimi przejść do Doliny za Mnichem. Poczytałam, pooglądałam, wydawało mi się, że wiem wszystko - po czym jak zawsze życie zweryfikowało mocno plany. Jeszcze na dole, przy Czarnym Stawie zaprzyjaźniony instruktor zapytał nas czy znamy drogi wycofu z grani w razie sprawdzenia się prognozowanej pogody o mających nadejść popołudniem burzach. Okazało się, że w tym miejscu pojawia się pierwszy zonk. Czytałam tylko o ewentualnych drogach ucieczki na stronę Polską, które jednak okazują się mrzonką w obliczu pionowych, skalnych urwisk Mięguszowieckich Szczytów.

Z nietęgą od początku miną wchodzimy jednak w grań. I w momencie pojawienia się pierwszych problemów wspinaczkowych połączonych z niemiłosierną ekspozycją trochę miękną nam nogi i psycha. Nasuwa się wiele pytań, w tym fundamentalne - czy droga prowadzi stricte granią, bo wynikałoby z tego, by przejść to co jest przed nami należy mocno się wybić, przeskoczyć nad potężną lufą i jak kot w zasłonę, tak prowadząca wbić się paznokciami w romboidalną płytę. Wahanie podkręcają jeszcze taśmy znajdujące się w kominku po lewej stronie - czy ta grań ma aby wycenę II?

Patrzymy, wahamy się, szelątamy i tak mija cenny czas. Stwierdzamy, że jednak nie jesteśmy dostatecznie przygotowane na tę drogą a jedyny szkic tej drogi jaki mamy jest zbyt ogólny. Chyba czas pozbierać informację od tych, którzy tu działali, ewentualnie wbić się tutaj kolejnym razem z kimś kto zrobił już tę grań.

Wracamy zatem trochę z podkulonymi ogonami, a na pewno z większą pokorą na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i w rozmowie z przewodnikiem dowiadujemy się wielu szczegółów, które dają nam już wizję kolejnej eskapady w tą stronę - tym razem z Hińczowej, przez Mięguszowiecki Wielki, a następnie drogą po głazach do przełęczy pod Chłopkiem. By jednak zrobić "coś ekstra" tego dnia wchodzimy na nieoznakowany Mięguszowiecki Szczyt Czarny, z którego roztaczają się zapierające dech w piersi widoki - od Tatr Zachodnich, przez Beskidy, Pieniny, Tatry Bialskie po Wysokie. Jesteśmy szczęśliwe z dzisiejszej wyrypy, podjęcia jedynej słusznej decyzji oraz chillu na szczycie wznoszącym się prawie 1000 metrów ponad taflą stawów Doliny Rybiego Potoku.

Deszcz tego dnia nadszedł bardzo późno w noc, kiedy po obiedzie i wizycie w dyżurce TOPRu u Jędrka, z butelką piwa zmęczone wracałyśmy na tabor.


Na grani Mięguszy w tle Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem i Mięguszowiecki Szczyt Czarny

Po lewej pionowe skały Mięguszy, a my na kamieniu rozważamy co dalej...

Tak w całej okazałości prezentuje się nasza grań i wyjątkowo powietrzny spacer na krawędzi...

Jednak wycof... ze stawami Hińczowymi w tle

Na pocieszenie Mięguszowiecki Szczyt Czarny z widocznym po lewej stronie Czarnym Stawem.

Dziewczyny na szczycie Mięgusza z Rysami w tle (po lewej stronie grani)

Rzut oka za siebie i trzy Mięgusze na jednym planie plus dwa jeziora - Hińczowe Stawy i Morskie Oko.


Z Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego roztacza się górska panorama 360 stopni. Jak na dłoni widoczny szlak na Rysy.

Oświetlone popołudniowym słońcem drogi w kotle Czarnego Stawu - Żabiego Mnicha i Kopy Spadowej.

18 sierpnia 2016

Północny Filar Świnicy

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Wczoraj śliska połoga droga - Załupa H, gdzie po pierwszym wyciągu oddałam prowadzenie dzielnemu wybawcy - Ricciemu, a dziś rzecz jeszcze gorsza - bicie haków! Młotek w rękach trzymam... może 5 raz, prócz przybijania jednego gwoździa w mieszkaniu używałam go jeszcze na kursie dwa lata temu ucząc się bić haki w kruchą skałę gdzieś pod Czarnym Stawem. Trzymam go zatem i tym razem w ręce i boję się, że na dwa uderzenia w hak jedno na pewno trafi mnie w palec. Już sobie nawet to wizualizuje - pion, konieczność wbicia haka - ale jak, skoro rękami trzeba się trzymać? Chwila nieuwagi, ciach, prach, siny, schodzący paznokieć. Nieeee... podziękuję.

I znów z opresji ratuje mnie Ricci, który w biciu haków w tatrzański granit odnajduje jakoby pasję swojego życia. Wybieramy się wraz z Kaziem na Północny Filar Świnicy.

Do filaru podchodzimy od przełęczy pod Świnicą. Odpuszczamy sobie wspinanie połogimi płytami, dziś rano dość mokrymi. Zamiast nich wolimy dzisiejszy filar połączyć z przepiękną Granią Świnicy.
Trawiastymi zachodami dochodzimy zatem do drogi i po powtarzającym się pod każdą ścianą rytuale - odpoczynek, popas i napicie się wody zaczynamy się szpeić. Ricci idzie pierwszy i zakłada asekurację z haków. Ja idę druga i je wybijam, co wcale łatwym zadaniem nie jest (też można stracić palce). Kaziu natomiast zbiera po mnie to, czego ja nie byłam w stanie wybić.

Całość drogi zajmuje nam około 3 godziny. Mimo północnej wystawy ściany wspinanie jest bardzo przyjemne. Tego dnia mamy szczęście do pogody - nie jest zbyt gorąco mimo, że słońce operuje od samego rana. Gdy wychodzimy na tatrnicki szczyt Świnicy postanawiamy, iż pogodę należy wykorzystać do oporu - podejmujemy zatem decyzję o wbiciu się w przepiękną Grań Świnicy, aż po Niebieską Turnię.

W stronę Giewontu, Czerwonych Wierchów i Kasprowego czyli stanowisko w ścianie z przepięknym widokiem

Kaziu kończący wyciąg na połogich płytach.  W tle Hala Gąsienicowa i Kościelec.


Walentkowy Wierch i Zadni Staw w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.

16 sierpnia 2016

Załupa H II i droga Gnojka III - Zachodnia Ściana Kościelca


Kolejny obiekt moich tatrzańskich westchnień - Zachodnia Ściana Kościelca. Ściana nadźgana licznymi drogami wspinaczkowymi o zróżnicowanych stopniu trudności. Kąpiąca się w promieniach popołudniowego słońca, przedzielona taternicką ścieżynką prowadzącą na Mylną Przełęcz oferuje wielowyciągowe wspinanie, od krótkich dwuwyciągowych dróg, po te dużo dłuższe i bardziej czasochłonne. Już kiedyś z Sarą modliłyśmy się do niej w padającym deszczu, zastanawiając się czy jest to tylko przelotny opad, czy faktycznie odpuścić sobie wspinanie tego dnia. Wybrałyśmy opcję drugą, przy czym do Betlejemki dochodziłyśmy już w palącym słońcu.

Nie mniej jednak jesteśmy tu. Pod Zachodnią Ścianą, pod którą dochodzi się z przełęczy Karb. Plan na dziś to Załupa H i Gnojek czyli dwie łatwe drogi. Teoretycznie łatwe…

Załupa jak sama nazwa wskazuje biegnie formacją ni to pionową ni wiadomo jaką, skalnym zachodem nad którym piętrzą się przewieszone skały, skosem w górę w stronę Mylnej Przełęczy kończąc się tarasem, z którego przy nieuwadze innych zespołów często mogą spadać kamienie na eksponowaną Załupę.

W drogę wbijam oszpejona i pełna werwy, kończy się ona jednak po pierwszym wyciągu, gdy okazuje się, że po padających deszczach płyty są mokre i śliskie, a miejscami z przewieszek kapie jeszcze woda przypominająca opad deszczu. Jest fatalnie… nogi nie trzymają, psycha siada. Istny koszmar – najgorsza droga jaką mi przyszło robić, mimo że o wycenie zaledwie dwójkowej. Cztery wyciągi bardziej niż wspinania, to spięcia mięśni i szurania po śliskiej płycie z wizją lotu jak na zjeżdżalni w aqua parku. Wierzę, że przy idealnych warunkach droga może być dość ciekawa, niedowiarków przekonuje, że granit ma tarcie i na pewno jest przyjemnym wariantem dojściowym do dróg znajdujących się na Kościelcu.

Po krótkim odpoczynku kierujemy się na trójkową drogę Gnojka. Częstym wariantem jest łączenie tych dwóch stosunkowo łatwych, kursowych dróg. Droga Gnojka to dwa wyciągi przyjemnego wspinania już w słońcu i na suchej ścianie, kończące się kilka metrów pod głównym szczytem Kościelca na charakterystycznym głazie, przy którym zbiega się kilka dróg i zazwyczaj panuje „tłok”. Na drodze znajdują się pancerne stanowiska, z których można zjechać dwoma zjazdami do podstawy ściany. I tak po zrobieniu drugiej już tego dnia drogi zjeżdżamy z Kościelca, by wyjść na przełęcz Kościelcową gdzie pokonujemy dwu-wyciągową grań Kościelca. Pogoda dopisuje, kolejny dzień również zapowiada się łaskawie dla nas. W późno popołudniowych promieniach słońca, jako jedyni turyści na szczycie zajadamy się kabanosami wtykanymi na zmianę z batonami czekoladowymi, cieszymy się posiadaniem szczytu na wyłączność, a wzrok wbijamy w jutrzejszy cel - Północny Filar Świnicy.

Topo Załupy znajdziecie tu, Gnojka tu.

Im bliżej, tym Załupa bardziej staje dęba i wypiętrza się.
Ricci na tarasie powyżej Załupy

W poszukiwaniu drogi Gnojka

Pierwszy wyciąg drogi Gnojka

Ten moment, kiedy ściągniesz kask...


15 sierpnia 2016

Środkowe Żeberko Skrajnego Granata

Nasz kurs taternicki jest wyjątkowy. Po pierwsze sama już nie do końca nie pamiętam jak się to wydarzyło, że znalazłam się z Riccim na kursie u Kazia. Była to chyba konsekwencja rozmów kuluarowych podczas organizowanych przez mój klub speleokonfrontacji. W końcu cała nasza trójka wywodzi się ze środowiska jaskiniowo-okołogórskiego. Jako, że z Riccim jesteśmy już szczęśliwymi posiadaczami karty taternika, mniej lub bardziej ogarniamy techniki linowe i obsługę sprzętu, w kursie upatrujemy przede wszystkim poszerzenia swojej wiedzy z technik linowych, poznania nowych dróg i wyciągnięcia od Kazia - ratownika TOPRu, chodzącej encyklopedii Tatr jak największej dawki informacji.

Kurs nieco rozciągnął nam się w czasie, jak się miało okazać aż dwuletnim, w związku z czym po tym długim okresie niewidzenia idziemy na Hali na III drogę na Środkowym Żeberku Skrajnego Granata. Rozwspinanie idzie nam gładko, a jako że drogę kończymy w dobrym czasie Kaziu daje nam wybów: schodzenie szlakiem z Granatu lub zjazdy drogą. Wybieramy zjazdy, ponieważ zawsze warto znać linię zjazdu w przypadku choćby pogorszenia się pogody.

Gdyby ktoś zastanawiał się nad zrobieniem kursu odsyłam do dwóch moich artykułów na Portalu Górskim - pierwszy - czy działać na własną rękę, czy może jednak wybrać się na kurs; i drugi już stricte o kursie taternickim.

Ze swojej strony tylko dodam... warto!


Ricci z Kaziem na stanowisku

Zjazdy
Na tle Kościelca 

Klar musi być



Kaziu na ostatnim wyciągu

Ostatnie wyciągi drogi

Selfie na stanie musi być!


Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym

10 sierpnia 2016

Grań Świnicy II - Tatry dla początkujących

W górach wspinam się właśnie dla takich momentów – słońca grzejącego w plecy, ciepłej skały, emocji z otaczającej mnie ekspozycji i pięknych widoków. Tu, gdzie ucieka się na wspinanie nie trafiają ludzie przypadkowi, w ogóle mało ludzi tu trafia. Na grani prócz tłumów na Świnicy spotykamy jeszcze tylko jeden zespół, który przeskakuje nas gdzieś pomiędzy taternickim szczytem Świnicy, a tym głównym. Później już tylko widzimy ich plecy. Jest nasza trójka, łącząca nas lina i długo, długo nic.

Grań Świnicy jest cudowną alternatywą dla jakże zatłoczonego szlaku czerwonego – Orlej Perci. Oczywiście grań zarezerwowana jest tylko dla taterników – pokonać ją należy ze sprzętem – a przynajmniej zestawem pętli, karabinków i liny – w naszym przypadku jedna lina połówkowa, do której jesteśmy przywiązani w trójkę.

Grań Świnicy to emocjonujący powietrzny spacer, z którego możemy podziwiać zapierające dech w piersiach widoki na Halę Gąsienicową, Dolinę Pięciu Stawów Polskich oraz malujące się na wyciągnięcie ręki widoki Tatr Wysokich ciągnące się po horyzont. Dodatkowych emocji przysparzają liczne trawersy płytowe ze sporą ekspozycją.

Drogę zaczynamy od taternickiego szczytu Świnicy, na którego wychodzimy po zrobieniu Północnego Filara Świnicy. Jest to zatem nasza druga droga w ciągu dnia, choć tak naprawdę grań może sama w sobie tworzyć świetną akcję taternicką. Po oszpejeniu się ruszamy na Świnicę, skąd kierujemy się na Gąsienicową Przełączkę, gdzie wiążąc się liną pokonujemy kolejne bariery skalne. Sporo emocji przysparza Gąsienicowa Turnia z płytowymi odcinkami, pokonywanymi na tarcie. Grań jest tu tak ostra, że trzymamy się jej rękoma niczym drążka. Asekurację zakładamy z pętli zarzuconych o małe turniczki.

Gdy dochodzimy do Niebieskiej Turni na dole nie widać już zbyt wielu turystów. Słońce powoli się kładzie, barwy stają się cieplejsze – nadciąga wieczór. Zmęczenie po całodniowym wspinaniu (jak się miało okazać od momentu wyjścia do powrotu do Betlejemki całość zajęła nam 15 godzin!) daje się we znaki. Postanawiamy zatem nie iść już na łatwą Zawratową Turnię ale wycofać się zjazdem w stronę szlaku w Dolinie Pięciu Stawów. Wyciągamy zatem drugą 60 metrową linę. Zjeżdżamy z Niebieskiej Turni do pierwszego stanowiska mniej więcej w połowie ściany, a następnie rzucamy liny w stronę kruchego żlebu, gdzie czeka nas blisko 55 metrowy zjazd w lufie. Wariantu nie polecam, bo miejsce gdzie zjechaliśmy okazało się totalną kruszyzną i nawet ściągając linę trzeba było być bardzo ostrożnym by nie zrzucić kamieni.

Czy akcja „wycofu” okazała się szybsza niż pokonanie Zawratowej Turni – nie sądzę :) Trud dzisiejszego dnia wynagradza nam ciepła noc i odprowadzający nas niemal pod Czarny Staw na Hali Gąsienicowej wzrok kozic, bacznie obserwujących wkraczających na ich teren o tak późnej porze intruzów.


Na grani jestem już drugi raz (wcześniejsza relacja) choć jestem przekonana, że wrócę tu jeszcze nie raz!

 Widoki po horyzont - z oddali nadciąga załamanie pogody.


Walentkowy Wierch i Zadni Staw w Dolinie Pięciu Stawów Polskich
Selfi być musi :)
Grań Świnicy
Za szczytem Świnicy czas związać się liną


Widok na grań (po lewej stronie) i szczyt z turystami

Całe Tatry Wysokie na wyciągnięcie ręki

Zdjęcia dla spostrzegawczych - ile osób jest na grani?

Gąsienicowa Turnia - najpiękniejszy odcinek grani

Kaziu się schował

Ostra jak nóż grań Świnicy
Celem asekuracji zarzucamy pętle na wystające bloki skalne

Kwintesencja Grani Świnicy - płytowy spacer nad przepaścią

Grań Kościelców - Czy Zadni i główny szczyt Kościelca

na Niebieskiej Turni tuż przed zjazdem
Przebieg Orlej Perci a Grań Świnicy (źródło: wikipedia)