Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ultramaraton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ultramaraton. Pokaż wszystkie posty

20 lipca 2015

Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich


Pytam kolejną osobę – to ile ludzi bierze udział w organizacji? – i znów otrzymuję mało wyrazisty przekaz – no wiesz… podobno 130 wolontariuszy i jeszcze ekipy – Biegu Rzeźnika, ZUKu, półmaratonu takiego, śmakiego, owakiego – a 250 będzie.

Mnóstwo osób, jak mrówki w mrowisku, noszą, znoszą, zanoszą, przenoszą, podnoszą, wynoszą… śpią po katach, neptycy – łapią każdą wolną chwilę, by choć na chwile przymknąć oko. Nieprzerwanie od kilku dni przerzucają tony - wody, owoców, sprzętu. Na tablicach plansze, wykresy, nazwy, rozpiski, kartki, karteluszki – centrum logistyczne na miarę centrum sterowania połową tego świata.

Auta krążą w te i we wte rozwożąc do punktów wodę, izotoniki, colę, banany, pomarańcze, arbuzy, żelki, ciastka… zastanawiamy się kto wyliczył i jak potencjalne porcje dla ponad 1500 biegaczy? Jak to się robi? Jedni wracają z obsługi nocnych punktów na trasie, inni wybywają w teren. W biurze zawodów jak w ulu - pracują jak pszczółki wydając pakiety na wszystkie biegi.

Dolnośląski Festiwal BiegówGórskich…. 4 dni, 7 biegów plus nasz first trail dla maluchów, z czego najdłuższy 240 km! Biegacze wybiegają w czwartek i zdarza się, że podczas jednych zawodów trzykrotnie włączają czołówkę, bo nadciąga kolejna noc. Zmęczeni, pełni pokory, hartu ducha, walki - przybywają w środku nocy - i mimo, że nie śpią, że biegną sześćdziesiąty któryś kilometr mają siły i nastrój na żarty, uśmiechnięci... niesamowite!

Jesteśmy trybem tej machiny – zarówno jako uczestnicy jak i organizatorzy. Właściwie to można powiedzieć, że w przerwie między pracą startujemy. Wojtkowie biegną 130km i 21 km, Ola również startuje w półmaratonie, Jacek mknie jak strzała na dyszkę. Prócz rodziny z wyboru na miejscu również mnóstwo znajomych…

Aż duma rozpiera i brać chce się przykład z nich – walczą ze sobą, swoimi słabościami, chłodami nocy i upałami dnia… przemierzają kilometry wygrywając tą walkę, stając na pudle – bądź po prostu i aż przekraczając linie mety.

Niesamowity klimat, niesamowite emocje – jestem przeszczęśliwa że mogłam uczestniczyć w tej wielkiej machinie organizacyjnej jako jedno z trybików, podpatrzyć know-how, poznać ludzi i spotkać się ze znajomymi i przyjaciółmi w jakże wyjątkowych okolicznościach.

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com
fot. Łukasz Buszka http://www.dadadesign.pl/
fot. Łukasz Buszka http://www.dadadesign.pl/
fot. Łukasz Buszka http://www.dadadesign.pl/
fot. Łukasz Buszka http://www.dadadesign.pl/

fot. Piotr Dymus  http://piotrdymus.com





10 marca 2014

Zimowy Ultramaraton Karkonoski

Idea Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego narodziła się w Poznaniu, gdzie od samego początku prężnie działała przy nim ekipa Poco Loco. W szczegóły wdawać się nie będę, bowiem ja dołączyłam do sztabu dopiero w finalnym okresie - jako, że Dąbrowa choć oddalona od Poznania o jakieś 350 km sprawia niekiedy wrażenie jakby była w zupełnie innej galaktyce.

Nie mniej jednak opiszę co i jak patrząc na imprezę jako ogromne przedsięwzięcie organizacyjne zrzeszające potężną ilość ludzi - przyjaciół, rodziny, znajomych Tomka - z Dąbrowy, z Poznania, ze studiów, ze ściany, z pracy - zewsząd. Ludzi, którzy przyjechali na 8 marca do Karpacza by spotkać się i wspólnie zrobić coś wspaniałego zyskując przy tym dziką satysfakcję. Tacy są przyjaciele Tomka - i takich ludzi przy boku życzę wszystkim wkoło.

Do Karpacza przyjeżdżamy 6 marca i już tego dnia na miejscu dołączamy do ekipy, która jak mróweczki uwija się przy kompletowaniu pakietów startowych. Obowiązków jest sporo ale atmosfera nakręca wszystkich. Jesteśmy tu w szczególnym dniu, w szczególnych okolicznościach. Spędzamy te dni, tak ciężkie dla nas w zeszłym roku znów razem i chyba jest nam z tym lżej, jakoś lepiej.

Następnego dnia nasza dąbrowska ekipa przypisana nomen omen do obsługi punktu żywieniowego w Domu Śląskim zwozi całe zaopatrzenie do punktu. Ilości prowiantu są niebotyczne, a my wyglądamy jak obwoźni handlowcy niosąc ze sobą z Kopy do schronu pudełka z bananami, pomarańczami, izotonikami, czekoladami i ciasteczkami. Najcięższe paki jadą na quadzie. Piękna pogoda wygania nas wkrótce na Śnieżkę, jest pełne słońce, zero wiatru - po prostu cudownie! Łapiemy chwile bowiem za chwilę znów musimy być na dole by za kilka godzin wrócić na noc do schroniska. 

Na odprawę techniczną przed startem znów jesteśmy na dole. Sala zapełnia się startującymi, jest mnóstwo ludzi, trochę znajomych. Gwar, szum i niepowtarzalny nastrój. Aga z Margo opowiadają o idei wyścigu, o jego specyfice, o trasie... W nocy tym razem z buta wychodzimy do Domu Śląskiego by od wczesnego ranka zacząć przygotowywać wszystko dla startujących.

Noc jest piękna, cisza, spokój, śnieg, gwiazdy i Karkonosze - tak inne od wszystkich gór.

Nad ranem ferwor organizacyjny, biegacze to wpadają na chwilę do schronu, to wybiegają... niektórzy nawet nie wstępują a zbiegając ze Śnieżki, obserwowani przez nas przez okno, pokonują zakosy w zawrotnym tempie - takie kolorowe punkciki powoli zbliżające się w naszą stronę. 52 km granią Karkonoszy - z Przełęczy Okraj na Śnieżkę, następnie przez Przełęcz Karkonoską, Śnieżne Kotły, Halę Szrenicką dobiegają do mety na Polanie Jakuszyckiej. Pierwszy ultramartończyk jest u nas w czasie porównywalnym do czasu, w którym ja biegam półmaraton, choć ma za sobą dłuższy dystans i to jeszcze w górach! I na dodatek w zimie! Szacun!

Po zakończeniu imprezy rozmawiam z moim znajomym - jak to jest z tym bieganiem w górach? Odpowiada, że startował raz na dystansie 10 km po płaskim, zmęczył się niemiłosiernie i nie zamierza tego powtarzać... dlatego zaczął biegać w górach... dlatego porywa się na 52 km w ultramaratonie (zajmując znakomite miejsce!), dlatego startował w elitarnym wyścigu Elbrus Race...bo biegnąc pod górę człowiek się męczy - ale zbiegając z niej można odpocząć :) To jest hart ducha!

Te kilka dni spędzonych razem, ta logistyka, wspólne działanie w imię jednej idei, te uśmiechy na twarzach znajomych i tych nieznajomych - czy może być coś piękniejszego? 

Jeśli jesteście zainteresowani tematem, a może chcielibyście wystartować w przyszłym roku - odsyłam Was bardzo gorąco na stronkę ZUK'u.








Czekoladowe torciki c-moll robiące furorę

Odprawa techniczna dla naszej ekipy z Domu Śląskiego

Trasę trzeba było przemierzyć wielokrotnie by doglądać oznakowania



Handel obwoźny 

Podobnież było 100 kg bananów i podobne ilości wody

Śnieżka

Widok sprzed schroniska

Na szczycie Śnieżki

Urokliwy zachód słońca ze szczytu

Dom Śląski in the middle of nowhere

Start z deptaku w Karpaczu

Poranne zorze

Znajomy nawet nie zajrzał do schroniska powiedzieć "cześć" - biegł jak szalony!

Podczas gdy my uwijaliśmy się jak mróweczki 
Doborowa ekipa (właściwie jej część) kilkudziesięciu wolontariuszy, przyjaciół, znajomych - to było cudowne spotkanie.


Aga, organizator zamieszania.

Chętnych do startu nie brakowało - szacun!
Zdjęcia by K.Gawron oraz M.Dudek.


Zachęcam również do obejrzenia relacji filmowej.