W el Chorro dostaliśmy mocnego kopa - czas zatem się ogarnąć i każdą wolną chwilę, kiedy nie wieje i nie można iść na kita, albo nie ma fal i nie ma jak surfować wykorzystać właśnie na wspin! Betis, o którym juz wspominałam leży w zasięgu ręki zatem nie ma problemu by nawet w czasie siesty skoczyc tam na 4 godzinki, poruszać się i znów do pracy :) Tymrazem znów zabrakło moich guru wspinaczki (Mazzi i Ale), dlatego wybieramy się na drogi juz mi znane. Skoro nie odpadłam z nich wcześniej jest szansa, że przy prowadzeniu tez się nie dam! :) Formacja skalna zdecydowanie już mi pasuje, kilka momentów na psyche, równowagę i trochę sprytu i kilka dróg wkoszonych. Zaskakuje mnie Basri, z którym w sumie juz rok temu sie wspinaliśmy - pierwszy raz jednak w Betis znalazł sie z tydzień temu i kiedy ja męczyłam się na prowadzeniu jakiegoś 5+ (który po długim okresie pauzy w moim przypadku jest wow! ;) On sieknął OS'em 6b+. Na co więc te moje wcześniejsze starania? :(
wspin z cieśniną Giblartarską w tle, Afryką i Tarifą.

