Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2015

Pszczyńskie Spotkania z Przygodą

A właściwie pszczyńskie spotkania z psssszzzzzygodą jak przechrzciliśmy wnet nazwę imprezy. Na mapie wyrastających jak grzyby po deszczu festiwali górsko - podróżniczo wszelakich to już czwarta edycja imprezy. Żałujemy, że nie mamy na tyle czasu, by zostać na prelekcjach już od piątku do niedzieli. Właściwie docieramy w ostatniej chwili na naszą prelekcję. Na początku Maciej dostał zaproszenie do zaprezentowania naszych zmagań na Ojos del Salado. Rezygnujemy jednak z tego, gdyż poprzedzającą nas prelekcją są chłopcy z wyprawy, która nie dość, że działała niemalże w tym samym miejscu (bo rzut beretem od nas w Andach, na Atacamie, na szczycie na który co dzień patrzyliśmy) to jeszcze deptają nam po piętach i są o dzień, dwa za nami. Chodzi o wyprawę idącą po  rekord świata w nurkowaniu na wysokości, co z resztą udało im się dokonać.

Zmiana tematu na Sail and Ski była słuszna, bo znużylibyśmy widownię tymi samymi widokami i opowieściami. Maciej i Wojtek pokazali zdjęcia, filmy z Norwegii ukraszone żartami i anegdotkami jak to oni potrafią. 

W szalonym pędzie udaje mi się przejść jeszcze przed nocą przez starówkę kierując się w stronę zamku i przepięknych ogrodów. Nie ma co się rozpisywać, kto nie był szczególnie polecam odwiedzić miasto, absolutny must see!



Zamek w Pszczynie


Los Celebritos w swoim żywiole












17 kwietnia 2015

Ålesund


Ålesund to urokliwe miasteczko portowe położone nad Störfjordem w rejonie Møre og Romsdal. 

Szczególnie urzekł mnie park znajdujący się na wzgórzu Aksla górującym nad miastem. Liczne ścieżki idealne do biegania, co oczywiście wykorzystaliśmy w naszym treningu przed półmaratonem, oświetlone alejki, absolutnie urokliwie zlokalizowane nad klifami ławeczki. Z licznych tutaj punktów widokowych, a właściwie to całe wzgórze powinno zostać nazwane punktem widokowym roztacza się przepiękny krajobraz – morze, fiordy, wyspy oraz ośnieżone szczyty jak okiem sięgnąć po horyzont. Pierwszy raz żałowałam, że nie wzięłam ze sobą na trening telefonu. Z całą pewnością była to najpiękniejsza trasa biegowa i najpiękniejszy trening mojej karierze biegowej!

Warto również w Alesund poszwędać się ot tak, bez celu. Miasto jest bowiem perłą architektury secesyjnej. Wartym odwiedzenia jest również oceanarium.

Hi Ocean One w Alesund

Z kutrów rybackich kupić można świeże ryby

Miasto jest urokliwe

...a przesterzeń miejska harmonijna i czysta

Uliczki starego miasta zachęcają do spacerów

A nad całością górują ośnieżone szczyty

Beton nie przeszkadza, by w jezdni (!!) dalej rosły drzewa

Zachód słońca w porcie

Alpy Sunnmøre i norweskie fiordy

Alpy Sunnmøre to spektakularny masyw górski zdający się jakoby wyrastać wprost z fiordów strzelając 1000 metrów w górę niemalże pionowymi ścianami. To połączenie krajobrazu morsko-jezierno-górskiego. Jak to precyzyjnie zostało określone podczas rejsu – to tak jakbyśmy pływali jachtem po Morskim Oku albo Czarnym Stawie w Tatrach! I tak jest! Góry niczym nasze Tatry, Alpy – surowe, skaliste i strzeliste.

Fiordy w tym miejscu sięgają do 300 metrów głębokości. Płyniemy zaledwie 10 metrów od ściany a echosonda pokazuje nam imponującą głębokość kilkudziesięciu metrów. To zaprawdę imponujące! 

Od lutego do czerwca góry te są celem miłośników freeride’u oraz skitu ringu. Szczęśliwie są tu także tereny o łagodniejszym ukształtowaniu idealne do pieszych wędrówek, narciarstwa biegowego czy jazdy konnej. Okoliczne fiordy, rzeki i jeziora to także znakomite miejsce dla wędkarzy.

Fiordy są symbolem Norwegii. Jednym z najpiękniejszych jest wąski i stromy Geirangerfjord. Mimo ciasnych przewężeń jego głębokość pozwala wpłynąć tu pełnomorskim statkom! 

W 2005 r. wraz z Nærøyfjordem otrzymał on od National Geographic laur najlepiej na świecie zarządzanego miejsca światowego dziedzictwa UNESCO. Małą wioska Geiranger, wszakże o tej porze roku jeszcze wymarła tętni życiem w sezonie. Cumując nasz jacht w marinie wybieramy się na spacer na górujące nad miasteczkiem wzgórze w celu odnalezienie atrakcji turystycznej - Flydalsjuvet – znajduje się tutaj taras widokowy, z którego panoramę fiordu podziwiała norweska królowa Sonja oraz kultowa wywieszona skała, sławna niczym Preikestolen, Kierag czy Trolltunga. W drodze powrotnej zwiedzamy jeszcze widowiskowy, ryczący wodospad Storseterfossen.

Geirangerfjord to również urzekające wodospady spadające z pionowych kilkusetmetrowych ścian - 
De Syv Søstre (Siedem Sióstr). O tej porze roku niestety tylko lekko ciurczą bądź są związane jeszcze lodem.

Zdecydowanie jednak większe wrażenie wywarł na nas fiord Hiorundfjorden. Ze wszech stron otoczony wysokimi górami, z których żlebów śnieg sięga po taflę niczym nie zmąconej wody. Góry odbijają się w tafli wody a człowiek traci pojęcie przestrzeni - jest gdzieś zawieszony w jakiejś magicznej krainie. 



Stranda fot. M.Sokołowski
Stranda fot. M.Sokołowski
Stranda fot. M.Sokołowski

Wodospad Siedem Sióstr fot. M.Sokołowski


Geirangner fot. M.Sokołowski

Droga Orłów, Geiranger Fiord

Alesund fot. M.Sokołowski

Geiranger fot. M.Sokołowski

Hiorundfjorden fot. M.Sokołowski

Stranda fot. M.Sokołowski

Geraignerfiord

Hiorundfjorden 
Impresje wodne - Hiorundfjorden

Raj na ziemi Hiorundfjorden


 

16 kwietnia 2015

Sail and ski - Norwegia

To nic innego jak połączenie żeglarstwa z narciarstwem. W największym możliwym skrócie oczywiście. 
Pierwsze moje skojarzenia dotyczące połączenia tych dwóch tak odmiennych, abstrakcyjnych dziedzin, żywiołów wody i ziemi były zachowawcze: ale jak to tak? Nie będzie zimno? Gdzie suszyć te rzeczy? Jak to jeździć na nartach… skoro się jeździ na nartach to musi być śnieg, musi być zimno – to na fiordach będą kry lodowe? Życie zweryfikowało, że absolutnie tak nie jest, a my nie jesteśmy pierwszą, ani nie ostatnią załogą która na jachcie przemierza fiordy w celu poszukiwania najlepszych destynacji narciarskich. Na termin naszego wyjazdu wybieramy koniec marca, bowiem jak się okazuje sezon narciarski w Norwegii trwa pół roku, a najpopularniejszym okresem jest marzec i kwiecień, dni są już dłuższe, a temperatury wyższe.

Nasz jacht Hi Ocean One czeka zacumowany na nas w przeuroczej miejscowości Alesund. To liczący 20 metrów długości, będący w stanie pomieścić w komfortowych warunkach 17 członków załogi, przepiękny jacht. Mieliśmy okazję pływać już nim po norweskich wodach latem. Jacek kapitan, głównodowodzący i sprawca całego zamieszania to człowiek o ogromnej pasji, wiedzy żeglarskiej i jeszcze większym doświadczeniu. Pod jego skrzydłem czujemy się bardzo bezpiecznie.

Do Norwegii, do Alesund docieramy Wizzairem całą ekipą, z którą spotykamy się na gdańskim lotnisku. Bagaży co niemiara, ich ilość potęgują torby ze sprzętem sportowym – nartami, deskami, wędkami oraz jedzenie z Polski, bo na miejscu ceny są zaporowe! 

Plan zakłada rejs po najpiękniejszych fiordach okolic Alesund i odnalezienie odpowiednich miejsc na wycieczki na nartach skitourowych. 

Zainteresowaliśmy się głównie fiordami: Storfjorden, gdzie docieramy do Strandy i zostajemy tu na dwie noce, Geirangerfjordem, któremu trzeba poświęcić osobny opis oraz Hiorundfjorden, który kładzie dotychczasowe atrakcje Norwegii na ramiona! 

Stranda jest narciarskim rajem na ziemi, który niestety w pierwszy dzień turowania jawi nam się bardziej jako piekło, ze względu na ciężkie warunki śnieżno-pogodowe. Stranda, jest podobnież najlepszym ośrodkiem narciarskim dla miłośników off-piste. Strandafjellet dysponuje 7 wyciągami, w tym gondolą oraz 17 trasami zjazdowymi i nieskończoną możliwością freeridów, jako że góry stanowią swoisty poligon wolny od drzew, co za tym idzie bezpieczny dla nowicjuszy. Cena 10-wjazdowego karnetu to bagatela 350 złotych.

Wykorzystujemy wyciągi jako start do dalszych wędrówek zwiedzając na nartach skitourowych pobliskie szczyty. Pogoda dopisuje, w nocy spadł świeży śnieg pokrywając delikatną pierzynką lodową, ubitą i twardą warstwę z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze wczoraj.

Kolejnym rejonem jaki zwiedzamy z zamierzeniem skitourowym jest miejscowość Saebo przy Hiorundfjordem. Otoczona zewsząd górami miejscowość, z absolutnie zapierającymi dech w piersiach widokami nie jest jednak dla nas łaskawa. Serwuje nam potężny opad śniegu, który uniemożliwia prowadzenie jakichkolwiek akcji. Wszakże wychodzimy w góry, ale bardziej niż miłą wycieczkę, spacer ten przypomina cyrk straceńców. Tu i ówdzie na południowych zboczach, po rozwianiu chmur i mgły pojawiają się liczne osuwiska i mini lawiniska. Jedno jest pewne – warto tu wrócić, by choćby zdobyć najpopularniejszy w okolicy szczyt – Slogen 1564 m n.p.m.

Jacht podczas wyprawy jest dla nas schronieniem, mobilnym hotelem, środkiem transportu, oraz miejscem gdzie w niepogodę wspólnie spędzamy czas. Norwegia natomiast o tej porze roku zaskakuje zmienną pogodą - od ciepłych dni po na prawdę chłodne i przenikacjące wilgocią. Mimo wszystko to właśnie śnieg i wczesna wiosna podkreślają niedostępność, odosobnienie i dzicz odwiedzanych przez nas miejsc. Tu na prawdę można wypocząć, a czas biegnie swoim rytmem.

śnieg sięgał samych fiordów


HiOceanOne na zimnych wodach północy


mieliśmy wrażenie, jakbyśmy pływali po Morskim Oku albo Czarnym Stawie, a nad głową wznosiła się ściana Kazalnicy
a woda odbijała krajobraz tworząc niespotykane iluzje

skały, ściany, góry...
nie zabrakło wędkowania
i w końcu to, po co tu przyjechaliśmy...

śnieg, słońce, góry, włóczęgi skitourowe z widokiem na fiordy

czyli białe szaleństwo (fot. M.Sokołowski)

Sail and ski w pełnej krasie

Sail and ski - part II - suszymy się


4 sierpnia 2014

Folgefonna i Troltunga - czyli narty w lipcu, bieganie i kąpiele mrożące krew w żyłach

Norwegia zaskakuje – z jednej strony mrożąca krew w żyłach woda we fiordach, z drugiej strony ciepłe morze za sprawą prądu Zatokowego… skaliste góry, lodowce – krajobraz miejscami skrajnie surowy, wręcz księżycowy i ciepło bijące od małych wioseczek, których dachy porasta trawa.

Norweskie krajobrazy przyciągają przez swoją niedostępność i surowe piękno. Przekonujemy się o tym kolejny raz wybierając się na Trolltungę, czyli mega znaną wysuniętą półę skalną, na której zrobienie sobie zdjęcia jest absolutnym must be oraz lodowiec Folgefonna ze stacją narciarską Fonna.

trening biegowy - mimo śniegu czujemy się jak na patelni

Trolltunga czyli język trola należy do najczęściej spotykanych motywów przewijających się w katalogach turystycznych ukazujących piękno norweskich krajobrazów. Jęzor wywieszony jest nad błękitnymi wodami jeziora Ringsdalsvatnet, w którym jak się okaże przyjdzie nam moczyć stopy przez pół dnia, ponieważ… gdy docieramy na miejsce do Skjeggedal po już kilkukilometrowym spacerze asfaltową drogą okazuje się, że zaczynający się tu szlak obejmuje 10 godzinną wyrypę! Biorąc pod uwagę, że jest już południe, słońce skwarzy niemiłosiernie, a wyjście w góry teraz skutecznie odetnie nam drogę powrotu na jacht z powodu niekursujących nocą autobusów dajemy za wygraną. Obchodzimy się smakiem, czytamy tablice informacyjne, próbujemy znaleźć plan B i w końcu idziemy po rozum do głowy i stwierdzamy, że skoro są wakacje, środek lata, ponad 30 stopni w cieniu to idziemy szukać ustronnego miejsca na wodne harce w lazurowych wodach Ringsdalsvatnet.

Dla osób, które faktycznie chciałyby zrobić zaplanowany szlak można go rozłożyć bądź na dwa dni, bądź podjechać tu własnym autem gwarantującym jakikolwiek powrót z bądź, co bądź dziury jaką jest Skjeggedal. My stratowaliśmy z miejscowości Tyssedal, najdalej jak udało zajechać się autobusem w związku z czym czasowo nie mogliśmy sobie pozwolić na taki długi trekking.  

Kolejne dni spędzamy na eksploracji lodowców oraz nartach w rejonie Fonna na lodowcu Folgefonna. Norwegia jest krajem obfitującym w lodowce. Jest ich tu około 1600!  Choć może to dziwić, aż 60% norweskich lodowców leży w południowo – środkowej Norwegii!

Naszym celem jest trzeci lodowiec pod względem wielkości w Norwegii Folgefonna. Śledzimy już go z fiordu dopływając do miejscowości Jondal – biała czapa pokrywa cały masyw. Nie mogę wyjść z podziwu jak to jest możliwe, że już jutro będziemy deptać po śniegu! Podczas gdy część ekipy udaje się na narty (w krótkich spodenkach!!!) ja z Wojtkiem planujemy big running trip czyli 20 km trasę z lodowca do Jondal. Jako, że trasa jest średnio terenowa, widoki co rusz zapierają dech w piersiach, a my czujemy się jak na rozgrzanej patelni – zero cienia i chyba dodatkowe promieniowanie cieplne od lodu postanawiamy nie forsować się zbytnio dzisiejszego dnia.

Niewątpliwie strzałem w dziesiątkę, gdy z powodu żaru z nieba ledwo dyszymy jest krioterapia w zimnym górskim potoku, w małej zatoczce o krystaliczno czystej wodzie w kolorze nie do opisania – do zobaczenia! Rześkość jaką człowiek czuje wychodząc z tej lodówki miesza się z endorfinami po treningu i szczęście sięga zenitu!

know how czyli spacer na Trolltungę
i odpoczynek nad lazurowym jeziorem

Nudną drogę asfaltową z Trolltungi pokonujemy na stopa :)

Malownicza droga prowadząca na Lodowiec Folgefona

...gdzie jakimś cudem mijają się auta

Surowy klimat Skandynawii

Mimo tego, że śnieg wkoło jest jak na patelnii

Urokliwie

Zaprawieni Norwegowie pływają w tych lodowatych jeziorkach.

Urocze stawiki z niepowtarzalnym kolorem wody nadają klimatu surowemu krajobrazowi

wybawieniem od upału okazuje się być górski potok

podczas gdy nasi znajomi szusują na nartach my wybieramy bieganie :)