Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fiordy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fiordy. Pokaż wszystkie posty

17 kwietnia 2015

Ålesund


Ålesund to urokliwe miasteczko portowe położone nad Störfjordem w rejonie Møre og Romsdal. 

Szczególnie urzekł mnie park znajdujący się na wzgórzu Aksla górującym nad miastem. Liczne ścieżki idealne do biegania, co oczywiście wykorzystaliśmy w naszym treningu przed półmaratonem, oświetlone alejki, absolutnie urokliwie zlokalizowane nad klifami ławeczki. Z licznych tutaj punktów widokowych, a właściwie to całe wzgórze powinno zostać nazwane punktem widokowym roztacza się przepiękny krajobraz – morze, fiordy, wyspy oraz ośnieżone szczyty jak okiem sięgnąć po horyzont. Pierwszy raz żałowałam, że nie wzięłam ze sobą na trening telefonu. Z całą pewnością była to najpiękniejsza trasa biegowa i najpiękniejszy trening mojej karierze biegowej!

Warto również w Alesund poszwędać się ot tak, bez celu. Miasto jest bowiem perłą architektury secesyjnej. Wartym odwiedzenia jest również oceanarium.

Hi Ocean One w Alesund

Z kutrów rybackich kupić można świeże ryby

Miasto jest urokliwe

...a przesterzeń miejska harmonijna i czysta

Uliczki starego miasta zachęcają do spacerów

A nad całością górują ośnieżone szczyty

Beton nie przeszkadza, by w jezdni (!!) dalej rosły drzewa

Zachód słońca w porcie

Alpy Sunnmøre i norweskie fiordy

Alpy Sunnmøre to spektakularny masyw górski zdający się jakoby wyrastać wprost z fiordów strzelając 1000 metrów w górę niemalże pionowymi ścianami. To połączenie krajobrazu morsko-jezierno-górskiego. Jak to precyzyjnie zostało określone podczas rejsu – to tak jakbyśmy pływali jachtem po Morskim Oku albo Czarnym Stawie w Tatrach! I tak jest! Góry niczym nasze Tatry, Alpy – surowe, skaliste i strzeliste.

Fiordy w tym miejscu sięgają do 300 metrów głębokości. Płyniemy zaledwie 10 metrów od ściany a echosonda pokazuje nam imponującą głębokość kilkudziesięciu metrów. To zaprawdę imponujące! 

Od lutego do czerwca góry te są celem miłośników freeride’u oraz skitu ringu. Szczęśliwie są tu także tereny o łagodniejszym ukształtowaniu idealne do pieszych wędrówek, narciarstwa biegowego czy jazdy konnej. Okoliczne fiordy, rzeki i jeziora to także znakomite miejsce dla wędkarzy.

Fiordy są symbolem Norwegii. Jednym z najpiękniejszych jest wąski i stromy Geirangerfjord. Mimo ciasnych przewężeń jego głębokość pozwala wpłynąć tu pełnomorskim statkom! 

W 2005 r. wraz z Nærøyfjordem otrzymał on od National Geographic laur najlepiej na świecie zarządzanego miejsca światowego dziedzictwa UNESCO. Małą wioska Geiranger, wszakże o tej porze roku jeszcze wymarła tętni życiem w sezonie. Cumując nasz jacht w marinie wybieramy się na spacer na górujące nad miasteczkiem wzgórze w celu odnalezienie atrakcji turystycznej - Flydalsjuvet – znajduje się tutaj taras widokowy, z którego panoramę fiordu podziwiała norweska królowa Sonja oraz kultowa wywieszona skała, sławna niczym Preikestolen, Kierag czy Trolltunga. W drodze powrotnej zwiedzamy jeszcze widowiskowy, ryczący wodospad Storseterfossen.

Geirangerfjord to również urzekające wodospady spadające z pionowych kilkusetmetrowych ścian - 
De Syv Søstre (Siedem Sióstr). O tej porze roku niestety tylko lekko ciurczą bądź są związane jeszcze lodem.

Zdecydowanie jednak większe wrażenie wywarł na nas fiord Hiorundfjorden. Ze wszech stron otoczony wysokimi górami, z których żlebów śnieg sięga po taflę niczym nie zmąconej wody. Góry odbijają się w tafli wody a człowiek traci pojęcie przestrzeni - jest gdzieś zawieszony w jakiejś magicznej krainie. 



Stranda fot. M.Sokołowski
Stranda fot. M.Sokołowski
Stranda fot. M.Sokołowski

Wodospad Siedem Sióstr fot. M.Sokołowski


Geirangner fot. M.Sokołowski

Droga Orłów, Geiranger Fiord

Alesund fot. M.Sokołowski

Geiranger fot. M.Sokołowski

Hiorundfjorden fot. M.Sokołowski

Stranda fot. M.Sokołowski

Geraignerfiord

Hiorundfjorden 
Impresje wodne - Hiorundfjorden

Raj na ziemi Hiorundfjorden


 

16 kwietnia 2015

Sail and ski - Norwegia

To nic innego jak połączenie żeglarstwa z narciarstwem. W największym możliwym skrócie oczywiście. 
Pierwsze moje skojarzenia dotyczące połączenia tych dwóch tak odmiennych, abstrakcyjnych dziedzin, żywiołów wody i ziemi były zachowawcze: ale jak to tak? Nie będzie zimno? Gdzie suszyć te rzeczy? Jak to jeździć na nartach… skoro się jeździ na nartach to musi być śnieg, musi być zimno – to na fiordach będą kry lodowe? Życie zweryfikowało, że absolutnie tak nie jest, a my nie jesteśmy pierwszą, ani nie ostatnią załogą która na jachcie przemierza fiordy w celu poszukiwania najlepszych destynacji narciarskich. Na termin naszego wyjazdu wybieramy koniec marca, bowiem jak się okazuje sezon narciarski w Norwegii trwa pół roku, a najpopularniejszym okresem jest marzec i kwiecień, dni są już dłuższe, a temperatury wyższe.

Nasz jacht Hi Ocean One czeka zacumowany na nas w przeuroczej miejscowości Alesund. To liczący 20 metrów długości, będący w stanie pomieścić w komfortowych warunkach 17 członków załogi, przepiękny jacht. Mieliśmy okazję pływać już nim po norweskich wodach latem. Jacek kapitan, głównodowodzący i sprawca całego zamieszania to człowiek o ogromnej pasji, wiedzy żeglarskiej i jeszcze większym doświadczeniu. Pod jego skrzydłem czujemy się bardzo bezpiecznie.

Do Norwegii, do Alesund docieramy Wizzairem całą ekipą, z którą spotykamy się na gdańskim lotnisku. Bagaży co niemiara, ich ilość potęgują torby ze sprzętem sportowym – nartami, deskami, wędkami oraz jedzenie z Polski, bo na miejscu ceny są zaporowe! 

Plan zakłada rejs po najpiękniejszych fiordach okolic Alesund i odnalezienie odpowiednich miejsc na wycieczki na nartach skitourowych. 

Zainteresowaliśmy się głównie fiordami: Storfjorden, gdzie docieramy do Strandy i zostajemy tu na dwie noce, Geirangerfjordem, któremu trzeba poświęcić osobny opis oraz Hiorundfjorden, który kładzie dotychczasowe atrakcje Norwegii na ramiona! 

Stranda jest narciarskim rajem na ziemi, który niestety w pierwszy dzień turowania jawi nam się bardziej jako piekło, ze względu na ciężkie warunki śnieżno-pogodowe. Stranda, jest podobnież najlepszym ośrodkiem narciarskim dla miłośników off-piste. Strandafjellet dysponuje 7 wyciągami, w tym gondolą oraz 17 trasami zjazdowymi i nieskończoną możliwością freeridów, jako że góry stanowią swoisty poligon wolny od drzew, co za tym idzie bezpieczny dla nowicjuszy. Cena 10-wjazdowego karnetu to bagatela 350 złotych.

Wykorzystujemy wyciągi jako start do dalszych wędrówek zwiedzając na nartach skitourowych pobliskie szczyty. Pogoda dopisuje, w nocy spadł świeży śnieg pokrywając delikatną pierzynką lodową, ubitą i twardą warstwę z jaką mieliśmy do czynienia jeszcze wczoraj.

Kolejnym rejonem jaki zwiedzamy z zamierzeniem skitourowym jest miejscowość Saebo przy Hiorundfjordem. Otoczona zewsząd górami miejscowość, z absolutnie zapierającymi dech w piersiach widokami nie jest jednak dla nas łaskawa. Serwuje nam potężny opad śniegu, który uniemożliwia prowadzenie jakichkolwiek akcji. Wszakże wychodzimy w góry, ale bardziej niż miłą wycieczkę, spacer ten przypomina cyrk straceńców. Tu i ówdzie na południowych zboczach, po rozwianiu chmur i mgły pojawiają się liczne osuwiska i mini lawiniska. Jedno jest pewne – warto tu wrócić, by choćby zdobyć najpopularniejszy w okolicy szczyt – Slogen 1564 m n.p.m.

Jacht podczas wyprawy jest dla nas schronieniem, mobilnym hotelem, środkiem transportu, oraz miejscem gdzie w niepogodę wspólnie spędzamy czas. Norwegia natomiast o tej porze roku zaskakuje zmienną pogodą - od ciepłych dni po na prawdę chłodne i przenikacjące wilgocią. Mimo wszystko to właśnie śnieg i wczesna wiosna podkreślają niedostępność, odosobnienie i dzicz odwiedzanych przez nas miejsc. Tu na prawdę można wypocząć, a czas biegnie swoim rytmem.

śnieg sięgał samych fiordów


HiOceanOne na zimnych wodach północy


mieliśmy wrażenie, jakbyśmy pływali po Morskim Oku albo Czarnym Stawie, a nad głową wznosiła się ściana Kazalnicy
a woda odbijała krajobraz tworząc niespotykane iluzje

skały, ściany, góry...
nie zabrakło wędkowania
i w końcu to, po co tu przyjechaliśmy...

śnieg, słońce, góry, włóczęgi skitourowe z widokiem na fiordy

czyli białe szaleństwo (fot. M.Sokołowski)

Sail and ski w pełnej krasie

Sail and ski - part II - suszymy się


9 kwietnia 2015

Carretera Austral - 1240 km patagońska droga widokowa



Ta egzotycznie brzmiąca nazwa oznacza chilijską drogę krajową nr 7, główną i jedyną arterię komunikacyjną w tej części świata. Droga łączy Puerto Montt na północy z Villa O’Higgins leżącą w Patagonii na pograniczu z Argentyną. W miejscu gdzie już nic tylko wieczne lody i śniegi. Droga ta to 1240 km przygody – przepraw przez zupełnie odludni one miejsca, dzikie, przepiękne i surowe!
To tutaj mija się największe lodowce na świecie, to tutaj tektonika płyt kontynentalnych wypiętrzyła srogie góry, tutaj można znaleźć gorące źródła, gejzery i wulkany.

Warto na Carreterę poświęcić więcej czasu, może nawet tylko na niej skupić swoje wyjazdowe plany. W planowaniu wycieczki warto wziąć pod uwagę przeprawy promowe – są one koniecznością, jedyną możliwością przeprawienia się przez fiordy i bądź co bądź nie kursują one tu aż tak często jak mogłoby się nam wydawać. I o ile przeprawa osobowa raczej nie stanowi problemu, o tyle zapakowanie się na prom autem wymaga już wcześniejszej rezerwacji.

Zaledwie dzień jazdy na południe od Santiago i tak drastyczna zmiana krajobrazu...

Choć wygodniej by się jechało Toyotą którą oddaliśmy, nasz Hyundai też dał radę.

Urokliwe wioski na brzegu oceanu.

I małe kościółki przy których często pasały się owce.

Flota
Zdjęcia - Maciej Sokołowski