Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskidy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beskidy. Pokaż wszystkie posty

4 marca 2023

Skiturowo na Skrzyczne

Skrzyczne jest szczytem, który przede wszystkim kojarzy się narciarsko. Na północnych stokach zlokalizowany jest jeden z największych jak nie największy (pod kątem długości tras) kompleks narciarski – Szczyrk Mountain Resort w Polsce – 36 km nartostrad plus ośrodek COS z trasami na linii Skrzyczne-Szczyrk. Skrzyczne poza sezonem to z kolei Enduro Trails – czyli narty zmieniamy na rzecz full'i.

Dla nas Skrzyczne w sezonie zimowym to przede wszystkim szybkie wypady na skitury. Wschód słońca przed pracą albo nocne wejścia, szybki spiel i baterie doładowane.

Na mapach ośrodka narciarskiego szlak skiturowy pokrywa się w dużej mierze ze szlakiem pieszym.  Jest to jedna z propozycji oczywiście, bo na szczyt możemy dotrzeć również z Soliska, czy nawet przez Pośredni Wierch. My zazwyczaj zaczynamy przy gondoli na Halę Skrzyczeńską – jest tu sporej wielkości bezpłatny parking. Stąd podążamy do góry bokiem nartostrady. Stąd jest kilka wariantów – w połowie podejścia można uciec na szlak żółty i podążać dalej lasem. Co zdecydowanie do mnie przemawia. Jakoś stresuje mnie wizja kolizji z narciarzem, mimo że zawsze trzymam się krawędzi. Można też rozpocząć podejście trasami Enduro, gdzie dokładny opis można znaleźć na stronie Redbulla – szybka tura na Skrzyczne. Niewątpliwie sumując liczbę kilometrów na tych wszystkich zakrętach HipHopy a sumę kilometrów podążając nartostradą zrobimy chyba 3 razy taką odległość. Z Hali Skrzyczeńskiej warto podejść wzdłuż orczyka C3 na Małe Skrzyczne 1211 m n.p.m. Znajdujemy się już na grani, gdzie na główny szczyt czeka nas spacer z niewielką liczbą przewyższeń i wspaniałymi widokami. Przy dobrej pogodzie widać jak na dłoni Tatry, góry Słowacji, Beskid Żywiecki.

Spacer po grani jest bardzo przyjemny. Osiągając główny szczyt warto jest zajrzeć do schroniska na coś ciepłego. Znajduje się ono tuż pod szczytem. Po reście w schronisku czeka nas droga powrotna. Foki można ściągnąć już w schronie i te kilkadziesiąt metrów do szczytu przedreptać albo dopiero rozfoczyć się na szczycie. 

Zjazd odbywa się po trasach narciarskich więc cała tura jest świetną propozycją dla początkujących narciarzy oraz osób rozpoczynających swoją przygodę ze skiturami.

Całość wycieczki to 10 kilometrów i blisko 600 metrów w górę.


Na szczycie Skrzycznego. W tle Babia Góra, Pilsko i dalej Tatry.

Uroki zimy.

Zbójnicka Kopa

Szlak na grani Małe Skrzyczne – Skrzyczne

Obłędne widoki o poranku

Skitury najlepsze na zimowe wędrówki

Z Dorotką – local legend Skrzycznego.

Zdjęcie ze szczytu na Schronisko PTTK 








8 lutego 2023

Wschód słońca na Babiej Górze i dalej ku Małej Babiej Górze

Wschody słońca mają swój niezaprzeczalny klimat. Być może dlatego, że to właśnie z nimi nie jesteśmy opatrzeni? Częściej bowiem zdarza się widywać zachody słońca. Gdyby do tego dodać góry maluje się idealny plan wycieczki. Wschody słońca można oglądać z wielu szczytów w Polsce, ale nie wiem czy tylko ja mam takie wrażenie, czy właśnie te z Babiej Góry "smakują" najpyszniej.

Dla planujących taką wycieczkę opcji jest kilka. Najbardziej sensowne to nocleg w schronisku PTTK Markowe Szczawiny – skąd albo przez Przełęcz Bronę albo przez Perć Akademików (szlak zamykany na zimę) pitniemy na szczyt. Można również podjechać na Przełęcz Krowiarki i zostawić auto na jednym z dwóch parkingów i stąd ruszyć na szczyt Babiej czerwonym szlakiem. W tym przypadku czeka nas ponad 700 metrów podejścia w pionie i około 2,5 godziny podchodzenia. Jest to oczywiście czas sugerowany, który w zależności od pory roku i warunków oraz naszej krzepy będzie się różnić. Tak, by nie zostać zaskoczonym przez wschód słońca najlepiej wyjść z zapasem czasu.

Na nasz spacer obraliśmy jesienny dzień, poranek 1 listopada. Mimo, iż wydawałoby się, że jest po sezonie w górę zmierzało trochę osób. Jako, że z tak szlaku na szczyt jak i samej Babiej Góry roztaczają się rozległe widoki już po drodze, w blasku księżyca można podziwiać widoki i poświatę na horyzoncie zwiastującą rychły wschód słońca. Przez wysokość Królowej Beskidów oraz jej wybitność (rozumianą jako różnicę wysokości między szczytem a najniższą okalającą go warstwicą) Babia jest narażona na pierońskie wiatry – właściwie przez cały rok. Warto mieć to na uwadze pakując plecak – zwłaszcza że na szczycie możemy zabawić kilkadziesiąt minut patrząc na rozgrywający się przed nami spektakl barw, światła i cieni. Zdarza się, że najwytrwalsi widzowie siedzą trzęsąc się pod nic nie dającymi polarkowymi kocykami.

A teraz o tym co z tej Babiej zobaczymy... panorama jest rozległa i obejmuje: Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Tatry tak po stronie polskiej jak i słowackiej, Góry Choczańskie, Niżne Tatry, Małą i Wielką Fatrę. Nic tylko usiąść i uczyć się topografii.

Z Babiej Góry mamy możliwość zejść tym samym szlakiem, Percią Akademików (szlak żółty) – szlakiem zdecydowanie najtrudniejszym, wyposażonym w łańcuchy, zamykanym czasowo na okres zimy – albo kierować się w stronę Przełęczy Brona, skąd czerwonym szlakiem zejdziemy do schroniska.

My jednak na wczesną porę i pięknie rozpoczęty dzień wybieramy się dalej szlakiem niebieskim na Małą Babią Górę (Cyl) 1517 m n.p.m. Podobnie jak w sezonie szczyt ten jest zdecydowanie rzadziej uczęszczany, a przecież to trzeci co do wysokości szczyt Beskidów po Babiej Górze i Pilsku. W przeważającej mierze trawiasty jest idealnym miejscem na odpoczynek. Gdy nasz szlak łączy się z żółtym i czerwonym biegnącymi płajem skręcamy z powrotem do Przełęczy Krowiarki. Czeka nas 10 kilometrowy, niemęczący spacer właściwie biegnący po jednej poziomicy. Po drodze mamy możliwość wstąpić do schroniska po strawę.

A teraz jakie aplikacje bezpłatne na telefon mogą nam się przydać podczas wędrówki oraz na etapie jej planowania:
  • Ratunek – wezwanie pomocy w górach z ustaleniem dokładnej naszej lokalizacji. Aplikacja łączy się z numerem ratunkowych w górach (TOPR, GOPR) lub nad wodą (WOPR, MOPR).
  • Mapy.cz – jakby naszło nas zwątpienie ile jeszcze i którędy szlak, to jest właśnie aplikacja pokazująca aktualne położenie na mapie oraz okoliczne szlaki.
  • pogodowe: Meteoblue lub ICM, nie tylko by sprawdzić pogodę ale również by przekonać się czy będziemy mieć do czynienia z inwersją, czy szczyt będzie spowity w mgłach i z widoków nici.


Widok na flankę Tatr na horyzoncie


3...2...1... start punkt widokowy na Kępie – czerwony szlak, w tle Babia

Pogoda na Babiej rzadko kiedy rozpieszcza. Wiatr ma się tu zawsze dobrze.


Wschód słońca to czas na relaksik, pod warunkiem że jesteśmy dobrze ubrani i zabezpieczeni przed wiatrem.






Dość wietrznie...
 
... na tyle, że zeskakując z tego kamienia wylądowałam dwa metry dalej


Trawy i kosówki – klimat Małej Babiej Góry

Szlak na Cyl jest zdecydowanie rzadziej odwiedzany. 

Babia Góra z Małej Babiej


... a wiatr nadal nie ustaje




31 lipca 2019

Beskid Śląski - Skrzyczne 1257 m n.p.m.- Korona Gór Polski

Zeszłoroczny "wyścig" po Koronę Gór Polski zakończyliśmy na krągłej liczbie 10 szczytów:
  • Waligóra w Górach Kamiennych
  • Turbacz w Gorcach
  • Kłodzka Góra w Górach Bardzkich
  • Jagodna w Górach Bystrzyckich
  • Szczeliniec Wielki w Górach Stołowych
  • Orlica w Górach Orlickich
  • Kowadło w Górach Złotych
  • Czupel w Beskidzie Małym 
  • Wielka Sowa w Górach Sowich
  • Łysica w Górach Świętokrzyskich  
Byliśmy też blisko Śnieżki, ale za długo zabalowaliśmy po czeskiej stronie i Commando się w końcu wkurzyły na wielogodzinny spacer - donikąd. Na niczym też skończyła się próba wejścia na Skrzyczne w zeszłym roku. Chłopcy byli bowiem na tyle duzi, że potrafili już (dość dosadnie i donośnie) wyrazić swoje niezadowolenie i nadal zbyt mali by iść samym na swoich nóżkach.

Jednym zdaniem - w zeszłym roku byliśmy królami dżungli! Pakowaliśmy ich w nosidełka, wkładaliśmy do wózka - oni to spali, to patrzyli gdzie ich starzy znów ciągną. Ale byli kontent. Weszliśmy na szczyty, na które nie wiem czy "poniosło by nas" gdyby nie oni. I z tamtej perspektywy wydawać by się mogło, że resztę szczytów też zaliczymy - no dobrze... może nie Rysy, bo wiadomo. Ale... ten rok to ja w skrócie mogę określić jako pięcie się na szczyty: wytrzymałości, cierpliwości, pomysłowości i przewidywania nieprzewidywalnego. I ja gór już na prawdę nie potrzebuję! Dwa dwulatki w domu. Kto tylko przeszedł przez to w życiu wie, o czym mówię. Mali ludzie, indywidua, nie mówią ale potrafią wyrazić wszystko, kumają tak dużo, jak są zmęczeni to na maksa, jak są głodni to już i teraz daj bo zemrę, jak im się nie podoba to nie ma zmiłuj. A na dodatek jeden w prawo, drugi w lewo. Albo się kochają trzymając za ręce i dając buziaki, albo po kryjomu kiedy nikt nie patrzy leci kamień od jednego w kierunku drugiego. I weź tu takich na szlak! Ba! Gdziekolwiek samej!

Tęsknota za górami jednak wzięła górę, a odważna by stawić czoło Commando w górach okazała się babcia! (Łojciec dodał nam jeszcze animuszu wysyłając zdjęcia z Czarnohory). I tak rano z Dąbrowy wybrałyśmy się w Beskid Śląski. Nie zraziły nas prognozy pogody - porównywanie kilku portali na raz, kolejki online ze szczytu. Stwierdziłyśmy że będziemy dopiero w stanie określić realne zagrożenie gdy już będziemy w Szczyrku i to tam podejmiemy ostateczną decyzję - szczyt czy dolina. Jako, że o wchodzeniu nie było mowy - tak skapitulowałam, mnie jest ciężko z 13 kilogramowym diabłem tasmańskim na plecach, a co dopiero pchać w to piekło mamę - i wybrałyśmy mechaniczne zdobywanie wysokości. U licha - skoro jest, trzeba czerpać! Już w swoim życiu się wychodziłam, a ile jeszcze nachodzę! Po opłacie kosmicznej sumy za bilet góra-dół zapięłyśmy chłopaków w nosidełka i usadowiłyśmy się na kanapie na Jaworzynę. Nosidło siłą rzeczy miało pomóc nam gdybyśmy dwoma rękami nie były w stanie ogarnąć żywiołu - bo wiadomo to jak chłopcy zareagują na wyciąg? Jak dotąd jechali tylko gondolą i była pełna fascynacja!

Nie inaczej było tym razem! Wielkie oczy, machanie ludziom jadącym z naprzeciwka. Uff podoba im się! Na górze, jak to na górze... schronisko, pełno ludzi, wieża widokowa, jakiś konik na którym można pojeździć za drobną czy też nie opłatą, muzyka pseudo-góralska, rowerzyści o każdym stopniu zaawansowania i mnóstwo dzieci. Takie uroki szczytu, na który doprowadza wyciąg. To wszystko jednak nieważne kiedy rozkładasz kocyk i podziwiasz widoki, a uśmiechy groszków przysłaniają resztę świata! Spokój trwał krótko. Zaczęło się podnoszenie i rzucanie kamyczków, fascynacja pieńkiem drzewa, puszczenie się biegiem z górki, kiedy chodzenie jeszcze nie należy do dość skoordynowanych. Jednym słowem 500 metrów w prawo, 20 w lewo, 15 schodów pokonanych, 200 zdjęć zrobionych z czego tylko na jednym patrzą w obiektyw i... na raz zmęczenie. Haja! Płacz! Żal! Spać - tu natychmiast! Więc odwrót. I jedziesz tak tą kolejką w dół ze słaniającymi się ze zmęczenia chłopakami (a przecież w aucie w tą stronę spali przez całą drogę) i myślisz sobie - jak dobrze, że chociaż tu, na tej kolejce przez 20 minut mogę odpocząć nic nie robiąc.

Skrzyczne zatem zdobyte (?) ale kolejne szczyty będę musiały poczekać, aż te małe nóżki same na nie dojdą. Tymczasem zaopatrzeni w kaski rowerowe i kamizelki do pływania dla najmłodszych ruszamy kolejno do szosowej stolicy Polski oraz na szlak Wielkich Jezior Mazurskich! My im pokazujemy, a oni sami sobie w przyszłości wybiorą to, co ich będzie kręcić!



Mechaniczne zdobywanie wysokości.

Chwila odpoczynku dla każdego

Bracia bliźniacy - ale dwójka zupełnie różnych ludzi!

Kontemplujący Henryczek

Henryczek na szlaku - aktualnie ucieka babci

Widok z wieży widokowej na szczycie Skrzycznego - w tle Babia Góra

Fascynacja pieńkiem

W dole Bielsko Biała - achhh Ci to mają dobrze!

Benedykciu patrzy na Klimczok - ciekawe czy pamięta coś z zeszłorocznej wycieczki...


6 lutego 2018

Wielka Racza skiturowo by lejdis

Kim jesteśmy?
Kobietami!!!
Czego chcemy?
Nie wiemy!
Kiedy tego chcemy?
Natychmiast!

Z takim okrzykiem na szlaku mogli spotkać się mijający nas turyści, patrząc i oczy przecierając ze zdumienia. Oto bowiem 13 kolorowych jak tęcza niewiast mknie (no dobra, trudno to było nazwać mknięciem) na skiturach wprost do schroniska na Wielkiej Raczy.

Damskie pospolite ruszenie zwołane było trochę jakoby głęboki oddech od męskiego towarzystwa, którym jestem zdominowana, w domu. To oczywiście z przymróżeniem oka, bowiem damskie towarzystwo w górach cenię sobie nad wyraz, o czym przeczytać można w artykule dla 8a-Całą prawda o kobiecej działalności w górach.

Tak więc ruszyły... z Velkej Belkiej, której żadna mapa tego świata nie pokazuje! A mimo to udało im się spotkać. Ach cóż to było za spotkanie! Decybele porównywalne z koncertem Rolling Stonesów, uśmiechy od ucha do ucha i każda mówi, żadna nie słucha a i tak się dogadują. W nastrojach godnych podbiciu świata ruszyłyśmy - najpierw mechanicznie zdobywając wysokości, no bo co tutaj się męczyć, a następnie już turując do ostatniego wyciągu składający się na kompleks trzech dolin - Velka Raca Snowparadise! Jakie góry takie trzy doliny! Na postoju serca i podniebienia podbija Amarula, a bardziej historie Oli, jakie błogie spustoszenie w Afryce czynią owoce maruli :)

I tak z krótkiego zimowego dnia, niezbyt pięknego bo pogoda nie zachwycała nagle robi się wieczór! W schronisku na Wielkiej Raczy można skorzystać z sauenki co szczególnie polecam zimą - po wędrówce czy skiturach to jest zdecydowanie to! Szkoda, bo daleko tylko do wyjścia i schłodzenia się w śniegu, co na przykład często robi się na Rysiance. Wieczorem po wygranej w zawodach skiturowych (no to takie oczywiste było) na świeżo i lekko przybiega do nas Natalka. Już jesteśmy w komplecie!

W niedzielę pogoda niestety nie zachęcała do niczego prócz leżenia w łóżku! My jednak przełamałyśmy marazm i ruszyłyśmy ochoczo na zjazdy "na polance". Wspaniały freeride z widokiem na Tatry w puchu po pas wyglądał tak, że dojechałyśmy do skraja polanki, gdzie widoczność kończyła się po 10 metrach, a cały widok można było porównać do zamknięcia się w piłeczce ping-pongowej. YYYY...biało. Śnieg w z góry zmarznięty, wręcz zlodowaciały niósł jak szalony, a przy wejściu w zakręt  załamywał się. Fatalnie! Mimo to Danusia pomknęła przed siebie. Na szczęście niezbyt daleko, jeszcze w zasięgu głosu. Padający marznący deszcz tylko utwierdził nas w przekonaniu, że nic tu po nas i czas najwyższy zjeżdżać na dół.

No cóż... widoków nie było. Warunków narciarskich też - była za to wspaniała zabawa, mnóstwo śmiechu, pysznego jedzenia i dobrego wina. Ba! Było nawet Prosecco z liofilizowanymi truskawkami! Cóż tu więcej mówić - byle więcej takich wyjazdów.


W kobiecych wyjazdach najlepsze jest to, że można bezkarnie robić nieskończoną ilość zdjęć!

Velka Raca Snowparadise 
Podejście na Wielką Raczę zajmuje około 2 godzin


Po drodze mija się Skalne Diery - jaskinie, które wchodzą w skład rezerwatu.

Na szczycie Wielkiej Raczy, widoki zerowe. Jak się okazało nazajutrz miało być jeszcze gorzej


Kolorowo
Brakuje tylko Natalki, która dotarła do nas już o zmroku.

Rzuciły wszystko i poszły się fotografować


Schronisko na Wielkiej Raczy

Yyyy biało.

Narty wpięte! To zjeżdżamy!



2 października 2016

Lanckorona - małopolski Kazimierz Dolny

Lanckorona od dłuższego czasu była na "liście" miejsc do zobaczenia. Oczywiście z różnych przyczyn, zazwyczaj spiesznych wyjazdów w góry i powrotów, kiedy byliśmy totalnie sponiewierani zwiedzania miasteczka nigdy nie uskuteczniliśmy. Trzeba było dopiero zmęczenia miesięcznymi wojażami, przesytu górami po Kirgistanie, złotej polskiej jesieni i słońca, by spontanicznie spakować rower do bagażnika i udać się do Małopolski.

To zaskakujące, bowiem dziś Lanckorona jest małym miasteczkiem na Pogórzu Wielickim, przedgórzu Beskidu Makowskiego, lecz korzenie jej sięgają średniowiecza, kiedy to uzyskała prawa miejskie! (By w 1934 r. je utracić). Przechadzając się kilkoma uliczkami na krzyż można poczuć wyjątkowy klimat. Nic dziwnego, że na  Lanckoronę najeżdżały kolejne watahy artystów szukających tu inspiracji. Część z nich została i dziś pełno tu klimatycznych galerii czy sklepików z rękodzielnictwem. Klimat przypomina mi trochę Kazimierz nad Wisłą, z tym że Lanckorona jest zdecydowanie bardziej kameralna.

Największą chlubą i wizytówką Lanckorony jest drewniana zabudowa na rynku - dachy kryte gontem, głębokie podcienia, a wszystko zachowane w spójnej wizji i choć odbudowane po pożarze w XIX wieku nawiązujące do pierwotnego układu urbanistycznego i zabudowy pochodzącej z czasów lokacji.

Na miejscu warto poszwędać się niespiesznie po uliczkach, najlepiej z aparatem fotograficznym w ręku. Wypić kawę w jednej w wielu klimatycznych kafejek, czy w końcu udać się na spacer jedną z przewrotnie nazwanych alejek prowadzących na górujące nad miastem wzniesienie, z którego roztaczają się obłędne widoki. Aleja Zakochanych, czy Cichych Szeptów same mówią za siebie - nie trzeba ich reklamować :)

Ja docieram tu z Kalwarii Zebrzydowskiej na rowerze, ale po drodze mijam mnóstwo osób, które podążają piechotą łącząc te dwa punkty w jedną, około 6 km wycieczkę.