Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chill. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2020

Kaplica pw. Nawiedzenia NMP na Prędówce – panorama Tatr

Z polecenia naszej Zośki trafiliśmy w absolutnie przepiękne miejsce znajdujące się przy zielonym szlaku Kiry–Gubałówka. Na zboczach Palenicy Kościeliskiej, na polanie Prędówka znajduje się maluteńka Kaplica pw. Nawiedzenia NMP. Zwrócona jest ona w stronę spektakularnego widoku na Tatry. Rozległa panorama obejmuje Tatry Wysokie i Zachodnie i można uczyć się tu spokojnie topografii, szczyt po szczycie.

Kaplica została ufundowana w 1909 roku przez Jana i Agnieszkę Prędowskich i była to pierwsza kaplica mszalna na terenie Kościeliska. W środku kaplicy znajduje się stylowy drewniany ołtarz z płaskorzeźbą „Nawiedzenie Najświętszej Marii Panny”. W uroczystość Bożego Ciała z placu przed kaplicą wyrusza procesja do kościoła parafialnego w Kościelisku.


Kaplica pw. Nawiedzenia NMP na Prędówce 

Jak na dłoni malują się całe Tatry. Na wyciągnięcie ręki masyw Giewontu.

Tatry Zachodnie

Panorama Tatr z placyku przed kapliczką

12 listopada 2018

Góry Świętokrzyskie - Łysica 612 m n.p.m. - Korona Gór Polski

Tegoroczna jesień rozpieszcza maksymalnie! Temperatury dochodzące do 20 stopni to niebywałe zjawisko jak na listopad. Czas ten decydujemy się wykorzystać na łapanie ostatnich promieni słońca przed nadchodzącą zimą, a za cel obieramy Góry Świętokrzyskie. To tu znajduje się najniższy szczyt z całej Korony Gór Polski i to właśnie na niego postanawiamy wdrapać się z naszymi Commandogroszkami. Z planowanego wyjazdu na trzy dni robi nam się prawie tydzień, a to za sprawą cudownego miejsca, w którym - chciałoby się powiedzieć nocujemy - ale tak na prawdę spędzamy aktywnie całe dnie - Hotel Europa. Ale po kolei...

Łysica

Klimat Gór Świętokrzyskich nieodłącznie kojarzy mi się z książką "Szeptucha" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jesteśmy tu drugi raz i drugi raz las jodłowo-bukowy pogrążony jest we mgle. Wygląda nieprzystępnie, tajemniczo - tak jak w powieści. Ba! Miejscami nawet złowrogo. Startujemy z miejscowości - Święta Katarzyna, gdzie auto parkujemy przed klasztorem sióstr bernardynek. Opłatę co łaska wrzuca się jako ofiarę w pobliskim klasztorze. Tam też znajduje się pieczątka ze szczytu, której nie udało nam się jednak odnaleźć ze względu na prowadzone nabożeństwo.

Na górę prowadzi czerwony szlak - który w skrócie można określić: prosto w górę, w lewo i dalej prosto i po godzinie jesteś na szczycie. Wysokość do pokonania to 273 metry na przestrzeni 2,5 kilometra, także można śmiało polecić tą trasę nawet najmłodszym amatorom górskich przechadzek.
Mimo, iż jest 8 listopad słońce grzeje tak przyjemnie, że na podejściu mamy krótkie rękawki! Nie wiadomo, czy to za sprawą temperatury, czy pory dnia na szczycie da się słyszeć niepowtarzalny odgłos. Tokowanio-gulganio-kwakanie roznosi się po całej Łysicy. W dali na gałęzi siedzi wielki ptak, ale jako że ornitologami nie jesteśmy możemy się tylko wsłuchiwać w jego śpiewy i zgooglować co na Łysicy "piszczy w trawie". Internet podpowiada: orlik krzykliwy, krogulec, kobuz. To musiał być jeden z nich!

Żałujemy, że nie możemy przejść dalej czerwonym szlakiem.  Główny Szlak Świętokrzyski im. Edmunda Massalskiego ma 105 kilometrów i łączy Gołoszyce i Kuźniaki łącząc po drodze parki krajobrazowe i rezerwaty przyrody.

Relax, chill, wypoczynek - Hotel Europa

Jakby ktoś zapytał mnie o pierwsze wrażenie, z czym kojarzą mi się Starachowice na pewno odpowiedziałabym fabryka Stara, przemysł... i jeszcze raz przemysł. Jakie jest jednak nasze zaskoczenie, gdy przyjeżdżając tu już któryś raz z rzędu odkrywamy kolejne piękne miejsca, mnóstwo leśnych ścieżek na spacery z chłopakami a przede wszystkim odpoczywamy! Tak! Można! Z dwójką rocznych bliźniaków. Po wielu miejscach, które odwiedziliśmy i w których spaliśmy nigdzie jeszcze nie czuliśmy się tak wyluzowani jak w Hotelu Europa.

Młodzi rodzice wiedzą co to znaczy - froterowanie podłóg przez dzieci, wkładanie do buzi wszystkiego co się znajdzie na drodze. Tutaj śmiało puszczamy chłopców nawet po długich hotelowych korytarzach. Ci mają frajdę z przemierzania kilometrów, a my w końcu możemy odetchnąć. Jest czysto! Hitem jednak okazują się dwie bawialnie dla maluchów, z czego jedna przystosowana dla najmłodszych urlopowiczów: wielkie klocki, tablice manualne, basen z kuleczkami, łaziko-samochodziki - a dla strudzonych rodziców wielkie, wygodne pufy. Gwarancji umęczenia dzieciaków udziela basen - brodzik też jest świetnie rozwiązany pod kątem najmniejszych. Benuś chętnie pląsa w płytkiej wodzie, Henryczek natomiast łapie strumienie z mikro-fontann.

Chłopcy są tak wybiegani, że kiedy wchodzimy na śniadanie czy obiad ich porcja na dwóch jest porównywalna z jedną naszą! Po ostatnich wyprawach - kamperem po Stanach, schroniskach górskich czy hostelach tutaj w końcu odpoczywamy! Polecamy wszystkim, a zwłaszcza młodym rodzicom!
Na szczycie Łysicy - góry owianej wieloma legendami.
To nasz - jak się z trudem doliczyliśmy - 10 szczyt w Koronie Gór Polski.

Źródło Agaty przy wejściu do Świętokrzyskiego Parku Narodowego 
Kapliczka Świętego Franciszka.

Szlak miejscami prowadzony jest po drewnianych kładkach. 
Benuś poznaje drzewka.



Gołoborza i puszcza jodłowa to dwie najważniejsze walory objęte ochroną przez park narodowy.

Radość 
Jedno z większych podejść na trasie. Nie jest ich wiele.
Henryczek na szczycie.
Benuś i gołoborza.

Czerwony szlak im. Edmunda Massalskiego.

Bawialnia w Hotelu Europa
Relaksik musi być - zasłużyli!

Pierwsza wizyta Commandogroszków na basenie
Czysta euforia - Benuś w basenie kuleczkowym 

Kolory, zabawki, radość - dwie bawilandie w hotelu, basen - chłopcy są wymęczeni...

... ale szczęśliwi

A nas najbardziej cieszy to, że mnóstwo jest tu zabawek właśnie dla takich maluchów jak nasze!

Klocki robią robotę!

Szczęście na twarzy Henusia mówi wszystko!

Dino Club - wynosiliśmy ich stąd już prawie słaniających się na nogach.

2 października 2016

Lanckorona - małopolski Kazimierz Dolny

Lanckorona od dłuższego czasu była na "liście" miejsc do zobaczenia. Oczywiście z różnych przyczyn, zazwyczaj spiesznych wyjazdów w góry i powrotów, kiedy byliśmy totalnie sponiewierani zwiedzania miasteczka nigdy nie uskuteczniliśmy. Trzeba było dopiero zmęczenia miesięcznymi wojażami, przesytu górami po Kirgistanie, złotej polskiej jesieni i słońca, by spontanicznie spakować rower do bagażnika i udać się do Małopolski.

To zaskakujące, bowiem dziś Lanckorona jest małym miasteczkiem na Pogórzu Wielickim, przedgórzu Beskidu Makowskiego, lecz korzenie jej sięgają średniowiecza, kiedy to uzyskała prawa miejskie! (By w 1934 r. je utracić). Przechadzając się kilkoma uliczkami na krzyż można poczuć wyjątkowy klimat. Nic dziwnego, że na  Lanckoronę najeżdżały kolejne watahy artystów szukających tu inspiracji. Część z nich została i dziś pełno tu klimatycznych galerii czy sklepików z rękodzielnictwem. Klimat przypomina mi trochę Kazimierz nad Wisłą, z tym że Lanckorona jest zdecydowanie bardziej kameralna.

Największą chlubą i wizytówką Lanckorony jest drewniana zabudowa na rynku - dachy kryte gontem, głębokie podcienia, a wszystko zachowane w spójnej wizji i choć odbudowane po pożarze w XIX wieku nawiązujące do pierwotnego układu urbanistycznego i zabudowy pochodzącej z czasów lokacji.

Na miejscu warto poszwędać się niespiesznie po uliczkach, najlepiej z aparatem fotograficznym w ręku. Wypić kawę w jednej w wielu klimatycznych kafejek, czy w końcu udać się na spacer jedną z przewrotnie nazwanych alejek prowadzących na górujące nad miastem wzniesienie, z którego roztaczają się obłędne widoki. Aleja Zakochanych, czy Cichych Szeptów same mówią za siebie - nie trzeba ich reklamować :)

Ja docieram tu z Kalwarii Zebrzydowskiej na rowerze, ale po drodze mijam mnóstwo osób, które podążają piechotą łącząc te dwa punkty w jedną, około 6 km wycieczkę.




















29 września 2016

Osz - miasto starsze od Rzymu

Osz... kurcze. Gdzie ja jestem! I to jeszcze sama!

Ulice szerokie jak Wisła na wysokości Torunia, masa aut które nie zwracają raczej uwagi jakie światło aktualnie się świeci. Ludzie chodzący w te i we wte, małe kramiki uliczne oferujące usługi szewskie, zakłady totalizatora sportowego czy doładowanie konta w telefonie komórkowym. Na dodatek poukrywane bazary, w które wchodząc próżno szukać wyjścia, okazują się bowiem plątaniną wąskich rzędów, ścieżek i skrótów.

Przez dwa dni z przewodnikiem w ręku i aparatem na ramieniu zagłębiam się w zakamarki miasta. Jestem ostatnim niedobitkiem z naszej ekipy, który ostał się jeszcze w Osz - drugim co do wielkości mieście Kirgistanu.

Docieram do pięknego parku miejskiego z Diabelskim Kołem, licznych fontann, kościołów wszystkich chyba wyznań oraz kilkumetrowego pomniku Lenina. I choć samo miasto liczy ponad 3000 lat (!!!) na prawdę mało jest tu zabytków i nie ma co nastawiać się ściśle li tylko na zwiedzanie miasta.

Diabelski młyn

Kirgistan na jednym z domostw

wariacja na temat dzwonów

meczety, kościoły prawosławne i katolickie...

...stoją niemalże ścianą w ścianę

Zamiast pomnika w parku miejskim takie coś...




Popiersia zapewne osób ważnych, w parku miejskim

Pomnik Lenina na głównym placu miasta


Meczet u stóp góry Sulajmana



perełki motoryzacji


Widok na Osz z Sulajman Too, miejsca kultu, znajdującego się na światowej liście dziedzictwa UNESCO

Spacerując po świętej górze

można natknąć się na piękne miejsca

i panoramę miasta - szkoda, że dziś chmury wiszą nisko - w przeciwnym razie widać byłoby na horyzoncie przedgórze Pamiru

Strojne meczety


U stóp Sulajman Too


misternie zdobione drzwi meczetu


ot, taka architektura ogrodowa