Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogoria. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2018

Cudze chwalicie, ale swoje jeszcze bardziej

Po tej eskapadzie odkryliśmy, że Benek będzie endurowcem, a Henryczek szosowcem. Cała wycieczka rowerowa minęła nam właściwie na ucieczce przed burzą. Ostatecznie się udało, ale co przygrzaliśmy na rowerach to nasze!

Nawiązując do tematu postu - cudze wychwalamy, ale w naszym mieście też jest co robić! A najlepsze, że nawet po południu, po pracy można wsiąść na rower i zrobić niczego sobie pętlę czując się jak na Mazurach. My na nasz drugi wyjazd rowerowy z chłopakami wybraliśmy trasę przez nasze Pogorie (linki i opisy poszczególnych jezior oraz zdjęcia tu: Pogoria I, Pogoria II, Pogoria III, Pogoria IV). 

W większości trasa prowadzi asfaltem - tak ją planowaliśmy, bowiem ostatnio nasz bojaźliwy Henryczek nie przepada za wertepami. Zatem udało nam się blisko 30 kilometrową przejażdżkę zaplanować tak, by maksymalnie unikać jezdni a i tak asfaltem przejechać 90% dystansu. Udało się, choć krótki terenowy, leśny odcinek okupiliśmy grochami spływającymi z policzków. Zapewne gdyby nie goniła nas burza, której odgłosy złowrogo zbliżały się do nas przenieślibyśmy Panicza przez wertepy na rękach. Tak czy siak eskapada rowerowa zakończyła się sprintem rodziców oraz miłymi pochrapywaniami groszków.

Burza ostatecznie nie nadeszła. Ominęła Dąbrowę bokiem.

Pogoria IV

Pogoria IV


Dla przyjezdnych pozostawiamy track wycieczki, o tu. Nad Pogorię można przyjechać autem zostawiając go na parkingu przy ulicy Malinowe Górki lub jeszcze lepiej (jako, że miejsce to jest bardzo popularne, a auta niekiedy się wylewają z parkingu) podjechać pociągiem i wysiąść na jednej z dwóch stacji - Dąbrowa Górnicza Centrum lub Gołonóg.

24 sierpnia 2015

Żeglarstwo na Pogorii III

Cudownym jest uświadomić sobie, jaki szeroki wachlarz aktywności proponuje twoje miasto. Zapomnieć się po pracy i poczuć jak na wakacjach na odległych Mazurach, spojrzeć na doskonale znane zakamarki     z innej strony.

Wykorzystujemy wietrzne, letnie popołudnia i wypożyczamy z Jacht Klubu Pogoria regatową, balastową łódkę - zabawa jest przednia, emocji sporo - jak na szczura lądowego przystało, nawet gdy wiatr nieznacznie zadmie w żagle, a po wodzie pędzi szkwał pojawiają się ciarki na plecach :)



przechyły i przechyły

ekipa wypływa



pod pełnymi żaglami

balast!

gdzie te sznurki od tych szmat?

chwila ochłody
 
balast wersja hard

keja


kurs na Piekło


jest moc!

21 lipca 2015

Zbiór osobników alfa - ludzie, którzy inspirują

Zakończył się Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich, wróciliśmy do domu, okrutnie zmęczeni. Nie minęły jednak dwa dni a tu znów widzimy się z Macią i Hercim, organizatorami wyścigu, oraz ich baskijskimi przyjaciółmi.

Razem spotykamy się u Krzysia Wielickiego, po czym jedziemy nad jezioro, do jednej z uroczych restauracyjek, których tarasy zawieszone są niemalże nad taflą wody na obiad.

I jest tak luźno, wesoło, śmiesznie, że dopiero gdy patrzę w domu na zdjęcie, które tuż przed odjazdem robimy sobie przed domem Krzyśka zdaję sobie sprawę z kim my ten obiad jedliśmy?!
To niesamowite jak ludzie, którzy faktycznie osiągają coś w życiu potrafią być skromni, cisi, pełni empatii i dystansu do świata.



Wtorkowy wieczór w Dąbrowie Górniczej przed domem człowieka legendy – Krzysia Wielickiego – zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum, zdobywcy 3 ośmiotysięczników zimą jako pierwszy człowiek w historii. 

Na zdjęciu Alex Txikon – najlepszy himalaista baskijski, zdobywca 11 ośmiotysięczników, osoba niezwykle pogodna, pełna pozytywnej energii, dusza towarzystwa.

Maciej Sokołowski – organizator 365 festiwali w ciągu roku i landlord włości połowy Kotliny Kłodzkiej – dyrektor Przeglądu Filmów Górskich w Lądku Zdroju oraz organizator imprez biegowych: Supermaratonu Gór Stołowych, Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich, Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych oraz jego baskijski odpowiednik Gotzon Idirin - organizator m.in. biegu ultra: Gorbeia Suzien.

Piotr Hercog – top of the top polskich biegów górskich, startujący na ultra dystansach na całym świecie. A tam startujący – zajmujący czołowe lokaty w biegach takich jak: UTMB, Ultra Trail Majorka, Transvulcania, Gore-Tex Transalpine, TransGranCanaria, UTMF – oraz baskijski kolega po fachu - Jokin Lizeaga.

O Kanionie pisać nie będę, bo jego persona przyćmiła by dokonania wszystkich poprzednich ;) 

Wspomnienie Basków z naszego miasta : http://bit.ly/1gPTQiO

8 kwietnia 2015

Bieg Tomka

Jest taki bieg gdzie nie liczą się czasy, nie liczy się kto pierwszy wpadnie na metę, której teoretycznie nie ma, a kto doczłapie się do niej jako ostatni.To jest bieg, który ma na celu wspólne przebiegnięcie dystansu 6 km wokół jeziora Pogoria III w myśl idei...

7 kwietnia spotykamy się, podobnie jak rok temu nad brzegiem dąbrowskiego jeziora by upamiętnić naszego przyjaciela, znajomego a również dla wielu nas nieznajomego, acz inspirującego nadal człowieka - Tomka Kowalskiego. Nie ma pomiaru czasu, szału, fajerwerków - za to jest przyjacielska, wręcz rodzinna atmosfera, życzliwość, uśmiechy i jakaś magia unosząca się w powietrzu. Mnóstwo znajomych twarzy, niekiedy takich, których nie widziało się latami. Po przebiegnięciu czekające na wszystkich domowe babeczki i jabłka. A po wszystkim wspólne ognisko oraz pokaz filmu o Tomku.

Kim był Tomek? Przede wszystkim mega otwartą, zakręconą i inspirującą osobą. Dąbrowianinem i to zawsze podkreślał mieszkając w różnych częściach świata. Był osobą bez reszty oddającą się swoim pasjom Zginął przy zejściu z ośmiotysięcznika - Broad Peak w Karakorum wraz z Maciejem Berbeką w 2013 roku. Było to pierwsze zimowe wejście na ten szczyt. 

Wraz z przyjaciółmi oraz rodziną już rok temu stwierdziliśmy, że musimy zorganizować w Dąbrowie jakieś wydarzenie, które go upamiętni, a które będzie tak samo spontaniczne i pełne energii jak on. Był to drugi już bieg jemu dedykowany i z pewnością będą kolejne edycje, bo widać że wiele z nas nadal tego potrzebuje gdzieś w głębi serducha.

I cóż... po raz kolejny stwierdzam, że nie o miejsca, tylko o ludzi w tym wszystkim chodzi, bo to oni nakręcają atmosferę, klimat... Dzięki serdeczne wszystkim tym, którzy włączyli się w tegoroczną organizację biegu! Dzięki z całego serducha!

























11 lutego 2015

na biegówki do Dąbrowy

Wczorajszy materiał TV Zagłębie dotyczący tras biegowych w moim mieście skłonił mnie do napisania posta o... narciarstwie biegowym w moim mieście. Odkrywcze, co nie?

Od jakiegoś czasu jestem szczęśliwą posiadaczką nart Back Country, czyli troszkę szerszych niż zwykłe biegówki nartek, jednak nadal bardzo lekkich i uniwersalnych. Idealnie nadają się na wędrówki po terenach nizinnych jak i całkiem nieźle dają sobie radę np. na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. 

Nauka jazdy na nartach biegowych należy raczej do tych z serii łatwe, szybkie i przyjemne. Ruch jest naturalny, pracuje całe ciało - od obręczy barkowej po czubki palców u stóp. Jest to doskonała alternatywa do treningu biegowego. I wszystko byłoby idealnie, gdyby był jeszcze śnieg...

A z tym jak wiadomo jest u nas różnie :/ Nie mniej jednak jeśli spadnie w Centrum Sportów Letnich i Wodnych nad jeziorem Pogoria III rusza wypożyczalnia nart biegowych. Ci wszyscy którzy chcą spróbować sportu, a nie do końca są przekonani czy im "siądzie" - mogą na kilka godzin wypożyczyć sobie kompletny sprzęt od nart, butów po kijki.

W Dąbrowie położone są również ślady pod biegówki - zazwyczaj wokół jezior Pogoria, w okolicy Pustyni Błędowskiej. Jest frajda, choć nadal wiele osób nie za bardzo wie co oznaczają takie pręgi na ściegu więc chodzi po tym, depta, zasypuje. Nie mniej jednak biegóweczki polecam gorąco wszystkim amatorom sportów wszelakich. Coś innego - coś ciekawego :)



Pogoria II

Pogoria I

Pogoria I

Pogoria II



16 września 2014

Dębowy Maraton Rolkowo-Rowerowy

To już czwarta edycja tej rolkowo-rowerowej imprezy odbywającej się cyklicznie we wrześniu w moim mieście. W końcu udało mi się wziąć w niej udział - wcześniej zawsze było przysłowiowe "coś" co sprawiało, że byłam daleko stąd bądź ogarniałam temat od strony organizacyjnej. W tym roku brak jakichkolwiek zobowiązań pozwolił mi dołączyć do naszego Speleo Teamu, który reprezentowali: Iza, Nela, Szymek, Jamal, Bartek i Kajtek. 

Na mój start nie lada wpływ wywarł również Adaś, który ochoczo podczas jednego z rowerowań pt. noc spadających gwiazd - oznajmił - startujemy razem w maratonie rolkowo-rowerowym. I tak zawiązało się nazywane przeze mnie - porozumienie ponad podziałami - czyli team: Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Ghostbikers.

W szranki stanęło w sumie 84 rolkarzy i 178 rowerzystów. Na rowerach się nie znam, ale jeśli chodzi o rolki to co najmniej połowa ze startujących wyglądała jak charty wyścigowe na mega wypasionych rolkach z dużymi kołami. Na szczęście z Adasiem nastawiliśmy się na udział i dobrą zabawę :) Co nie zmienia faktu, że udało się zarówno nam i jak i klubowi wygryźć z lekka konkurencję :)

Do przejechania było zaledwie 5,5 km na rolkach oraz 30 km na rowerze. Mówię zaledwie bowiem nigdy nie byłam sprinterem a wytrzymałościowcem, który dopiero po 10 km czuje, że jedzie. Nie mniej jednak emocji nie brakowało, dobrych wrażeń, dopingujących i dodających otuchy osób i niepowtarzalnej atmosfery towarzyszącej imprezom sportowym.  Gdyby czas był z gumy rzekłabym, że przemyśleniem po tym maratonie jest zakup rolek z dużymi kółkami i opanowanie w końcu sztuki jeżdżenia na rolkach, a przede wszystkim hamowania :)


Pogaduchy przed startem.


Drużyna pierścienia :)


kiedy charty już pojechały...


rolkowa część ekipy SDG


oraz ta rowerowa w klubowych milo-wych koszulkach


tak wyglądali na starcie - jak na mecie nie wiem, bo już musiałam się zawijać :(


7 kwietnia 2014

Jest życiówka!

VII Półmaraton Dąbrowski, czwarty mój, trzeci raz startuje w Dąbrowie, pierwszy raz przekraczam magiczną cyfrę 2.

I znów jedziemy w autobusach wywożących nas do Ujejsca, znów dziwimy się jak to daleko, jak to długo się jedzie... ile to trzeba będzie biec! Znów stoimy na starcie, znów zastanawiamy się co tu robimy, znów śmiejemy się by zdążyć przed czerwonym autobusem, by nie było siary. I znów zdajemy sobie sprawę, że minął krągły rok... Że tyle się wydarzyło... że czas zatacza pętlę...

Muzyka na uszach, życzenie sobie wzajemnie powodzenia i go! Z klubu (jako, że w tym roku pierwszy raz jest klasyfikacja drużynowa) startuje 8 osób: Jamal, Falcon, Suszek, Krzysiek, Darek oraz przyjaciele klubu Christian, Adaś, Tomek - no i moja skromna, lecz jakże ważna w ogólnej klasyfikacji postać ;) Dogaduję się jednak z Beatką, że biegniemy razem jednakże gdy któraś z nas wyrwie swoim tempem niech nie zważa na drugą. W tym roku stawiamy na indywidualizm oraz główny cel-  meta za 21, 067 km! ;)

Na efekty nie trzeba było czekać długo - ja przerażona tempem po pierwszym kilometrze stwierdziłam, że odpuszczam bo jeśli nie zrobię tego teraz po 10 km spuchnę. Racjonalna była to decyzja bowiem udało mi się dobrze rozłożyć energię na cały dystans przez pierwsze 10 km idąc jak w zegarku 5,15 min na kilometr a na końcu ostro przyspieszając. 

Po drugim półmaratonie do serca wzięłam sobie taktykę:
- zwalniać na podbiegach
- za przekroczeniem linii startu nie gnać na hurra niesiona z tłumem w myśl zasady - niech Cię wyprzedzają, po nastym kilometrze Ty będziesz łykać wszystkich.

Zmieniona trasa, idealna pogoda, doborowe towarzystwo, dobra muza, nafaszerowanie się węglowodanami (kultowy koktail z bananami, truskawkami i makaronem), nawodnienie, ponad 100 km zrobionych podczas treningów i 1h 54 min na mecie. Życiówka, czas lepszy o 6 minut od dotychczasowego, nazwijmy to "rekordu" - choć wiem, że treningi, motywacja i psycha są w stanie zrobić jeszcze wiele!


Tylko część ekipy Speleoklubu
Ruszyli!

Radość na mecie nie ma granic!

no właśnie... radość dziecka utrzymuje się dopóki w krwi krążą jeszcze endorfiny.