Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sevilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sevilla. Pokaż wszystkie posty

5 lutego 2011

echando de menos Espana


Tęskniąc za moim domem w Hiszpanii dostaję od Siostry Weroniki maila:


"siostra!! jesteś obecna na Montoto cały czas:)
właśnie rozciągałam sie na twojej macie:)
skończyłam balsam do ciała dove:)
zamierzam ubrać sexy flexi koszulkę:)
i torbe kremową a la kleopatra:)
potem poucze sie hiszpana z twoich tablic:)

i zmienie pościel na czyściutką w paski:)
a jak wróce z pracy to posegreguje leki bo chyba bengaj pęknął:)
buźkaaaa:)" 




I w tym momencie zdaje sobię sprawę z tego ile jeszcze moich rzeczy jest porozrzucanych gdzieś między Sevillą a Tarifą :) ....i jak tu nie tęsknić jeszcze bardziej?


18 marca 2010

Adios Sevilla!

Guadalquivir de Triana              
I nadszedł czas, jak z bicza trzasł... nie wiedzieć kiedy upłynęło kilka miesiący od kiedy się wprowadziliśmy do Sevilli a tu juz proszę państwa czas pakować manatki. Oczywiście wszystko na ostatnią chwilę, łącznie z tym, że do godziny 16 miałam zaledwie 20 euro, po godzinie 16 odczułam nagły przypływ gotówki (wynajęcie pokoju i wypłata). Pakowanie się... do dwóch pleacaków i jednego pudła, do którego spokojnie zmieściłaby sie Wero. I powiem tak... nie wiem w jaki sposób ale rzeczy się rozmnażają! Przyleciałam tu zaledwie z 25 kilogramami (w tym prostownica i suszarka do wlosow, i shaker, mikser tudzien batidora z czego wszyscy nadal się śmieją) a teraz ledwo się mieszcze w rzeczonych dwóch plecakach i pudle wielkości Wero... Szybki sprint to pare upominkow, kilka opakowan roqueforda (uzaleznilam sie od niego a w PL jest strasznie drogi), queso de cabra (nasz nowy wynalazek, ser z mleka koziego, palce lizac) i na lotnisko!
I coz... jak to Wero napisała tak ładnie...nie bedzie już "chupito na barze (będzie coś jeszcze gorszego Wero!!!), batido ze wszystkiego (teraz ja mam batidore, hehe), serów w lodówce (no fakt nie bedzie), tuńczyka pod kołdrą (znalazlas go w koncu? To ten ostatni?), porozrzucanych fatałaszków (z tego, że bedzie czysto myśle ze sie najbardziej ucieszy Vale), wypadów na tapasy (tez mi tego bedzie  brakowało) i do banku (taaaa pozdrowienia dla Pana z banku), gubienia się na mieście (od tego tośmy są specjalistki), niusy o Marcach - dalej się gubię, który jest kim i gdzie ( no przeciez jest tylko trzech! I kazdy ma swoja ksywe zebys ich rozrozniala), stale obecną głuchotę (co?! Yyyyyy?)".
No cóż... jednym słowem było cudnie, pięknie... ale nie zamykam żadnego rozdziału w moim życiu, po prostu robie sobie małą przerwę :) Ot taką do 9 maja :)

La esencial del post - os quiero mi familia!!!! :*
Y toda la gente que han pasado por mi ultimo ano!!!
Muak, muak! :*

paseo por Sevilla con bici

 Puente Alamillo

 Parque Maria Luisa wieczorowa pora z Nico na drzewie

Na dobre zaczyna się wiosna. Słońce świeci jak oszalałe, pachnie kwitnącymi drzewkami pomarańczowymi a na ulicach jest tyle ludzi, że miejscami trzeba się przepychać łokciami. Na skwerkach gwar i huk, wszyscy wykorzystują siestę na zjedzenie czegoś ze znajomymi, na rozmowy, na wystawianie twarzy ku słońcu. Radośnie i sielankowo bo tak to można tylko określić. Wykorzystaliśmy zatem ten czas z Nicolem (?! jak to sie odmienia u licha?!) na honorowa runde na rowerach wokół Sevilli. Zainicjowana jak i zakończoną wielkim jedzeniem. Jako że była to niedziela miasto zdawało się jeszcze bardziej tętnić życiem. Park Alamillo, weekendowe miejsce wypadu Sevillijczyków było zapełnione przez biesiadujące rodziny, rozpalone grille, porozkładane kocyki, każdy jedzący, leżący, piknikujący. Chętnie pobawiłabym się w misia Yogi i jeden taki koszyczek zachachmęciła dla siebie:) Natępnie zachód słońca nad Guadalquivirem, obczajenie kilku dobrych miejsc na botellon... Botellon to rodzaj imprezy, w pewnych miejscach o okreslonym czasie zbiera sie baaaardzo duza grupa ludzi i wszyscy piją... i piją.... i jeszcze raz piją. Do tego jest muza, świetny klimat i zabawa. No więc miejsca na botellon juz sa i tylko czekam na 9 maja jak moja stopa postanie znow w ES :) Na koniec parque Maria Luisa nocna pora przedstawiajaca sie conajmniej jak sceneria do jakiegos conajmniej romantyczno-dramatycznego filmu :)

Tydzień pożegnań

Wero, linda Linda, Nicola, Felix, yo, Luis... donde? No recuerdo :)

Cóż można w tym miejscu napisać... Od czego zacząć...
Może od tego, że kilkanaście tygodni temu w mojej głowie zakiełkowała pewna idea, dość przewrotna. Wystarczyła tylko jedna rozmowa telefoniczna i nieśmiała sugestia... nie masz ochoty jechać w góry pojeździć na deskach jeszcze w tym sezonie? Szybka obczajka biletów, kalendarz, telefon do przyjaciela... :) I jedziemy! Idea przewrotna bowiem dla moich rodziców była to niespodzianka, wstępnie planowałam powrot w połowie maja. Przewrotna bo wylot miałam mieć w ostatnim dniu mojej pracy... no i trzeba było wszystko przeorganizować. No ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Ostatnie dni mijały mi jak z bicza trzasł, chodziliśmy to tu, to tam, jeździliśmy to tu to tam. Stałam się stałą bywalczynią hostalu Wero, w tym miejscu pozdrowienia dla ekipy! No ale nie dziw, bo ludzie tam przebywający i pracujący to wybitne elementy! Francuzo-niemco-wlocho-hiszpanie mieszkajacy polowe zycia w Kolumbii, Niemczech, Anglii, Stanach i nie wiem gdzie jeszcze a na dokładke uczące sie ot choćby koreańskiego. Niesamowite klimaty, niesamowicie pozytywne postacie. Także ostatni tydzien obfitował w wydarzenia, które rozpoczął chyba wieczór z  trunkiem zwanym limoncello... Pozniej juz dzialo sie tyle, ze celem spedzania czasu wszedzie gdzie tylko można i wykorzystania ostatnich dni w Sevilli na ile się da, odjęłam sobie kilka godzin ze snu... i tak jakoś wyszło, że kilka nocy było bardzo, bardzo krótkich.
Ostatni tydzień to też wydarzenie p.t. powiedzieć szefowi przed najwyższym sezonem (Semana Santa) że tak po prostu sobie jade. Na szczęście ku mojemu zdumieniu przyjeli to na spokojnie nawet z nutką smutku. Więc wszystko ładnie pięknie.

La ultima semana en Sevilla fue una locura. De repente uno se da cuenta que hay que disfrutar cada dia, cada hora y cada minuto de su estancia. Por eso a lo mejor quitar un par de horas de la noche y hacerlo dia, encontrarse con amigos, dar ultimos paseos, hacer ultimos fotos. Ultimamente tambien pasamos mucho tiempo con la gente de hostal de Wero, el sabado hacemos gran fiesta, ultima vez con la familia columbiano-italiano-polaca y con la gente de trabajo de Wero. Fue una pasada!

7 marca 2010

Na rowerze przez Sevillę - Sevillaeando en bici

W sumie po skliceniu juz w moich dziejach kilku filmikow, prostym windowsowskim programem - movie maker, doszlam do takiej juz wprawy, ze ponizszy filmik zrobilam w sumie przygotowujac sie na impreze oraz nastepnego dnia rano (stan na dzien po sprzyja tworczosci) co moze dalo w sumie jakas godzine pracy:)
Zatem zapraszam do obejrzenia krotkiego filmiku przedstawiajacego przejazdzke rowerowa w celu odnalezienia hostelu Wero, lekko zbunkrowanego :)



Este peli corta presenta las calles chiquititos en Casco Antiguo y mas o menos nuestra manera de perderse y encontrarse aqui. Y aunque ya me parece que conozco la ciudad, que hace falta llevar mapa conmigo siempre, pero siempre meto en alguna calle y despues cinco minutos estoy totalmente perdid. Este peli corta, que he hecho en el programma basico de Windows (Movie Maker), presenta la prueba de encontrar el hostal de Wero.

2 marca 2010

yoga de cuerpo y mente

W sumie jakby nie patrzac bedzie juz prawie rok od kiedy zaczelam uprawiac yoge.
Zeby bylo ciekawiej, bylo to na portugalskiej wyspie Tavirze, zajecia prowadzone nie inaczej jak po portugalsku (dla mnie wymieszany hiszpanski z francuskim z wegierskim) i ja zielona jak trawa na wiosne. Instruktorka byla pamietam mega pojechana, w jakichs dziwnych szatach, a z tylu na glowie miala wygolony symbol om. Gdyby nie fakt, ze wszystko bylo organiowane legalnie i powiedzmy pod patrnatem duzej imprezy pomyslalabym, ze jestem na spotkaniu jakiejs sekty. Przez polowe zajec chcialo mi sie smiac, nie moglam sie skupic, zapach kadzidelek mnie dusil, 30 stopni na zewnatrz dobijalo az po poltorej godzinie mordegi zrobilismy sesje relaksacyjna... Mnie wiele nie trzeba, wiec usnelam snem bardzo glebokim i kiedy zaledwie po 10 minutach sie obudzilam, czulam sie jak narodzona na nowo. Wtedy pomyslalam - hej to dziala! :)
Pozniej bylo kilka zajec w Poznaniu, w Tarifie az w koncu jestem tutaj w Sevilli, gdzie od jakiegos juz czasu uczeszczam do szkoly przedstawionej powyzej. Bardzo fajne i klimatyczne miejsce. Super instruktor. Zajecia prowadzone na wysokim i wykwalifikowanym poziomie. Nic dodac, nic ujac - fiesta dla ciala i ducha! :) I choc po slynnych zajeciach z gimnstyki i akrobatyki na pierwszym roku u niemniej slynnej Pani Garstki myslalam ze juz nigdy nie zrobie mostka, hop siup i stoje teraz na glowie, na rekach, robie mostki i inne cuda niewidy. Do szpagatu niestety brakuje mi wciaz tyle samo centymetrow...

23 lutego 2010

hostal Oasis

Wero... nasza Weronka (hehehe) znalazła prace w hostelu. Ale jakim! Sto procent backpackerski, sto procent odjechani, młodzi ludzie z całego świata, sto procent klimatu i atmosfery. Hostel nazywa się Oasis i trafić do niego to nielada wyczyn! Zbunkrowany za dziesiątym kościołem po lewej jest miejscem melanżu kulturowego i narodowościowego. Hostel poza noclegiem proponuje szereg wycieczek, imprez, jest bar, jest basen na tarasie na ostatnim (3) piętrze. Pokoje sa mieszane, z łóżkami dwupiętrowymi, na dzień dobry miła atmosfera, ludzie się poznają, spędzają wspólnie czas - mega, mega. Fajny klimat, kolorowo, dobra muzyka - świetna atmosfera dla przyjezdnych ale też i świetny klimat do pracy. I jeszcze coś... ta pełna lodówka na 3 piętrze... :)


Wero esta trabajando en hostal! Yupiiii je! Parece que ahora somos chicas de recepcion, casi todas! :) Wero esta trabajando en un hostal super chulo, con super rollo, gente joven de todo el mundo. El hostal es de tipo backpackers pues atrae toda la gente joven que viajan por el mundo con poco dinero. Hay una piscina pequenita, hay un bar, la musica guapa, la buena gente trabajando... y la nevera llena en la 3 planta! Ya se donde vamos a pasar el lunch :)  

wiosna w Hiszpanii

Nie chcę zapeszać, ale chyba nadeszła. Mimo wszystko wyczekiwana, choć różnice temperatur pomiędzy PL a Sevilla tej zimy dochodziły nawet do 40 stopni, więc nie mam co marudzić...ale jest! Wiosna! :) Temperatura dziś to rekordowe 24 stopnie, wszystko budzi się do życia, choć i tak jakoś zielono było tej zimy. Powoli bo powoli miasto zaczyna nam rozkwitać, mienić się różnymi kolorami. Jeszcze z dwa tygodnie a wszystko ruszy z taką parą, zaczną kwitnąć pomarańcze i całe miasto wypełni cudne, świeże, wonne zapachy.

Parece, que ya estamos en primavera. Poco a poco suben las temperaturas, se nota la gente dando paseos por parques y al lado del rio. Poco a poco tambien el mundo se cambia en mas colorado y vivo. Falta ya dos semanas y Sevilla se rellena entera con olor del naranjos, se ilumina con colores de todas sus plantas.

21 lutego 2010

okna w Sevilli




Niedziela, wolny dzień w pracy. Zatem wzięłam mój rower i odbyłam chilloutową przejażdżkę fotograficzną po mieście. Tutaj zaledwie kilka tylko zdjęć, ot tematycznie - okna. Kilka razy się zagubiłam, kilka razy zmoczył mnie deszcz, kilka razy wysuszyło słońce. Achhh czuć w powietrzu wiosnę! 23 stopnie... :)

Sevillańskie... chodniki

Żeby nie być gołosłowną, dziś zrobiłam zdjęcie chodnika w mieście...

Las aceras en Barrio Antiguo :)

20 lutego 2010

cafe con leche

O kawie, cafeterach i cafeteteriach można by pisać i pisać. Hiszpanie miłują się w spędzaniu wspólnie godzin sjesty w małych barach, kafejkach gdzie dyskutują, jedzą i piją. Gwarno, szumnie, dzieciaki biegają, bawią się, hałasują, natomiast starszyzna siedzi bądź stoi popijając kawkę albo piwo i zajadając ciasteczka i inne smakołyki. Takie właśnie miejsca, cafeterie otwarte w ciągu dnia, gdzie można zjeść śniadanie, wyskoczyć na lunch a wieczorem wyjść ze znajomymi na piwo i tapas (małą przekąskę) to coś, czego zdecydowanie brakuje nam w Polsce. Takie miejsca żyją własnym życiem, codziennie o tych samych godzinach wysiadują te same twarze, można przeczytać poranną gazetę, porozmawiać z codziennie tak samo zabieganym kelnerem, można wdać się też w rozmowe z podwórkowymi filozofami, obejrzeć mecz wśród rozentuzjazmowanego tłumu a po jedzeniu jak to wszyscy maja tu w zwyczaju zużyte serwetki rzucić na ziemię. To co ja uwielbiam, to wyłożyć kości w słońcu na jakims małym skwerku i popijając czy to pyszną kawę z mlekiem (latem dochodzi jeszcze opcja lodu) czy zieloną herbatę obserwować ten barwny, krzykliwy tłum. Chillout gwarantowany. Uwielbiam te chwile.

Poco a poco tenemos aqui nuestro costumbre de celebrar el ritual de beber cafe. Desde hace cuando me acuerdo siempre bebemos cafe con leche (en verano la opcion con hielo) tomando tambien algo dulcito :) Pretendemos siempre a elegir lugares typicos de espanoles, donde pasan su tiempo las familias enteras, donde se puede ver el partido de futbol, leer un periodico, charlar con camerero que ya te reconoce, los lugares donde en la misma hora se puede ver las mismas caras. Asi nuestro costumbre pequeno, nuestros lugares que nos falta tanto en Polonia.

conduciendo en Santa Cruz

Santa Cruz to zabytkowa, piękna dzielnica Sevilli. Usytuowana na północ od katedry, pełna romantycznych zakamarków, małych klimatycznych knajpek i drogich restauracji, zbunkrowanych hosteli i luksusowych hoteli, w gąszczu uliczek można by urządać rajdy na orientacje a i tak zapewniam, że nie jedna osoba by się zagubiła. Uliczki bardziej przypominają labirynty a w niektórych miejscach są tak wąskie, że minięcie się z kimś jest jedyne tylko po uprzednim wymienieniu grzeczności pierwszeństwa przejścia. Zapewnie jest to jedno z najciekawszych zakamarków Sevilli, zapewne dzieje się to też za sprawą prawie zupełnego wyłączenia dzielnicy spoza ruchu drogowego. Ale... nieraz az dziw bierze z jaka premedytacja a zarazem brawura jezdza tutaj kierowcy, niekiedy doslownie na centymetry wpychajac sie w szczeliny między budynkami hucznie nazwane drogami. Dzis podczas popoludniowej kawy udało mi się zaobserwować akcję pod tytulem parkowanie. Pierwsze zdjęcie - na horyzoncie pojawia się auto. Cudem przeciska się przez wąskie ulice, ludzie schodzą z drogi wchodząć w bramy, na stopnie, przyklejając sie do ścian by nie zostać rozjechanym.

Numer dwa, zamieszanie - bo otóż będziemy parkować w garażu, który jest zastawiony przez kawiarniany taras, zatem trzeba poskladac krzesla i stoliki, poprosić klientów, by się przesiedli...


Numer trzy - wilk syty i owca cała, popołudniowe rozważania przy kawie pewnych turystów i mistrzowski finał parkowania.


Ja... ja bym się chyba nie nadawała do takiej jazdy... samochód po kilku manewrach roztrzaskalabym w drobny pył, potrąciła kilka stojaków z kartkami bądź co gorsza poturbowała jakichś pieszych. No ale z dwojga złego - wszystkiego człowiek jest się w stanie wyuczyć, a mieszkanie w takim miejscu na pewno wszystko zrekompensuje. Swoją drogą zastanawiam sie też, ile razy dziennie taki kelner jest zmuszony do składania i rozkładania całego interesu blokującego wjazd do bramy głównej garażu?!
Asi se conduce en barrio Santa Cruz. Es el barrio mas antiguo de Sevilla. De vez en cuando es dificil para dos personas a pasar porque lac calles son tan chiquititas. De vez en cuando pasan por aqui tambien coches. Y tienes que tener cuidado, a lo mejor huir porque de vez en cuando pasa, que por el hueco entre edificios mete solamente coche! Tambien ocurre que hay las aceras en el casco antiguo que tienen solamente 10 cm! Pues olvidate a cruzar con persona que va del otro lado. Asi es en barrio Santa Cruz. Por eso admiro la gente que conduzcan aqui y ademas que puedan manejar su coche bastante bien para aparcarla sin victimas mortales o sufriendo ningunas perdidas gravas! :)

16 lutego 2010

donde frutas crecen por las calles


Tak, to zapewne coś najbardzej szokującego dla kogoś, kto przyjeżdża tu pierwszy raz. Na ulicach, na małych zgrabnych drzewkach rosną owoce. Wonne pomarańcza, żółciutkie cytryny. Pierwsza myśl, zerwać zjeść... jednak są one bardzo kwaśne, właściwie niezjadliwe. Owszem, można je przetworzyć na soki, konfitury, co praktykowaliśmy. Ale żeby jeść trzeba być desperatem lub przyszpilonym przez jakiś zakład ze znajomymi. Jeść nie można ale wrażenia estetyczne gwarantowane! Pomarańcze w środku zimy! A tak a propos jakiś pomysł co jest na pierwszym zdjęciu?!

Andalucia - donde frutas crecen por las calles en arboles chquititos. Donde se puede sentir el increible olor de naranjas o limones. Es algo increible venir aqui del frio norte y lo primero que puedes ver son las naranjas. Por supuesto mejor no comerlas porque estan muy amargas pero el otro es hacer zumo de ellos! :) Que rico es!

8 lutego 2010

Guadalquivir graffiti



Wzdłuz rzeki Guadalquivir na przestrzeni okolo dwoch kilometrow pomiedzy mostem Alamillo a Barqueta ciagna sie dlugie mury, wymalowane niesamowitymi graffitti. Niektore z nich to istne dziela sztuki! Szkoda ze tak kolorowych miejsc w miastach nie jest wiecej.

A lo largo del rio Guadalquivir hay dos kilometros de muralla llena de graffittis muy chulos. Algunos son las verdaderas obras del arte! Que pena solamente que no hay mas lugares tan de colores en otros ciudades!

31 stycznia 2010

run Polly, ruuun! media maraton




Dawno nic nie pisałam, co było spowodowane zaangazowaniem w prace (przeczytanie w ciagu miesiaca 5 ksiazek, regularne odpisywanie na maile i inne takie) i w trening. Jako, ze na poczatku roku za punkt honoru postawilam sobie start w polmaratonie, celu swego musialam dopiac... Treningi kilka razy tygodniowo, w sumie od 30 do 50 wybieganych kilosow kazdego tygodnia, odpowiednia dieta, mocny stretching na jodze i udało sie!!!
W półmaratonie (21km, 97,5m) startowało równo 1500 osób (taki był limit) z czego zaledwie 70 kobiet :/ Zatem wrazenia estetyczne gwarantowane :)) Srednia wieku mocno, mocno zawyzona, no ale taki to sport. Jak wiadomo wytrzymalosc przychodzi z wiekiem (i treningiem) wiec na porzadku dziennym bylo, ze lekkim klusem wyprzedzali mnie podstarzali, siwi panowie :) Wrazenie - coz niesamowite! Znalesc sie w tej barwnej masie ludzi, wszyscy biegna, wszyscy maja ten sam cel - przekroczyc linie mety! Sam maraton byl rewelacyjnie zorganizowany, co 5 kilometrow "wodopoje", jasno oznaczona trasa, pomoc, pełno policji i karetek, zablokowanych kilka ulic i jeden most. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu nie zawahalam sie ani razu któredy biec. Trasa nawet nie dluzyla sie, staralam trzymac sie tempo ludzi z ktorymi wystartowalam, raz za nimi, raz przed nimi, mniej wiecej w tym samym skladzie dotarlismy na mete po drodze rozprawiajac o Mahatmie Ghandi, globalizacji, mijajacych nas ludziach i czempionach zawodow :) Finish na stadionie olimpijskim na przedmiesciach Sevilli. Gdybym byla starym wyga zapewne nie zrobiloby to na mnie takiego wrazenia, ale wbiegajac na tak ogromny stadion i przemierzajac ostatnie 300 metrow po biezni czulam jakby urosly mi skrzydla, jakby jakas niewidzialna sila pchala mnie do przodu! Oklaski i krzyki z widowni, znajomi machajacy do mnie z publiki - czułam sie conajmniej jakbym konczyla maraton na skale olimpijska. A malo brakowalo a pewnie i jakas lezka by sie uronila! :) Koniec koncow po 2h 7 minutach bezustannego biegu zladowalam na mecie jako 1176 osoba w tym 34 kobieta (nigdy nie mialam tak kiepskiej pozycji w klasyfikacji ;)
Coz tu duzo mowic... poza samym biegiem dodalam do tego polmaratonu duza "wlasna" filozofie. Jezeli bylam w stanie w miesiac praktycznie, przygotowac sie do niego, jestem w stanie i zrealizowac inne moje marzenia. Potrzeba tylko wiary w to czego sie na prawde pragnie i ciezkiej pracy. Rezultaty sa zaskakujace!
Hoy he acabado mi primera media maraton en mi vida. Algo increible y inolvidable! La distancia de 21km 97,5 metros he hecho en 2 horas y 7 minutos. El tiempo no es nada para estar orgulloso de, pero para mi lo mas importante era lograr a venir a la meta y seguir todo el tiempo corriendo. De verdad he empezado el entrenamiento justo para este maraton hace un mes! Solo en el mes, cada semana he hecho de 30 a 50 km corrienfo, nunca en mi vida he corrido tanto! Por eso la carrera me solo aseguro, que todos los suenos esten para realizar! Hay que solamente querer hacerlo mucho y poner un poquito de esfuerzo! Y ya esta!

8 stycznia 2010

andalucía docu


Przez ostatnie dni na tapecie u mnie jest Wojciech Cejrowski. Najpierw wpadła mi w ręce ksiązka "Rio Anaconda" ktora pochłonęłam na dwa razy. Mój obraz Kolumbii (do której wybieram się w maju) w starciu z opowieściami naszego współlokatora Kolumbiczyka Juana jest juz mocno przekreowany. Ale o tym innym razem. Dziś natomiast po rozmowie z Benem, moim dobrym znajomym, w ręce wpadł mi filmik Cejrowskiego "Boso przez świat - W krainie flamenco".
Zobaczcie :) Linki ponizej.

Ultimamente he pasado algunos días por coincidencia leyendo libros i mirando el docu del Polaco, el viajero, Wojciech Cejrowski. El Libro está increíble y cuenta de Columbia y sus tribus indigenos que viven en la selva. El docu es de Flamenco y Sevilla. Bueno, lo siento... pero es en Polaco... :)

odc. 1


odc. 2



odc. 3
...I jeszcze dla fanów piłki noznej hymn drużyny - Sevilla FC - stadion i mecze obserwujemy z okien naszego mieszkania :) Plus rewelacyjne ujęcia miasta z lotu ptaka...
Versión española :)

27 grudnia 2009

lluvia, lluvia, lluvia


deszcze, deszcze, deszcze... zenitalne, ulewne, nagle, niespodziewane, te przelotne i te ktore padaja z niczym rozprutej chmury godzinami, deszcze zimne, cieple, nawalnice, grzmoty, pioruny, burze, pelne slonce. Tak mniej wiecej od kilku dni wyglada pogoda. Codziennie rano wstaje i modle sie podciagajac zaluzje, zebym wdrodze do pracy wstrzelila sie w te pol godziny niepadania coby od rana nie popsuc sobie humoru ze przemoklam do suchej nitki. Ostatnio cale nasze zycie podlega wlasciwie cyklowi "padan" deszczu. A nadchodzi on tak gwaltownie ze kiedy sie zorietujesz ze juz pada i masz do obskoczenia 4 pokoje sama w ktorych masz do zamniecia okna to gwarantuje ze jak dobiegniesz do ostatniego to wody bedzie po lydki :) Patrz: Marta. Notorycznie tez przez ostatni tydzien robimy pranie, jedno i to samo bo kiedy dojdzie ono do wzglednego stanu suchosci zostaje przemoczone do ostatniej nitki i schnie, schnie, smierdzi bo prawie gnije... A warto nadmienic ze o luksusie centralnego ogrzewania nie pomyslano tutaj...

En Tarifa cuando emezo a llover despues de 4 meses sin lluvia era tan extrano sentirlo en el cuerpo, en la piel. Y ahora estoy ya harto de la lluvia! Esta lloviendo hace una semana y no es lluvia normal! Es como tiran a ti los cubos con agua. Cuando sales por cualquier lugar tienes que meterse en este periodo chiquitito cuando no llueve asi tranquilo puedes regresar seco a casa, pero si algo va mal estas totalmente empapado!

costumbres espanoles


Po zjedzeniu wieczerzy wigilijnej w iście polskim stylu, stwierdzilismy, ze teraz warto podpatrzec tradycje spedzania swiat wsrod Hiszpanow i o polnocy wyruszylismy do przeogromnej katedry w centrum miasta na pasterke. Wrazenie oszalamiajace po wejsciu do surowej, przeogromnej swiatyni wypelnionej tylko spiewem choru i organami! Grubo po północy natomiast ze znajomymi poszlismy na plac, ktory o kazdej porze dnia i nocy tetni zyciem.
Ponizej przedstawiam mniej wiecej, jak wyglada przebieg swiat w Hiszpanii:

Hiszpanie uwielbiają dobrze zjeść, napić się dobrego wina, rozmawiać, spotykać z rodziną i znajomymi a jak świętują to od rana do nocy, od nocy do rana. Swięta Bozego Narodzenia zaczynają się już właściwie 22 grudnia, Loterią świąteczną (Lotería de Navidad). ż ten dzień jest jednym z najbardziej podniecających dni w roku, pełenym nadzieji i radości. Każdy Hiszpan (dosłownie!) kupuje losy tej loterii, tak więc każdy oczekuje ogłoszenia wygrywających numerów. Wigilia (Nochebuena) rozpoczyna "oficjalne" obchody Świąt Bożego Narodzenia. Hiszpańską tradycją są szopki (Belén), stara tradycja wywodząca się z Włoch polegająca na tworzeniu mini wioski palestyńskiej z nocy narodzin Jezusa. Tradycyjnie rodzina zbiera się w domu głowy rodziny (najstarszego osobnika) i wszyscy pomagają w przygotowywaniu potraw świątecznych.

Ciszę wigilijnego wieczoru przerywają dzwony wzywające na Pasterkę (La Misa Del Gallo).
W religijnych rodzinach wieczerza nigdy nie jest spożywana przed Pasterką. Wieczerza wigilijna jest świętem rodzinnym uświetnionym indykiem nadziewanym truflami (Pavo Trufado de Navidad). Menu tego wieczoru różni się w zależności od regionu Hiszpanii, ale zawsze jest obfite: owoce morza, besugo (rodzaj ryby), dorsz z kalafiorem... Ale najbardziej charakterystyczne dla hiszpańskich Świąt są desery. Są one pyszne (i słodkie) i bardzo często mają arabskie korzenie, zwłaszcza tu w Andaluzji.
25 grudzien jest dniem spedzanym z rodzina, przy syto zastawionym stole, jest to zarowno pierwszy jak i ostatni dzien swiat. Hiszpanie nie obchodza swiat 26 grudnia tak jak my. Jednakze fiesta na tym dniu się nie kończy... Santos Innocentes wypadajacy na 28 grudnia to jakby nasze swieto Prima Aprilis. I tak jak u nas wszyscy wszystkim robia kawały i figle. Ostatnim świetem pod tytułem "Navidad" jest święto Trzech Króli (Los Reyes Magos - 6 styczen). I o zgrozo tego dnia do dzieci z prezentami przychodzi Swiety Mikolaj (Papa Noel) !!!
7 stycznia Hiszpania kończy okres świętowania i wraca do "nieświątecznej" rzeczywistości.
Imagina, que la Navidad en Espana tardan de 22 de Diciembre (la Loteria de Navidad) hasta 6 de Enero, que es el dia de los Reyes Magos! Entre estas dos fechas nada funciona como deberia! Los espanoles, a ellos los encanta comer bien, beber vino, hablar con todo el mundo, quedarse con familia y amigos. Pues estos dias sirven a lo mejor para poder hacer esto. Lo mas sorprendiente en costumbres aqui es que el dia de todas bromas y chistes, que en Polonia se llama Prima Aprilis y esta en abril siempre, aqui se lo celebra el 28 de diciembre! Luego el 5 de enero viene el Papa Noel (Santa Claus) a regalar a los ninos los regalitos. Lo mas increible es tambien la Loteria de Navidad. Casi todos Espanoles compran bonos a esta loteria, como son muy aficionados a todos juegos del mundo.

26 grudnia 2009

el primer dia de invierno/infierno


I mamy, nadeszla! Zima!
Ale co to za zima, bez sniegu, mrozu? Z pomaranczam i cytrynami na drzewach natomiast, ze sloncem, ktore jak przygrzeje temperatura wzrasta do ponad 20 stopni. Drzewa zielone, co niektore tylko pogubily liscie, a niektore wrecz wybuchly feria zielonosci po kilku dniach ulewnego deszczu.

El 22 celebramos el primer dia de invierno, miramos latemperatura, hay 22 grados y Marta camina con sus chanclas. En los arboles crecen limones y naranjas... parece que este invierno (si no voy a hacer snow a Sierra Nevada) no veo el nieve ni siento el frío que pica tanto en mejillas :)