12 lipca 2014

rozmowy w kolebie

Podejście - żar leje się z nieba. Przekraczamy Świstówkę, przy schronicku odbijamy na Zawrat, ze szlaku na Kozią Przełęcz... po 3 godzinach jesteśmy pod ścianą i... znad Słowacji przyciągają czarne chmury. Bacznie je obserwujemy, szpeimy się z myślą, że może jakimś cudem przejdą bokiem i tak w promieniach słońca w sumie czekamy na czychający kataklizm. Już, już bierzemy liny... już wyruszamy pod skałę aż tu grzmot jeden, drugi i wiadomo - ze wspinania nici. Nie znaczy to jednak, że nasza długa droga nie zda się na nic. O nieeee... dziś kolejna lekcja pokory, dystansu, cierpliwości i docenienia najmniejszych nawet wygód - choćby takich jak ta - koleba.

Szpeimy się z nadzieją, że jednak uda nam się wbić w Zamarłą.

Koleba w całym swoim pięknie.
Koleba to miejsce powstałe z naturalnie zawalonych głazów, uszczelnionych małymi kamykami - by w razie draki spędzić tu załamanie pogody nie zostając przemoczonym do suchej nitki. Szybko zatem po pierwszych grzmotach wczołgujemy się do środka - dla komfortu rozkładamy liny, plecaki by izolowały nas od kamieni - jak nieopierzone ptaki w gnieździe tulimy się do siebie - koleba jest mała i przemaka. Kiblujemy z dobre dwie godziny - prowadzone są rozmowy o wszystkim, co chwilę ktoś zasypia, ktoś inny się budzi. Za "oknem" leje jak z cebra, z rzadka sypie grad. Tyle było z naszego wspinania. Zamarła Turnia już drugi raz daje mi znak, że nie będzie wcale tak łatwo...

Czujemy się prawie jak w naszym podziemnym środowisku - czyli trójka grotołazów w ciasnej kolebie.



11 lipca 2014

Zadni Mnich i granią aż po Wrota Chałubińskiego

W końcu po kilku dniach zlewy nastały dobre dla nas czasy – portal meteoblue na którym sprawdzamy pogodę kilka razy dziennie ćwierka, że na weekend zapowiada się lampa jakich mało! Dla nas zatem jest to czas pełnej mobilizacji i ustawienia się w blokach startowych. Cel: Zadni Mnich.

Ricci nadciąga - na szczycie Zadniego - a za nami w dali grań po Wrota Chałubińskiego

Szczyt ten pozostaje w cieniu swojego słynnego, świetnie prezentującego się znad Morskiego Oka imiennika. Ponadto znajduje się on dużo dalej i nieco wyżej –a liczba dróg w porównaniu z imiennikiem nie jest tak zadowalająca. Plusem jest, że ten położony jest w grani Tatr, co znaczy, że każdy wybierający się na ten taternicki kawałek drogi musi załoić tego pipanta. Przejście Zadniego Mnicha jest jednym z najtrudniejszych odcinków w głównej grani tatrzańskiej.


Okresowo pojawiające się stawy z hipnotyzującym kolorem wody. Po lewej mozolny szlak po piargowichu na Wrota.

"Przedni" Mnich od zadu...

... oraz Zadni Mnich od przodu

oraz rozradowane kursanty, które znalazły śnieg w środku lata

Zadni Mnich położony jest pomiędzy Cubryną, a Ciemnosmreczyńską Turnią, na granicy polsko-słowackiej. Nie widać go z Moka, natomiast wybierając się czerwonym szlakiem na Wrota Chałubińskiego, bądź żółtym na Szpiglasową już nam się nie schowa!

Dzisiejszą akcję dzielę z Riccim – ja wspinam Zadniego od południowej ściany, a on całą grań na lotnej od Zadniego Mnicha, przez Ciemnosmreczyńską Przełączkę, Ciemnosmreczyńską Turnię, Przełęcz nad Wrotami, Turniczkę Chałubińskiego, Szczerbinę nad Wrotami, Kopę nad Wrotami po Wrota Chałubińskiego.

południowa ściana Zadniego a w niej łatwa droga na szczyt

Ściągając Ricciego na stanowisku

taka oto ekspozycja i rozmowy podczas asekuracji

Na piku! W geście zwycięstwa - 1/2 planu na dziś wykonana...

Ricciego artyzm

oraz nauka topografii w bardzo miłych okolicznościach przyrody

Słońce niemiłosiernie przypieka – właściwie nie czujemy tego, bowiem powietrze jest rześkie – natomiast na koniec dnia nasze twarze promieniują. Tak to już jest w tych Tatrach – pada źle – świeci słońce – to znów za mocno!


Grań daje mi z lekka w kość – przede wszystkim śliskie trawki i luźne kamienie powodują, że zupełnie niepotrzebnie tracę energię. Gdzieś po drodze żegnamy się z rewersem spadającym w przepaść, co kwitujemy jaskiniową maksymą – jak sprzęt zaczyna gdzieś spadać wiedz, że źle się będzie działo. Na wrota zjeżdżamy już późnym popołudniem. Widząc zejście na stronę Polską i Dolinę Piarżystą po drugiej stronie – zastanawiam się jak bardzo trzeba być zmotywowanym by wyjść tu, rzucić okiem na panoramę i następnie zejść tym samym stromym, wymytym z kamoli szlakiem… bowiem Wrota Chałubińskiego, jakkolwiek piękne są nijako ślepą uliczką. Po drugiej stronie grani Słowacy zlikwidowali szlak po II wojnie światowej.


Z lotną ruszamy na grań... prowadzi Ricci

krok po kroku odsłaniają się przed nami nowe horyzonty - aż chce się biec by nakarmić zachłanną ludzką ciekawość co czai się za szczytem

Zadni z perspektywy wygląda jak zwalisko kamieni

cały czas plączemy się na granicy polsko-słowackiej

zadanie dla spostrzegawczych - znajdź dwóch moich partnerów

Dolina Piarżysta z Ciemnosmreczyńskimi Stawami po lewej oraz po prawej Dolina za Mnichem

kolejne wygodne stanowisko - jedno depta po drugim

oraz ekspozycja działająca jak narkotyk

Kaziu na grani

Słońce chyli się ku linii horyzontu - czas kończyć akcję - jeszcze sporo jest dziś do zrobienia :)

Ricci tuż po zjeździe

no i ja... głodna i zmęczona - ale co najciekawsze człowiek zdaje sobie z tego sprawę dopiero po zakończeniu akcji

a tu full romantic na stawiki w Dolinie za Mnichem - czyli taki oto widok z Wrót na stronę Polską :)

10 lipca 2014

zdobyć Mnicha

Gdyby dziecko dostało za zadanie narysowanie góry – prawdopodobnie rysunek ten do złudzenia przypominałby Mnicha. Jest to bowiem góra tak symetryczna, a przez to tak charakterystyczna i często wykorzystywana wizerunkowo. Zarys góry jest symbolem umieszczonym na odznakach przewodników tatrzańskich. Mnich jest jednym z najsłynniejszych szczytów polskich Tatr. Patrząc nań znad tafli Morskiego Oka sprawia wrażenie odstrzelonej od głównej grani samotnej skały, która wygląda jakby była wklejona. Za jego plecami w pewnej odległości znajduje się jego brat bliźniak – Zadni Mnich.

Ten plecak sprawia wrażenie, jakby się uśmiechał :)

Mnich wznosi się 675 m nad taflą jeziora, a doprowadza nas na jego plecy żółty szlak biegnący w stronę Szpiglasowej Przełęczy. Szczyt dostępny jest tylko drogą wspinaczkową – nie prowadzi na niego żadny szlak, nie ma sztucznych ułatwień w postaci drabinek, klamer, łańcuchów. Słynna północno-wschodnia ściana Mnicha, którą prowadzą jedne z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych w Tatrach, opada prawie pionowo 250 m. Najłatwiejsza (choć też wspinaczkowa) droga „przez płytę” wiedzie od zachodu od strony Doliny za Mnichem.

Szlak na Wrota Chałubińskiego na prawo a po lewej gruzowisko Mnicha i w oddali bliźniaczy Zadni Mnich. 

Z ciekawostek topograficznych na uwagę w szczególności zasługują dwie – to właśnie w masywie Mnicha (a dokładniej w ścianach Ministranta) znajduje się największy w Tatrach okap. Drugą ciekawostką, szczególnie dla braci speleologicznej jest występująca tu we wschodnich ścianach na wysokości 1900 m n.p.m. jaskinia - Studnia w Mnichu. W okolicach Morskiego Oka znajdują się jeszcze trzy inne szczyty o podobnej nazwie: Zadni Mnich, Żabi Mnich i Roztocki Mnich.

Taka to oto dobrze znana panoramka z Morskiego Oka
Okresowe jeziorka na Plecach Mnichowych

Dla mnie Mnich nierozłącznie kojarzy się z kadrem z filmu Prowokator Krzysztofa Langa. Scena kiedy trójka ludzi stoi na szczycie a kamera filmuje ich z góry od lat wywołuje ciarki na moim ciele. Stąd też gdy pierwszy wspin wypadł właśnie na Mnichu spręż był przeogromny! Prowadzę dwie drogi – Klasyczną oraz Robaczewskiego – jest bosko! Granit trzyma wybornie – muszę się tylko przełamać i w to uwierzyć. Ekspozycja nie jest najgorsza – ba to nie wschodnia ściana! :) Pogoda dopisuje więc do pełni szczęścia właściwie nic już nie brakuje. Przez długość ostatniego wyciągu zastanawiam się – jaki widok roztoczy się ze szczytu. To takie niesamowite wrażenie, które chyba każdy z nas uwielbia – jakie widoki odsłonią się przed nami gdy wejdziemy na szczyt, przekroczymy przełęcz…

Pierwsza poprowadzona droga - Robaczewski

Na szczycie - ogólny zaciesz :)
Sara w zjeździe

Stanowisko do zjazdu

Widok z góry – czarujący! Jak okiem sięgnąć szczyty, szczyty, szczyty… ściany. Prócz nas nie ma tu nikogo, ba nawet kiepsko byłoby z miejscem! Wspięcie się na wierzchołek jest jakimś mistycznym przeżyciem – ciężkim do opisania słowami. Z resztą chyba zdjęcia mówią same za siebie, a Ci którzy się wspinają chyba rozumieją o co mi chodzi :)