27 grudnia 2009

lluvia, lluvia, lluvia


deszcze, deszcze, deszcze... zenitalne, ulewne, nagle, niespodziewane, te przelotne i te ktore padaja z niczym rozprutej chmury godzinami, deszcze zimne, cieple, nawalnice, grzmoty, pioruny, burze, pelne slonce. Tak mniej wiecej od kilku dni wyglada pogoda. Codziennie rano wstaje i modle sie podciagajac zaluzje, zebym wdrodze do pracy wstrzelila sie w te pol godziny niepadania coby od rana nie popsuc sobie humoru ze przemoklam do suchej nitki. Ostatnio cale nasze zycie podlega wlasciwie cyklowi "padan" deszczu. A nadchodzi on tak gwaltownie ze kiedy sie zorietujesz ze juz pada i masz do obskoczenia 4 pokoje sama w ktorych masz do zamniecia okna to gwarantuje ze jak dobiegniesz do ostatniego to wody bedzie po lydki :) Patrz: Marta. Notorycznie tez przez ostatni tydzien robimy pranie, jedno i to samo bo kiedy dojdzie ono do wzglednego stanu suchosci zostaje przemoczone do ostatniej nitki i schnie, schnie, smierdzi bo prawie gnije... A warto nadmienic ze o luksusie centralnego ogrzewania nie pomyslano tutaj...

En Tarifa cuando emezo a llover despues de 4 meses sin lluvia era tan extrano sentirlo en el cuerpo, en la piel. Y ahora estoy ya harto de la lluvia! Esta lloviendo hace una semana y no es lluvia normal! Es como tiran a ti los cubos con agua. Cuando sales por cualquier lugar tienes que meterse en este periodo chiquitito cuando no llueve asi tranquilo puedes regresar seco a casa, pero si algo va mal estas totalmente empapado!

costumbres espanoles


Po zjedzeniu wieczerzy wigilijnej w iście polskim stylu, stwierdzilismy, ze teraz warto podpatrzec tradycje spedzania swiat wsrod Hiszpanow i o polnocy wyruszylismy do przeogromnej katedry w centrum miasta na pasterke. Wrazenie oszalamiajace po wejsciu do surowej, przeogromnej swiatyni wypelnionej tylko spiewem choru i organami! Grubo po północy natomiast ze znajomymi poszlismy na plac, ktory o kazdej porze dnia i nocy tetni zyciem.
Ponizej przedstawiam mniej wiecej, jak wyglada przebieg swiat w Hiszpanii:

Hiszpanie uwielbiają dobrze zjeść, napić się dobrego wina, rozmawiać, spotykać z rodziną i znajomymi a jak świętują to od rana do nocy, od nocy do rana. Swięta Bozego Narodzenia zaczynają się już właściwie 22 grudnia, Loterią świąteczną (Lotería de Navidad). ż ten dzień jest jednym z najbardziej podniecających dni w roku, pełenym nadzieji i radości. Każdy Hiszpan (dosłownie!) kupuje losy tej loterii, tak więc każdy oczekuje ogłoszenia wygrywających numerów. Wigilia (Nochebuena) rozpoczyna "oficjalne" obchody Świąt Bożego Narodzenia. Hiszpańską tradycją są szopki (Belén), stara tradycja wywodząca się z Włoch polegająca na tworzeniu mini wioski palestyńskiej z nocy narodzin Jezusa. Tradycyjnie rodzina zbiera się w domu głowy rodziny (najstarszego osobnika) i wszyscy pomagają w przygotowywaniu potraw świątecznych.

Ciszę wigilijnego wieczoru przerywają dzwony wzywające na Pasterkę (La Misa Del Gallo).
W religijnych rodzinach wieczerza nigdy nie jest spożywana przed Pasterką. Wieczerza wigilijna jest świętem rodzinnym uświetnionym indykiem nadziewanym truflami (Pavo Trufado de Navidad). Menu tego wieczoru różni się w zależności od regionu Hiszpanii, ale zawsze jest obfite: owoce morza, besugo (rodzaj ryby), dorsz z kalafiorem... Ale najbardziej charakterystyczne dla hiszpańskich Świąt są desery. Są one pyszne (i słodkie) i bardzo często mają arabskie korzenie, zwłaszcza tu w Andaluzji.
25 grudzien jest dniem spedzanym z rodzina, przy syto zastawionym stole, jest to zarowno pierwszy jak i ostatni dzien swiat. Hiszpanie nie obchodza swiat 26 grudnia tak jak my. Jednakze fiesta na tym dniu się nie kończy... Santos Innocentes wypadajacy na 28 grudnia to jakby nasze swieto Prima Aprilis. I tak jak u nas wszyscy wszystkim robia kawały i figle. Ostatnim świetem pod tytułem "Navidad" jest święto Trzech Króli (Los Reyes Magos - 6 styczen). I o zgrozo tego dnia do dzieci z prezentami przychodzi Swiety Mikolaj (Papa Noel) !!!
7 stycznia Hiszpania kończy okres świętowania i wraca do "nieświątecznej" rzeczywistości.
Imagina, que la Navidad en Espana tardan de 22 de Diciembre (la Loteria de Navidad) hasta 6 de Enero, que es el dia de los Reyes Magos! Entre estas dos fechas nada funciona como deberia! Los espanoles, a ellos los encanta comer bien, beber vino, hablar con todo el mundo, quedarse con familia y amigos. Pues estos dias sirven a lo mejor para poder hacer esto. Lo mas sorprendiente en costumbres aqui es que el dia de todas bromas y chistes, que en Polonia se llama Prima Aprilis y esta en abril siempre, aqui se lo celebra el 28 de diciembre! Luego el 5 de enero viene el Papa Noel (Santa Claus) a regalar a los ninos los regalitos. Lo mas increible es tambien la Loteria de Navidad. Casi todos Espanoles compran bonos a esta loteria, como son muy aficionados a todos juegos del mundo.

26 grudnia 2009

la noche buena, Navidad



Jestem 3200 km od domu, od rodziny ktora wlasnie siada do stolu, od choinki pod ktora przez 24 lata zostawialismy sobie prezenty, od mojego psa, ktory zawsze ma mowic i nigdy nie mowi ludzkim glosem o polnocy, od przyjaciol, sniegu, zimna, pierogow z kapusta i grzybami, zupy grzybowej, kompotu ze sliwek ktorego nienawidze, mrozu, pierwszej gwiazdki, oplatka, koledy i pasterki.
I gdyby tak pomyslec o tym wszystkim mozna by sie poplakac stokroc... ale na szczescie tu w Sevilli wielce klimatu swiat nie ma. Przede wszystkim jest cieplo, zawsze jest ponad 10 stopni a w wigilie mamy 22! Nie ma wielkiej choinki na glownym placu, fakt wisza jakies swiatlka (na palmach?!), wisza blyskajce i rozswietlne ozdoby w ksztalcie platkow sniegu (ktorego nikt kto tu cale zycie mieszka nie widzial). Brakuje centrow handlowych w ktorym leca koledy albo zewne piesni "last x-mas I gave You my heart", brakuje telewizora gdzie po raz setny leci film o psie Bethovenie i Kevin sam w domu. Poza tym ogolny rozgardjasz i opustoszala lekko lodowka nie przypominaja dobrobytu jaki jest w kazdym polskim domu przed swietami!

Mimo to, ku naszemu zaskoczeniu Wigilia udaje sie w ponad 100 procentach! Najpierw przygotowania, czarowania potraw i hop siup mamy placuszki z dyni, pyszny barszcz, pierogi jedne z kapusta a drugie z soczewica, mamy kapuste zasmazana ( przyslana specjalnie z polski bo tu nie da sie kupic kiszonych produktow), smakolyki do jedzenia i grzane wonne wino. Na wigilii oprocz mnie i Marty jest Estera oraz Metin, nasz znajomy z hospitality club ktory na kilka dni nas odwiedzil, przywozac w darze nasze ulubione czekoladki! :) Biesiada przy stole trwa i trwa a noca bierzemy rowery i jedzemy na pasterke do katedry i po drodze zbieramy dwojke naszych znajomych. Dzien konczy sie pozno w nocy... Jako ze Hiszpanie maja w zwyczaju wychodzic na piwo i spotykac sie z przyjaciolmi pozniej wracajac do domu kolo 3 mijam tabuny ludzi idacych na miasto. Coz... co kraj to obyczaj!

Es mi primera vez cuando paso Navidades fuera de casa. Casi 3200 km de mi casa, de todos costumbres que tenemos para celebrar estos dias. De todas maneras intentamos preparar la cena lo mejor como podemos y hacerla la mas unica como posible. Por eso nuestro arbol de navidad es el bambú, las decoracciones en la mesa son las naranjas del arbol y naturalmente gracias a invencion de Marta hay mas cosas sorprendidas! La cena la preparamos según la tradicción polaca. Pues hay variados platos típicos para Polonia muy, muy ricos! La celebramos con Estera, nuestra amiga y Metin, el chico de hospitality club que haya venido por algunos dias a visitar Sevilla. El tiempo pasamos super bien, tranquilo, comiendo y bebiendo el vino caliente con montón de especies. Luego salimos a la mesa del gallo que se celebra a la medianoche. Alli encontramos otros amigos y al final todos juntos vamos a tomar un cervecita (como aqui es el costumbre a salir por la noche con amigos) a Alameda de Hercules. Aunque tan lejos de la casa lo pasamos todos super bien!

el primer dia de invierno/infierno


I mamy, nadeszla! Zima!
Ale co to za zima, bez sniegu, mrozu? Z pomaranczam i cytrynami na drzewach natomiast, ze sloncem, ktore jak przygrzeje temperatura wzrasta do ponad 20 stopni. Drzewa zielone, co niektore tylko pogubily liscie, a niektore wrecz wybuchly feria zielonosci po kilku dniach ulewnego deszczu.

El 22 celebramos el primer dia de invierno, miramos latemperatura, hay 22 grados y Marta camina con sus chanclas. En los arboles crecen limones y naranjas... parece que este invierno (si no voy a hacer snow a Sierra Nevada) no veo el nieve ni siento el frío que pica tanto en mejillas :)

la cena de navidad con amigos

W gronie AIESECowcow zorganizowalismy sobie wigilijna kolacje i urzadzilismy wigilijna fete. Kolacja palce lizac... stol syto zastawiony hiszpanskimi smakolykami, jamon serrano (szynka), pyszne oliwki, queso manchego (ser zolty), krewetki. Na krewetki wjechaly inne owoce morza i ryby. A na wszystko glowne danie do wyboru do koloru, w moim przypadku kurczak w sosie roquefort. Po calym obzarstwie i pijanstwie (bo piwo i tinto de verano bylo na dolewki, tak jak w pizza hut cola :), po dobrych czterech godzinach jedzenia, rozmawiania, rozdawania prezentow i nie wiadomo czego jeszcze ryuszylismy na impreze coby spalic troche tego co zjedlsmy. Jako ze jestemy w Andaluzji wiadomym jest, ze predzej czy pozniej ktos zacznie tanczyc sevillane (typowy tutaj taniec, flamenco). Ale nie przypuszczalam ze bede to ja! :) Znalazlo sie kilku solidnych nauczycieli takze po jakichs 5 minutach mniej wiecej moglam improwizowac :)
Na nastepny dzien 8 ding-dong- pobudka - dzien dobry w pracy :)

Esta cena, la organizamos todos con AIESEC, y fuera increible! Mas o menos 4 horas comiendo y comiendo y comiendo, charlando y bebiendo. Muy tranquilo y la comida era super, super rica! Las gambas, queso manchego, aceitunas, jamon serrano, marisco y pescado y al final plato principal que se podria elgir entre muchos! Lo todo finalizamos con la fiesta con aprendizaje de sevillana (en mi caso) y largo paseo en lluvia a casa. A las 8 por la manana, ding-dong! Boungiorno - vamos a trabajo!!! :((( ushh....

25 grudnia 2009

mi trabajo nuevo :)

Tak na prawde hostel w ktorym teraz pracuje był pierwszym, do jakiego weszłam. Było to z dobre miesiąc temu. Później po nitce dotarłam do kłębka, czyli do szefostwa i okazało się, że są oni w posiadaniu większej ilości hosteli w całym mieście. Wszystkie ulokowane sa w ścisłym centrum w Barrio Antiguo czyli starym mieście. Przypadek sprawił, że po kilku tygodniach zajrzałam do hostelu z pytaniem czy jednak nie potrzebuja kogoś, kiedy zadzwonił telefon i jedna dziewczyna zrezygnowała z pracy :) Zatem momentalnie wskoczyłam na jej miejsce.
Pracuje na recepcji w hostelu. Hostel nazywa się Monet. Cała sieć ma nazwy znanych malarzy. Na początku miałam praktyki w mega rwelacyjnym hostelu Picasso, backpackerskim, tuż przy katedrze, z którego tarasu na dachu rozpościerał się przepiekny widok. Teraz zostałam przeniesiona do bardziej eleganckiego ale i też spokojniejszego. To właśnie widok z jego dachu :)
Praca jest przyjemna, lekka. Zjezdza sie sporo ludzi wlasciwie ze wszystkich stron świata, często z nimi rozmawiam, wymieniamy jakieś wspólne doświadczenia podróżnicze. Część przyjeżdża też zupełnie anonimowo, jakby do hotelu. Check in i do widzenia... Ale ogolnie kiedy nia ma duzo ludzi, a zazwyczaj nie ma cały czas wolny przeznaczam na czytanie książek, buszowanie w necie albo rozmowy ze znajomymi :)

Consegui trabajo! :) Estoy trabajando en la recepcion del hostal en el centro de Sevilla, junto al Ayuntamiento, cerca de Catedral. Es un lugar increible. La primera vez cuando fui alli me perdi :/ El trabajo es super facil y pasa que de vez en cuando un poquito aburrido. Cuando no hay tanta gente leo libros, estoy surfeando en Internet y ultimamente durmiendo tambien :) Cuando hay gente, hay de todos partes del mundo pues es super bueno hablar con ellos, intercambiar opiniones, puntos de vista. Me encanta! Ademas la vista de la azotea es inolvidable! Todo el Casco Antiguo esta a tus pies.

hostal Luis Montoto y casos raros


No tak... od czego by tu zaczac... Chyba wspominalam juz ze nasz dom bardziej przypomina hostel. Bardziej nawet chyba niz nasze ostatnie mieszkanie w Tarifie. W ciagu zaledwie dwoch miesiecy zgromadzilismy pokazna liste ponad 30 osob ktore u nas spaly. Wszystkich podzielilismy na dwie kategorie - nas czyli wzglednie wstalych, ktorzy oplacaja czynsz i polvetes, czyli kurz-e. Ta kategoria to wszyscy nasi znajomi, ktorzy do nas przyjezdzaja z calej Europy, Sevillanscy zblakani znajomi, jakies w ogole przypadkowe osoby i ... coach surfingowcy tudziez hospitalitowcy. I wszystko byloby super gdyby nie jeden conajmniej dziwny przypadek. Chetnych do przeczytania pelnej, wyczerpujacej relacji o jegomosciu odsylam do bloga Marty. Ja moge co zaledwie napomknac kilka slow o nim.

Zatem byl, byl John niejaki. Ale zanim zapulal do naszych drzwi byla Ana. Niemka, ktora juz wczesniej przez strone coach surfingu (stronka ktora gromadzi ludzi podrozujacych nisko budzetowo, ktorzy czesto oferuja nocleg, jedzenie, zwiedzanie miasta) nawiazala z nami kontakt, powiedziala z przyjezdza. I przyjechala, bylo fajnie, smiesznie, bylo ok. Na nastepny dzien sie zwinela i po kilku godzinach puka do naszych drzwi koles - " Czesc, slyszalem ze tu mozna spac". Kudlacz, typ troche psychiczny, zakrecony dziennikarz, statysta we francuskich filmach wojennych, surfer, Angol mieszkajacy na Gibraltarze, ktory zostawil w niewyjasnionych okolicznosciach swoja furgonete w Portugalii?! What da f...? Po krotkiej namowie postanowilismy go przyjac i kolo sie tak zagoscil, ze kiedy go poznalam rano wstajac do pracy, lazil po mieszkaniu, jadl nasze zarcie, mlaskal nieprzyzwoicie, rozkoszowal sie nasza kanapa i uzywal kompa (patrz: w naszym domu zabranie komus kompa a przy tym odciecie go od netu na kilkanascie minut to najwieksza obraza, profanacja i zniewazenie majestatu). I mial jechac ale stwierdzil ze jest mu tak dobrze ze sobie zostanie. Smozwaniec... Nastepnego dnia fakt, pojechal z kluczami Juana... zatem cala akcja, narada, decyzja - wymieniamy zamki! W nocy siedzimy na balkonie i nagle po drugiej stronie ulicy idzie! Kroczy! Upior, demon z przeszlosci... on! Za kilka minut jest juz u nas w domu, rozwalony na fotelu, z kompem na kolanach i oznajmia ze o 12 w nocy ma autobus do Algarve (Portugalia)... po 11 zostal lekko podpytany czy nie musi wychodzic... stwierdzil jednak ze wlasciwie to bez sensu jechac w srodku nocy i zostaje... Rozpoczela sie zatem burza! Grzmiala Marta, grzmiala Estera ale kolo nie wzruszony... Co za ziom! Zatem po traumie z panem Johnem chcialoby sie powiedziec dlugo nie przyjmiemy nie znanych ludzi. Patrz: trzy dni po akcji przyjezdza do nas Metin, Turek studjujacy w Niemczech, bardzo fajny, kontaktowy koles. W sama wigilie spotykamy sie jeszcze z dwoma coach surfingowcami a na sylwestra jestesmy ustawieni z jakimis wlochami, ktorzy zobligowali sie do robienia nam obiadkow :)

Hostal Luis Montoto welcome to! Por ahora en nuestra lista del piso hay dos categorias de habitantes - nosotros 5 mas o menos constans y algunos 30 personas que llamamos polveten que vienes y se van. Son nuestros amigos, familia... en general todos cercanos y polvetes, polvetes que nunca quedan mas que una noche :) Ultimamente tenemos historias muy rarar con la gente de couch surfing ( es la organizacion para estos, que viajan low budget. Reuñe la gente de todo el mundo que ofrecen su casa por alojamiento, su comida para comer, etc.) Y todo funciona super bien hasta el punto cuando alguien de repente te llama a la puerta y dice " oye, me han dicho que puedo dormir aqui" y tu ni conoces esta persona ni sabes quien es, de donde viene, nada! Eso es lo que paso a niosotros. Un tio super raro, pero super raro, un periodista, actor en peliculas de guerra, el surfista no se que viviendo en Gibraltar que el otro dia dejo su furgo en Portugal...?! What the hell? Un tio que al final se queda 3 noches aunque nadie lo quiere, nadie habla con él y él mismo de verdad s un poco extraño, loco...?! Bueno cuando definitivamente cerramos la puerta detrás de él decidimos... "al couch surfing decimos definitivamente no" y que... y tres dias despues vino Metin (un tio super bueno de Turquia), hemos encontrado por la noche buena con dos mas de couch surfing, vienen algunos Italianos al fin de ano... Que fáciles estamos!

la recuperacion de piso muy rapida


Dzien kiedy stwierdzilismy, ze nasze mieszkanie jest tak zapuszczone ze bardziej sie nie da i poniekad jest nieprzyjemnie w nim zyc, byl pierwszym dniem ostatecznej batalii z brudem i nieporzadkiem. Wszyscy jak jeden maz wzielismy sie do pracy, przy glosnej energetycznej muzyce, dobrym jedzeniu i herbacie z cytryna i cukrem wzielismy sie za odgruzowywanie. Kazdy z przydzielonym wlasnymhabitatem - ja lazienki, Juan salon, Marta kuchnia i nawet Estera dzielnie z nami walczyla, choc wcale z nami nie mieszka! O przedpokoju niestety zapomnielismy...

Po kilku godzinach mieszkanie lsnilo, blyszczalo, pachnialo by za dwa dni znow wrocic do swojego swojskiego wygladu... :) I tak w kolko. Dlaczego rzeczy musza sie brudzic?

Venga! Lo podriamos llamar la grande limpieza antes de Navidad pero seguramente todo se convierte mil veces más en sucio antes del 24! Pero despues de algunos dias viviendo en casi squot decidimos que definitivamente hay que limpiar! Y nos pusimos, yo en banos, Juan en salón y Marta con Estera a cocina! Despues de algunas horas al final conseguimos la limpieza y todo brillando, lleno de olores buenos, limpio... :)

23 grudnia 2009

el primer terremoto en mi vida

No i kto by pomyslal. Moje pierwsze w zyciu trzesienie ziemi, tu... w Hiszpani! Tak szczerze mowiac zapomnialam zupelnie o tym zajsciu dopoki nie przypomnial mi o nim w przypadkowej rozmowie moj znajomy. 17 grudnia w o 2:30 w nocy odnotowano silne drgania (6,3 w skali Richtera). Odnotowano... niekoniecznie ja, bo gleboko spalam. Obudzil mnie tylko trzask szafy, jej drgania zupelnie jakby sie przesuwala i z rozdziawiona swa paszcza kroczyla ku mnie by mnie pozrec... i troche jakby sie lozko trzeslo. Jakby ktos po nim skakal. Jako ze ta desharmonia dzwiekow obudzila mnie w srodku nocy, w domu nikogo nie bylo, a moja jazn nie odrozniala snu od jawy, wydawalo mi sie ze to po prostu sen, ze meble ozyly i chca sie na mnie zemscic. Choc przeszlo mi przez mysl - trzesienie zimi - ale usmiechnelam sie do siebie, spokojnie w Hiszpanii takie rzeczy sie nie dzieja. Zatem jakby zwalil mi sie na glowe sufit to musze powiedziec mocno bym sie zdziwila! :) Mina mi zrzedla w momencie kiedy przeczytalam wiadomosci (tekst ponizej) - trzesienie ziemi w Hiszpanii, epicentrum 113 km w dal oceanu od Cabo de Vicente, Portugalia.


Las noticias: "Un fuerte terremoto en el Atlántico se deja sentir en España el jueves 17 diciembre. Un fuerte seísmo de 6,3 grados en la escala Richter ha tenido lugar anoche y se ha sentido en varias ciudades españolas. El terremoto ha tenido como epicentro un punto en el Océano Atlántico situado a 113 kilómetros al sur del Cabo de San Vicente (Portugal) y a 58 kilómetros de profundidad. El movimiento de la tierra tuvo lugar a las 2,27 de la noche, hora española. La zona del país donde más se notó fue en la costa occidental de Andalucía: Huelva y Sevilla. También se llegó a sentir el terremoto en Badajoz, Cáceres, Madrid o Vigo.
La fuerza del terremoto provocó vibraciones en las casas de las ciudades afectadas e incluso que más de una persona, especialmente las que viven en pisos altos, se despertara a causa del movimiento. Y es que la fuerza con la que se produjo el movimiento fue capaz de hacer temblar los enseres de las casas. Así, el servicio de emergencia del 112 en Andalucía llegó a atender a casi 500 llamadas en la madrugada debido a las alertas ciudadanas. Por fortuna, no se ha tenido que temer por ninguna vida ni por daños materiales."

12 grudnia 2009

the dirtiest room contest





Mamus, dla Twojego zdrowia psychicznego proponuje nie czytac tego posta.

Na kilkanascie dni przed swietami... w Polsce wszyscy sprzataja, trzepia dywany, przygotowuja sie na swieta. Tutaj rzeczy maja sie zupelnie inaczej. Nasze mieszkanie doprowadzilismy do stanu upadku! Nawet najbardziej obojetni na kurz, balagan i rozpierdziel czuja sie tu zle. Nie da sie nic znalezc, rzeczy sie gubia (patrz paszport i ID Wero). Ostatnia ladowarke jaka mam do telefonu przetrzymuje gleboko schowana w szufladzie. W naszych szafach (w ktorych ubrania maja tendencje do wychodzenia) mozna znalesc wszystko... w mojej kosmetyki przemieszane z wirem ubran, u Juana czyste rzeczy z brudnymi od farby od prac na wysokosci, umorusanymi i przepoconymi łachami u Marty lepiej nie zagladac w glab szafy. Kuchnia... wstrzymam sie od publikacji na ten temat choc na chwile obecna jest chyba najczystrzym miejscem. Swiatlo nie dziala w trzech strategicznych miejscach - przedpokoju (lampa wisi na wysokosci ramion, urwalo sie jej), kuchni (gdzie obecnie jedyne swiatlo to moja lampka nocna) i salonie, gdzie do jednego rogu swiatlo prawie nie dochodzi...uffff ciezko jest. Jutro zarzadzamy ogolne i gruntowne porzadki... a ver! :)

9 grudnia 2009

accion gato


A to miał być miły, chilloutowy dzień. Ale nie... wyruszamy rano, furgoneta Hectora, na zwiedzanie miasta i chilloutowanie się przed rychłym "atakiem zimy". Na miejsce beztroskiego nicnierobienia udajemy sie do naszego ulubionego parku Maria Luisa. Niestety nie posiedzielismy dlugo. Marta w dali wyczaiła kota... małego kotka strasznie zmasakrowanego życiem. Z połamanymi tylnymi nogami i nie wiadomo czym jeszcze. I tu zaczyna sie akcja kot... z małym zapchlonym zwierzeciem przemierzamy cale miasto wielka furgoneta prawie na sygnale. Tu go nie chca przyjac, tam go nie oddamy, weterynarz kieruje nas do schroniska, ktorego nie mozemy znalesc, uspic go sie tez nie da. Jezdzimy, kolujemy, godzine, dwie, trzy... Ania wyjezdzajaca dzis do Lizbony ma cisnienie ze nie zdazy sie spakowac, pozałatwiac spraw, ja jestem głodna, Wero ma uczulenie na siersciucha, Hector sie przebija przez Korki a Marta co chwile patrzy czy kot jeszcze zyje. Obmyslam miliuny sposobow w miedzyczasie na przypadkowe pozbycie sie go (wrzucic do rzeki z kamiennym naszyjniczkiem, do studzienki sciekowej, wrzucic w zeby jakiegos groznego psa) za co zostaje porzadnie skarcona. Koniec koncow, poznym wieczorem zostawiamy w akcie desperacji kota przy drzwiach weterynarza i uciekamy prawie biegiem... Zeby nie bylo... jeszcze jedno zwierze, które do nas się przypałęta i otwieramy jakiś przytułek!
El otro gato que tenemos. Este hemos encontrado en el parque haciendo chillout day. Afortunadamente no quedo mucho tiempo con nosotros. Con gato pequenito, con las patas rotas hemos recorrido toda la ciudad en el furgo de Hector buscando el lugar para dejarlo. En el vetirianrio no se puede, en asilo tampoco podemos dejarlo. Pasan horas y horas viajando por Sevilla y buscando ya cualquier lugar! Wero con la alergia a animal, Ana estresada antes su viaje a Lisboa, Marta con gatito, Hector conduciendo en el gran atasco y yo pensando como se puede dejarselo, abandonarlo. Y bueno al final totalmente cansados lo dejamos justo a la puerta de Veterinario casi corriendo a nuestro coche aparcando a la otra calle. Lo juro... un animal mas y vamos a abrir el asilo!

congreso Mollina

Manana dopadła tez wpisy na blogu... Kongres ktory tu opisuje odbyl sie dobre trzy tygodnie temu... :) No ale od początku. Był to wielki kongres wszytskich komitetów z całej Hiszpanii zorganizowany w Mollinie przy Maladze. Generalnie w dzien wykłady, prelekcje na których bądz z nudow badz z rewolucji zoladkowych umieralismy... pyszne jedzenie i duzooooo jedzenia a w nocy Hawai party z ponad 200 osobami. Generalnie jedna wielka biba i integracja :)

El congreso de Mollina era un gran evento de le gente de AIESEC de Espana entera. Por el dia monton de simulaciones, presentaciones y convocatorias y por la noche monton de fiesta - con chupitos de vodka (caliente?!?!) con polacos :) Y como era una de solamente cuatro polacos alli - ufff el dia siguiente fuera muy duro! Pero bien! A ensenar espanoles como se hace fiesta en Polonia! :)

soy aiesec'er

Nie wspomniałam jeszcze na blogu o AISECU... ale od początku... co to jest... AIESEC to miedzynarodowe stowarzyszenie studentów. Na początku byli to tylko studenci akademii ekonomicznych (stąd nazwa Association Internationale des Estudiants en Sciences Economiques et Commerciales) a teraz rozprzestrzeniło się to to na cały świat i właściwie wszytskie kierunki. I jaka moja w tym rola...? A mianowicie taka, że koordynuje praktyki a dokładnie ludzi wyjezdzających z Sevilli i przyejazdzających do nich na praktyki. Zajmuje się dopasowywaniem profili do ofert pracy :) Taki mozna powiedzieć hobbistyczny drugi etat. Oprocz tego ustawiam sie na praktyki za rok... na rok lub póltora roku gdzies w cieplym i pieknym miejscu... najlepiej Australia, obie Ameryki lub Nowa Zelandia :)Praktyk jest mnóstwo, mozliwości wyjazdu jeszcze więcej. Wśród państw recepcyjnych widnieje na przyklad Burkina Faso, Nepal, Filipiny, Honduras... I ogolnie coz... na dzien dobry (bo pierwsze spotkanie mialam zaraz po przyjezdzie do Sevilli z Polski) poznałam chyba z 50 nowych osob i ciagle ich przybywa. Niesamowity klimat. Razem pracujemy, razem wychodzimy na imprezy, razem spedzamy czas. Cos gdzie na pewno przyjemne łączy się z pożytecznym :)

Desde hace he venido a Sevilla estoy en AIESEC. Es la organizacion internacional para estudiantes. Lo que hago alli es participar en equipo de eXchange - estoy la coordinatora de la gente que se van de Sevilla a otros rincones del mundo a hacer practicas y a organizar la llegada para estudiantes extranjeros. Me encanta pasar mi tiempo libre en la oficina, donde hay monton de gente joven, muy energetico, amigos :) Juntos vamos a fiestas, juntos trabajamos. Increible! Y ademas puedo mejorar mi espanol! Ya nadie no da cuenta para hablar mas despacio porque soy la extranjera... :)


2 grudnia 2009

abanicos


Wachlarze są nieodzownym elementem wystroju wnetrz knajpek, barow flamenco, sklepów z pamiatkami. Nic dziwnego, w letni dzien w tym upalnym miescie trudno sie obejsc bez niego. Z drugiej strony jest on nierozerwalnie zlaczony z kultura flamenco podobnie jak kastaniety, typowe andaluzyjskie kapelusze i piekne suknie. Sevilla natomiast jest kolebka kultury flamenco.
Abanicos se puede encontrar en Sevilla en cada paso. Por el verano cuando las temperaturas estan insoportables los ayudan a sobrevivir. Ademas es el parte de cultura de flamenco junto con castanietas, vestidos tipicos tanto para mujeres como para hombres.

santa familia una vez mas


Kto pamięta kultowe zdjęcie swietej rodziny, vel Andrea naiwny Jozef, Martuszka Maria ktora wmawia Jozefowi jakies cuda apropos poczecia dziecka z... powietrza i ja Dzizus :) Troche brutalne ale dawno temu w Tarifie powstała taka historia no i nadal jej wątki się ciągna. Przed zbiżającymi się świetami w związku z brakiem pracy postanowiliśmy "odstawić szopkę" a Wero będzie zbierac kase :)))
La familia santa otra vez. Quien recuerda nuestro ultimo foto parecido de Tarifa? :)

Zona en Siviglia cazzo!


Jest nasz brakujacy element! Andrea! Nasz Andrea, mój kompan trudów pracy w Tomatito i licznych imprez, który pod koniec pobytu w Tarifie mieszkał z nami! :) Przybył przytłoczony zima i rutyna w Turynie aby kilka dni spędzić z nami! Na chwile w naszym domu zrobiło się bardzo, bardzo Tarifensko! :)
Andrea nuestro siguiente visitante - mi compi de trabajo, de habitacion (porque mis companeros de habitacion se cambiaron cada dos o tres semanas) ;) Por un par de dias nos sentimos como en Tarifa :) Ajjj que buen rollo! :)

Ana en Sevilla de paso a Lisboa



Na kilka dni przyjechała do nas nasza Aneczka z Tarify, ta od pięknego tarasu z widokiem na morze. Zaledwie przejazdem w drodze do Lizbony ale zawsze to coś :) W tym miejscu wielki, wielki buziak dla Niej! :***

Magic y JJ que vinieron como primeros a visitarnos empezaron todas las visitas de nuestros amigos :) En este foto estamos con nuestra Ania la poLoca Tarifena :)

buscamos trabajo


Mniej więcej tak szukamy pracy od kilu tygodni. Wstajemy leniwie rano, w południe nieraz lekko popołudniu, wychodzimy na miasto, zostawiamy kilka CV i umawiamy sie na kawe, piwo albo tinto de verano :) Za kazdym razem znajdziemy sobie wymowke ze jest cos ciekawszego do zrobienia :) Ale tak na serio poszukiwania pracyw moim przypadku rozpoczelam z wielkim entuzjazmem od trzech (tylko?!) skelpów górskich i kilkunastu surferskich. Nastepnie kilka fajniejszych, bardziej klimatycznych knajpek, pare hosteli, hoteli i moze z dwa biura podrozy. Zlozylam tez kilka CV w sklepach z ubraniami, bardzo popularnym tu pull&bear'ze, stradivariusie, zarze etc. W kolejce wraz ze mna zostawiało swoje curriculum tez kilka innych osob, wiec generalnie suchar :/ Ale w koncu udało sie... (cd w innym poscie).
Asi es como tres rubias buscan trabajo. Siempre hay mejor excusa - a tomar cafe, quedar con amigos, ir de copas. Hemos dejado algunos CV pero tranquilo estamos en Andalucia... Normalmente nuestro dia de busqueda es como - levantamos a la mediodia, Martuszka normalmente a las 2/3/4 por la tarde, comemos, vamos fuera, damos vuelta por el centro y luego quedamos con amigos :) La vida tranquila y relajada...

25 listopada 2009

pierogi fiesta


Samemu nudno i smutni się gotuje, jeszcze smutniej i nudniej konsumuje, dlatego od czasu do czasu organizujemy sobie obiadki grupowe, tematyczne... coś z Polski, coś od Vale z Włoch, coś od Juana z Kolumbii, to znów coś hiszpańskiego, marokańskiego i tak w miłym towarzystwie i rozmowach na pięć tysięcy róznych tematów konsumujemy i pęczniejemy. Zatem moge się pochwalić, że ostatnio zrobilismy obiad z pierogami, jedne ruskie drugie z soczewica, ulepiłam tez mojego pierwszego pieroga w zyciu, niestety uprzedził mnie w tym wyscigu Hiszpan, ktory dumnie pozniej swoja wyzszosc pokazywal. Juan (na zdj) mial swoje male rewolucje zoladkowe zwlaszcza po tych z soczewica no ale... kuchnia kolumbijska nijak się ma do polskiej... :)
Cada uno sabe perfectamnete que es fatal cocinar para si mismo, mas fatal comer solo. Pues nosotros de vez en cuando organizamos algunas cenas para mezclar sabores, recetas de Europa, Africa, America. Sale algo incredible y muy rico y al final todos juntos pasamos tiempo muy bueno comiendo y charlando. Tal vez hemos organizado la comida polaca - Pierogi, muy parecidas a este en Italia que se llaman Raviogli. Nosotros lo hemos preparado unos con queso y patatas y otro con lentejas. Super rico! Yo y Hector tambien hemos hecho nuestros primeros pierogis en la vida y parece que tambien a Juan le gusto la comida polaca! :)

asi se trabaja en Andalucia



Spokojnie jestesmy w Hiszpanii... Ba! Na samym jej południu, prawdopodobnie w najbardziej rozleniwionej prowincji jaką jest Andaluzja. Wysokie, wręcz niepozwlajace normalnie egzystować temperatury latem (W Sevilli padła rekordowa temperatura 47 stopni) dają swoje odzwierciedlenie w egzystencji mieszkanców. Siesta jest tu rekordowo długa i aby coś załatwic najlepiej uporać się do 13/14 albo dać sobie juz spokój i odłożyc to na następny dzień albo na godzine najwcześniej 18. Podobny podział dnia obowiązuje również zimą.
Ciekawą równiez rzeczą, która moze draznić jednostki napływowe jest ogólny "slow-motion" Hiszpanów, zanim obsłuża, skasują, doradzą najpierw porozmawiaja, posmieja sie, wymienia kilka zdan z przypadkowymi osobami, pojda, wroca lub tez nie wroca, odbiora telefon, odpisza na smsa...Wszystko powoli, bez nerwow bo przeciez pospiech zabija. A kto ma czekac i tak poczeka. Dodam tylko, ze roboty drogowe wygladaja podobnie jak w Polsce (na zalaczonym obrazku) z ta jednak roznica ze ogolem pracuja krocej albo bardziej efektywnie.
Asi como funciona todo en Espana. Como estamos en el extremo sur de la peninsula pues tambien las temperaturas en verano nos matan. La mas alta en Sevilla era 47 grados! Imaginate! Por eso siesta es algo gracias a que se puede soportar este condiciones tan dificiles! Pero que me personalmente extrana es que los horarios de apertura de todos negocios son los mismos si estamos en verano o si estamos en invierno. La gente aqui trabajan sin prisa, poco a poco... primero tienen que hablan con todos alrededor, responder telefono, llamar, irse y venir o no vienen. Todo tranquilo, lento... totalmente diferente que en nuestra cultura mas de norte. Pero tranquilo! Estamos en Andalucia!!! :)

jamon serrano


Taki widok nie zadziwi tutaj nikogo. W barach, w restauracjach, w specjalnych sklepach, w marketach, na hakach i haczykach wiszą wonne wedzone szyny. Jamon serrano, czyli wedzona szynka z giry, szkity, łapy, nogi świńskiej. Są różne jej odmiany w zaleznosci od czasu dojrzewania: bodega, reserva i gran reserva, ktore dojrzewaja nawet do 16 miesiecy. Do rozbrojenia takiej szyny sluzy oczywiscie odpowiedni sprzet, specjalna forma w ktorej umieszcza sie rzeczona gire i ostry, długi nóz. Wazy to to kilka kilogramów i trzeba przyznac ze smak ma niepowtarzalny i zupelnie odmienny od wedlin jakie znamy w Polsce. Teraz tylko pytanie... czy do samolotu mnie z tym wpuszcza? :)

19 listopada 2009

alcázares reales de Sevilla


Czas z Medzikiem i JJ wykorzystujemy na lepsze poznanie miasta. Znów z aparatami wyruszamy w plener, zwiedzamy parki, nieznane dotąd zakątki Sevilli, co rusz gubimy sie i odnajdujemy. Z całą pewnością do najciekawszych miejsc, które udało nam sie wspólnie zwiedzić należy pałac królewski z XI wieku, Alcazar Real wzniesiony przez Maurów. Lód z obecnej Algierii i Maroka, który w czasach średniowiecza podbił Andaluzję. Ich kultura wywarła przemozny wpływ na architekturę ówczesnej Hiszpanii. Do dziś w Alcazarze oprócz cudownych ogrodów z labiryntami można podziwiać kompleks pałaców, uznawanych za najpiękniejsze w całej Hiszpanii tuż po Alhambrze w Granadzie. Alcazar zadziwia orientalną budową, licznymi pięknie rzeźbionymi łukami, kolumnami, mozaikami, uroczymi zacienionymi patiami, inkrustowanymi posadzkami. Niewątpliwie jest to budowla, która przenosi nas z naszej europejskiej kultury w zupełnie odmienną kulture południa.
Entre mil monumentos de Sevilla seguro este vale la pena a ver. Son las Alcazares Reales, el palacio de XI siglo que habia ido construido por Moros. Hoy el splendor de este lugar es gracias por los increibles jardines situado dentro de la ciudad y el palacio tan distincto con su architectura de que conozcamos.

16 listopada 2009

a minha equipe de viagem

Cristina, Hector y Marco
Amigos de Hector y nosotros en una calle estrechita.
W Lizbonie urządowaliśmy dużą grupą, moimi Sevillańskimi znajomymi - Cristina i Hectorem, Portugalczykiem Markiem z którym znam się z Tarify oraz około 10 znajomymi Hectora z Ameryki Południowej, Madrytu i Lizbony, którzy przyjechali świętować tu urodziny jednego kumpla. Zabrakło tylko Andre (naszego znajomego z jeszcze z Taviry, ISM), z którym jakoś nie mogłam się dogadać do godziny spotkania i Pedro (który od tygodnia czeka na powrót z Azorów ze względu na niekorzystne warunki pogodowe). Wielka ekipa wtapialiśmy się w tło wypełnionej tłumnie Lizbony przez równie tłumnie poruszających się fanów futbolu, którzy czekali na sobotni mecz ostatniej szansy portugalia-bosnia do mistrzostw świata.
Nuestro equipo de Lizboa, cuando conoces una persona al final quedas con otra diez, amigos de sus amigos y amigos de amigos. Eso es! :)

Lizbona - najpiękniejsze miasto Europy


Akcja z Lizboną była krótka i treściwa, padło hasło - jade furgoneta do Lizbony, jedziesz tez? Dwa telefony do przyjaciół w Lizbonie i na następny dzień już z Hectorem i Cristina jechaliśmy przez rozległe plantacje dęba korkowego do Lizbony, wielką furgoneta, z muzyką reggae i rzekomo 24 piwami :)
Lizbona jest cudnie położona na wzgórzach, ograniczona z jednej strony wybrzeżem Atlantyku, a z drugiej deltą Tagu. To właśnie stąd w okresie wielkich odkryć geograficznych XV i XVII wieku, a ściślej z portu Belem, wyruszały wyprawy morskie, które przyczyniły się do rozwoju królestwa i jego stolicy. Z dawnej swietności Portugalii, mało co dziś zostało. O potędze państwa przypominają już tylko monumenty i wzniosłe pałace. Cała natomiast Portugalia jest spokojnym, raczej ubogim krajem. Lizbona urzeka przede wszystkim swoim Bairro Alto (najstarszą częścią miasta) - plątaniną uliczek, niskich domków, kolorowych drzwi i okien, obdrapanych murów, suszącym się na sznurach tuż nad głowami przechodniów praniem, kościółkami, katedrami, zamkiem z którego roztacza się widok na całe miasto, kolorowymi małymi tramwajami dzielnie wdrapującymi się pod górę przy fanfarach klaksonów aut uwięzionych w za wąskich przesmykach. Niekiedy wydaje się jakby czas zatrzymał się w miejscu, a muzyka ulicznych grajków np na acordeonie przywodzi (znane mi zaledwie z filmów) czasy Polski przedwojennej :) Urzekające.
Od najstarszej częsci miasta rozchodzą się promieniście aleje, które wkraczają w najnowsze dzielnice miasta, wielkie parki na obrzezach, tudziez piekne szerokie, piaszczyste plaze wybrzeza. Wjezdzajac do miasta od strony południa nie mozna nie zauwazyc wielkiego mostu (25 de Abril) przerzuconego nad Tagiem, budowanego na wzor Golden Gate w San Francisco oraz ogromnej statuy Cristo Rey (Chrystusa), górujacej nad miastem na wzór Cristo Redentor w Rio de Janeiro.
Lisboa es una ciudad encantadora. Me parece mucho a San Francisco en los EE.UU. Puede ser por las tranvias pequenas subiendo las calles estrechas de la Lisboa montanosa, puede ser tambien por el puente de 25 de abril muy parecido a Golden Gate. Lisboa esta ubicado por un lado a la orilla de Oceano Atlantico y por el otro lado al Rio de Tag. El barrio antiguo (Bairro Alto) crece subiendo las colinas pequenas pero muy empinadas. Del rio de Tag salieron los barcos para descubrir el mundo en el siglo XV y XVII. Hace grandes descubrimientos Portugal no parece nada de su esplendor. Es un pais pequeno, pobre (en comparacion a Espana) pero con la gente super buena, abierta y encantadora. Una vez visitando Lisboa se puede enamorarlo muy rapido.

Magic y JJ en Sevilla


Yeaaaah! Przyjechali! Nasze kochane wujostwo z Ameryki! Dziadowa Medzikowa i JJ! :))) Wykorzystali swoje krótkie wakacje w Polsce na odwiedzenie nas w Sevilli i skontrolowanie co my tu tak na prawdę robimy! :) Jeeeee! Grande!!!!

Nuestros amigos de universidad acabaron de venir a Sevilla! Magic y JJ! :) Grande, grande!

encuentros raros


I zaczynamy, czas najwyższy znaleźć przyjaciół! :) Przypadek, absurd... jak to bywa w Hiszpanii. Zupełnie przypadkowy tapas w drodze w drodze powrotnej do domu, który zakończył się o 5 rano :) Dzień jak codzień. Dzięki ulicznemu grajkowi, Pepe o korzeniach cyganskich, bez dwóch zębów na przedzie, z rozstrojoną gitarą i talentem zupełnie przeciętnym, poznajemy zakręconą ekipę - Hectora, Aliego i Laure. Świetni ludzie, uwielbiający podróże i żyjący pasją. Po kilku dniach mamy wrazenie jakbysmy sie znali kilka lat! Powyzej pyszna kolacja ze specjałami hiszpansko-marokanskimi i marokanska szisza o smaku jabłkowym :)
Empezamos a conocer la gente! :) Al final! Coincidencia, locura, casualidad - tipico para Espana! Gracias a un gitano viejo, sin dientes, con la guitarra completamente desarcodada conocemos Hector, Ali y Laure. La gente super buena de Espana y un de Maruecos que viven en Sevilla. Pues nuestro corto tapas se cambia a la fiesta hasta 5 por la manana y al final nos parece que conozcamos esta gente mas que un ano! :) Que bueno! La foto es de cena con la comida maroquesa y espanola, fumando shisha de sabor de manzana. Que rico!

5 listopada 2009

carreras nocturnas y chicas deportistas


Z Martuszka mamy mocny program treningowy. Biegi w każda co drugą noc, a nastepnie wielka pętla krajoznawcza na rowerach trwająca zazwyczaj od dwóch do trzech godzin. A w domu, ktory tez ostatnio jest ogarniety mania sportowa cwiczymy zgodnie na zielonej macie wszelkie mozliwe wygibasy ja, Martuszka, Wero i Vale. No tak, w morzu plywac nie mozna, kite tez odpada wiec trzeba sobie znalezc inne zajecia :)
Aqui estamos! Deportistas numero uno de Sevilla! Cada segunda noche carrera nocturna mas la gran vuelta de bici por toda la ciudad! Que bien perder un poco de energia antes de dormir! Ademas chicas, Wero y Vale cada dia hacen flexiones y otras figuras raras en casa! Entrenamiento muy fuerte! Que bien! :)) Go go go!

parques de Sevilla



Park Maria Luisa

Choc Sevilla nalezy do miast strasznie gorących, wysuszonych na wiór przez kilka bezdeszczowych miesiecy w roku, a cała Andaluzja ma ogromny deficyt wodny - przywiazuje sie tu duza wage do utrzymania zieleni miejskiej. Kazda dzielnica a zwlaszcza centrum moze poszczycic sie cudownymi parkami. Wypelnionymi dziwnymi i rzadkimi (przynajmniej dla nas) gatunkami drzew i roslin, rozspiewanymi tysiacami ptakow dla ktorych wieksze parki sa ostoja spokoju w dzungli miasta. Parki francuskie i angielskie, te super uporzadkowane i te zupelnie dziko zarosniete, z altankami, jeziorkami, rzeczkami, fontannami, sciezkami, uliczkami, zakamarkami, pałacykami, bluszczem na drzewach, pawami, palmami, kaktusami, baobabami, cudami-niewidami.

Los parques en Sevilla son increibles. Aunque en toda Andalucia hace falta de agua, se cuida muy bien para los parques. Son los lugares donde se puede echarse siesta, tumbado en la sombra de palmeras. El sonido de fuentes, aves. Uno podria sentirse como en el medio de la selva salvaje que se encuentra en centro de gran ciudad.

4 listopada 2009

calor, calor



Sevilla nalezy do najbardziej gorących miast Hiszpanii. Średnia temperatura w ciągu roku wynosi 26 stopni. Teraz mimo tego, że jest już listopad temperatury takie jak powyżej na zdjęciu...

Ahora para poner nervioso a todos - en Sevilla aunque ya estamos en noviembre - hace mas o menos 30 grados! :) Que vida tan bella!

2 listopada 2009

Wero specialista de foto


yo - foto de Wero
Gracias hermanita! :)

plaza de espana foto session



Leniwe popołudnie spędzamy na "ogarnianiu kuwety", tak by za kilka dni juz wyjsc na miasto bez mapy i nie pogubic sie. Dzis Plaza de Espana, a ze swieciło słońce i miałyśmy aparaty postanowilysmy zrobic sobie mała sesyjke! :) Takie babskie słodkie lenistwo...
Plaza de Espana foto session y... nada mas :)

diabolo, angel, naranja mecanica y carnicera con pollo matador - Haloween


Dzien wszystkich świętych Hiszpanie obchodzą podobnie jak u nas w Polsce. Jest to dzien kiedy na grobach zapala się znicze za tych, którzy odeszli. Drugie oblicze tych świąt to pupularne, zamerykanizowane Haloween, gdzie na ulice wylegają rzesze młodych i starszych, przebrani za dibały, czarownice, nieboszczyków, topielców i innych potworów. I my w tą noc z Vale, Martą i Wero przebrałyśmy się i dołączyłyśmy do strasznie mrocznej fiesty na ulicach Sevilli. Marta jako diabeł, Wero aniołek, Vale rzeźnik z kurczakiem zabójcą u pasa i ja jako typ z mechanicznej pomarańczy :)
Aquí dia de los muertos se llama "Día de todos los Santos" (1 Nov.) y "Día de los difuntos" (2 Nov.) y de verdad es parecido a este en Polonia. Tambien se visita tumbas de los familiares y se pone las velas para recordar a los seres fallecidos. Aun hay el costumbre de Haloween, muy popular por todo el mundo. Asi que nosotras pasamos esta noche. Disfrazado por angel vel. Puti club (Wero), Marta como diabolo, yo como naranja mecanica y Vale como carnicero con pollo matador! :)

29 października 2009

glotonas

To kilka zdjęć o szczęściu wynikajacym z jedzenia... słodkości!
La euforia del don de comer :) Golosinas evidentemente!

giro de Sevilla


Dziś dzień wielkiego lenia, nic nierobienia, jedzenia i spacerowania. Naszym mieszkaniowym składem wybrałyśmy się na morderczo wyczerpujący spacer po całym, calutkim mieście! Generalnie najpiekniejsze części miasta to tu, to tam. Zaszywając się w najmniejszych uliczkach, podglądając udekorowane tysiącami kwiatów patia domów. Wieczorem zaliczyłyśmy tapas bar, gdzie do piwa za około 2 euro można było zjeść gigantyczny tapas (przękąska).

Hoy de verdad no hemos hecho casi nada a parte de comer, dar paseos, hacer algunas fotos. Pero vale la pena! Sevilla esta buenissma! Hemos llegado a las calles tan estrechas que solo una persona podria pasar, los patios rellenados con monton de flores. El dia terminamos en tapas bar comiendo tapas y bebiendo cerveza.

nuestro piso se rellena


Wczoraj wieczorem przyleciała Vale. Grande Vale, która przytachała ze soba z Tenerify, po przeprowadzce 50 kg bagażu plus gumowego kurczaka. Dziewczyny pojechały jej z odsieczą na lotnisko natomiast ja w tym samym czasie odbierałam nasz stary/nowy rower.

Ayer po la tarde vino Vale de Tenerife con dos grandes mochillas de equipaje, tabla de surf de Juan pesando todo junto mas o menos 50 kg! Mas el pollo de goma en su cinturon! Las chicas fueron al aeropuerto a ayudarla con todo eso! Grandes!

28 października 2009

la ciudad a favor de bici


Jedynym i słusznym środkiem komunikacji w Sevilli nie jest ani tramwaj, ani stojący w korkach autobus, ani metro tylko rower! :) Pierwszy raz jestem w mieście, gdzie absolutnie w każdej jego częsci można znaleść ścieżkę rowerową. Doskonale oznaczone trasy, płaska nawierzchnia, brak kraweznikow czynia z roweru najszybszy i najzdrowszy srodek transportu. Na dodatek miasto jest zupenie płaskie więc sunie się po nim jak burza! Na co jeszcze warto zwrócić uwagę to tak zwane rowery miejskie. Kazdy kto ma tylko wyrobiona karte moze za jakies grosze wypozyczyc sobie rowerek i zostawic go w dowolnym miejscu w całym miescie. Rowery są wczepione w specjalne (ekhm nie posiadam dostatniego slownictwa w materii inzynierii wiec nie wiem jak to nazwac) "wie-heiss-try" i w takiez same po ukonczonej jezdzie nalezy je wczepic. Pomysl rewelacyjny, tymbardziej ze na prawde wiele ludzi z nich korzysta.
Zatem Sevillie pokonujemy rowerem! :)
Hay monton de carreteras por la bici. Se puede conseguir todos los lugares usandolo! Genial! Y algo que me gusta tambien que hay biciletas por la calle que se puede alquilar usando tarjeta de communicacion urbano. Pagas poco y lo puedes dejar en cualquier lugar que te gusta! Increible!