18 sierpnia 2014

Kobyla Skała – odkrycie na mapie wspinaczkowej Polski

W czwartek po pracy wspin na Birowie i konsekwentne koszenie dróg od prawej do lewej przy Szarej Płycie, w piątek Mirów przy jaskini, który obecnie przeżywa renesans w mojej działalności skałkowej. Ostatnio obito tu sporo fajnych, długich dróg, odchwaszczono teren. W tym miejscu warto przypomnieć wszystkim, którzy chcą się wspinać w Mirowie, że koniecznym jest wpisanie się do „książki wyjść” przed akcją.



O co w tym chodzi i dlaczego jest to ważne?

Zamek w Bobolicach pewnie znacie i jego remont, toczący się na przestrzeni ostatnich lat… Ten sam właściciel jest również w posiadaniu całej Grzędy Mirowskiej oraz bratniego zamku w Mirowie. Jednym słowem jest gospodarzem udostępniającym swój teren gościnnie wspinaczom. Choć ciężko w to uwierzyć naprawdę tak jest i fakt, że skały nie zostały jeszcze zagrodzone świadczy o chęci współpracy właściciela terenu ze środowiskiem  wspinaczkowym, którego podstawą jest rzeczona książka wyjść.

Wpisujący się do książki wyjść znajdującej się u sołtysa deklarujemy iż mamy odpowiedni sprzęt i kwalifikacje do uprawiania wspinaczki oraz, że wspinamy się na własną odpowiedzialność.

A teraz jak tam dotrzeć -  na jedynym skrzyżowaniu w Mirowie skręcamy w stronę przeciwną od zamku i jedziemy w stronę lasu, aż po lewej stronie przy najbardziej wypasionej bramie we wsi zobaczymy krzesełko a na nim zielony zeszycik – ot co :)

źródło: wspinanie.pl

Ale wróćmy do clou postu – mianowicie Kobylej Skale w Wiśle, czyli jednym zdaniem – wspinamy się z Kanionem w górach! ;)

Wspin w Wiśle wyszedł trochę łapu-capu jednakże jak się miało okazać idealnie wstrzeliliśmy się w czasoprzestrzeń kapryśnej trochę pogody długoweekendowej, spędzając w Wiśle bardzo aktywne 5 godzin życia.

Malownicze skałki na stoku Kobylej, jak się okazuje pozostają tajemnicze nawet dla rdzennych mieszkańców Wisły.





Rejon wspinaczkowy nazywany w skrócie „Kobyla” znajduję się pomiędzy Wisłą Dziechcinką, a Wisłą Łabajów. Jest to piętrząca się nad stromym stokiem poprzecinana licznymi szczelinami i bruzdami skała (piaskowiec) o wysokości od 3 do 13 metrów, czyli jak za starych dobrych czasów „duże to, to nie jest ale podobnież jeszcze nie robione”. Drogi są obite, natomiast do zjazdów dobrze jest mieć karabol i pętle, bowiem w większości stanowiska zjazdowe robi się z drzew.



Mimo, że skała wysoka nie jest miejsce i wspinanie jest tu w jakiś sposób magiczne, może za sprawą cudownego widoku roztaczającego się z naturalnego tarasu widokowego, może za sprawą kolorowych krzewów. Tutaj też pokonujemy najtrudniejsze (choć powinnam mówić w 1 osobie) 4+ swojego życia, które ochrzciliśmy 4+ przez dach. Polecam to miejsce – może nie tak jak w naszym przypadku na główną destylację wspinaczkową, ale na pewno jako miłe dopełnienie wyjazdu w te strony.


Topo rejonu możecie znaleźć tu.


2 komentarze :

  1. Fajne skałki. Super miejscówka :)
    To jest 4+? Wow ale mocne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja byłam rozanielona jak Wojtek mnie tam zabrał i pokazał to miejsce.

      Wspin bardzo fajny, specyficzny ale na prawdę nie mogliśmy uwierzyć, że to jest tylko IV+! Może z przyzwyczajenia do jurajskich dróg po prostu ciężko pomieścić w głowie fakt, że na tak łatwej drodze wyrasta nagle taka przewiecha!

      Usuń