7 października 2016

Arkady Paweł Fiedler po drodze w Dąbrowie Górniczej



Nie trzeba chyba mówić jak inspirujące bywają spotkania z podróżnikami. Tym bardziej, gdy jest się po lekturze książki prelegenta, wspólnie ma się tych samych znajomych, a o wyprawach dziadka i ojca słyszało się i podziwiało zdjęcia i eksponaty w urokliwym muzeum zatopionym wśród lasów Puszczykowa. Mowa tu o spotkaniu i prelekcji z Arkadym Pawłem Fiedlerem, wnukiem słynnego Arkadego Fiedlera. Biorąc pod uwagę iż jest to już trzecie pokolenie podróżników można śmiało wysnuć tezę, że żyłka do podróży przekazywana jest w genach.

Ale – o czym była prezentacja i o czym jest książka… O niczym innym jak przeprawie Fiatem 126p przez całą Afrykę z północy na południe. O pokonywaniu kolejno stepów, lasów tropikalnych, wysokich przełęczy w górach Etiopii, szutrowych prostych dróg ciągnących się kilometrami i piaszczystych połaci zarośniętej już z lekka lecz nadal pustyni Kalahari.

O samym projekcie na swojej stronie autor pisze tak:

Projekt PoDrodze zrodził się w mojej głowie w 2008 roku, powstał z pasji podróży samochodowych, sentymentu do Małego Fiata i potrzeby spełnienia osobistych bardzo subiektywnych pragnień poznawania świata.

W 2009 roku zrealizowałem pierwszą podróży z cyklu PoDrodze - Małym Fiatem wzdłuż granic Polski. Wyprawa została udokumentowana filmem, który można zobaczyć na moim kanale YouTube.

W kolejną podróż zabrałem Małą Maszynę do Afryki, którą przejechaliśmy z Egiptu do RPA w 2014 roku. I tym razem towarzyszyła mi ekipa filmowa, dzięki której powstał materiał do filmu który będzie miał premierę w 2016 r. Trzymajcie kciuki :)

Następnym wyzwanie dla mojego Małego Fiata będzie projekt PoDrodze Azja. 17000 km z Puszczykowa do Władywostoku przez Turcję, Gruzję, Azerbejdżan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, Kazachstan, Mongolię i Rosję :) Ruszam 4 czerwca 2016 roku spod Muzeum Arkadego Fiedlera.

źródło: http://www.podrodze.com/
źródło: http://www.podrodze.com/
źródło: http://www.podrodze.com/

Podpisywanie książek po zakończonej prelekcji

A może tak Afryka kolejnym razem...?

 

4 października 2016

Kalwaria Zebrzydowska na rowerze



Przy okazji wojaży rowerowych po okolicy, zaraz po Lanckoronie ląduję w Kalwarii Zebrzydowskiej – kolejnym miejscu „odkryciu” o którym pewnie każde z nas słyszało już wiele razy, a Wierzbicka dopiero je odkryła :)  A wstyd, bo wpisane na listę Światowego Dziedzictwa, położone zaledwie półtorej godziny od Dąbrowy, a jakoś zawsze nie po drodze. Wraz ze mną jest tu mnóstwo turystów oraz pielgrzymów. Część modli się żarliwe przy kaplicach wkomponowanych w pagórkowaty krajobraz Kalwarii, a część tak jak ja zwiedza i robi foty temu cudowi architektonicznemu w jesiennej scenerii.

Kalwaria Zebrzydowska jako zabytkowy zespół architektoniczno-krajobrazowy i pielgrzymkowy - Bazylika, Klasztor OO. Bernardynów i Dróżki - będący unikalną wartością kulturową, przyrodniczą i kultową, został jako jedyna na świecie kalwaria, a jest ich w całej Europie ponad tysiąc, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa 1 XII 1999 r. na posiedzeniu Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Marrakeszu (Maroko) pod nazwą: „Krajobrazowy Zespół Manierystycznego Parku w Kalwarii Zebrzydowskiej”. Certyfikat wpisu na prestiżową listę Sanktuarium otrzymało 9 V 2000 r. podczas specjalnej uroczystości z rąk przedstawiciela UNESCO.

Zespół kaplic i kościołów odwzorowuje topografię Jerozolimy przekazaną na kartach Ewangelii. Obecnie w skład tego sanktuarium wchodzi bazylika Matki Boskiej Anielskiej, klasztor bernardynów oraz zespół 42 kapliczek i kościółków kalwaryjskich położonych między górami Żar i Lanckorona.

Kalwaria Zebrzydowska to obok Jasnej Góry najważniejszy cel pielgrzymów w Polsce, którzy modlą się wędrując po tzw. dróżkach, oraz nawiedzają łaskami słynący obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej. Można tu otrzymać te same łaski i odpusty, co podczas dalekiej podróży do prawdziwej Jerozolimy.

Na liście Światowego Dziedzictwa znajduje się 1052 obiekty z całego świata - niepowtarzalne dzieła człowieka i przyrody, które powinno się ocalić od zapomnienia. W Polsce jest czternaście miejsc wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa: Zabytkowe Centrum Krakowa (1978), Kopalnia Soli w Wieliczce (1978), Obóz Koncentracyjny w Oświęcimiu (1979), Puszcza Białowieska (1979-1982), która jest obiektem wspólnym z Białorusią, Stare Miasto w Warszawie (1980), Stare Miasto w Zamościu (1992), Średniowieczne Miasto Toruń (1997), Zamek Krzyżacki w Malborku (1997), Krajobrazowy Zespół Manierystycznego Parku w Kalwarii Zebrzydowskiej (1999), Kościoły Pokoju (luterańskie) w Jaworze i Świdnicy (2002), Szlak Architektury Drewnianej (2003), Park Mużakowski (2004), Hala Stulecia we Wrocławiu (2006) oraz drewniane cerkwie w polskim i ukraińskim regionie Karpat (2013). Na świecie są to m. in.: Jerozolima, Watykan, Pałac w Wersalu, Pałac Cesarski w Pekinie i inne.


























2 października 2016

Lanckorona - małopolski Kazimierz Dolny

Lanckorona od dłuższego czasu była na "liście" miejsc do zobaczenia. Oczywiście z różnych przyczyn, zazwyczaj spiesznych wyjazdów w góry i powrotów, kiedy byliśmy totalnie sponiewierani zwiedzania miasteczka nigdy nie uskuteczniliśmy. Trzeba było dopiero zmęczenia miesięcznymi wojażami, przesytu górami po Kirgistanie, złotej polskiej jesieni i słońca, by spontanicznie spakować rower do bagażnika i udać się do Małopolski.

To zaskakujące, bowiem dziś Lanckorona jest małym miasteczkiem na Pogórzu Wielickim, przedgórzu Beskidu Makowskiego, lecz korzenie jej sięgają średniowiecza, kiedy to uzyskała prawa miejskie! (By w 1934 r. je utracić). Przechadzając się kilkoma uliczkami na krzyż można poczuć wyjątkowy klimat. Nic dziwnego, że na  Lanckoronę najeżdżały kolejne watahy artystów szukających tu inspiracji. Część z nich została i dziś pełno tu klimatycznych galerii czy sklepików z rękodzielnictwem. Klimat przypomina mi trochę Kazimierz nad Wisłą, z tym że Lanckorona jest zdecydowanie bardziej kameralna.

Największą chlubą i wizytówką Lanckorony jest drewniana zabudowa na rynku - dachy kryte gontem, głębokie podcienia, a wszystko zachowane w spójnej wizji i choć odbudowane po pożarze w XIX wieku nawiązujące do pierwotnego układu urbanistycznego i zabudowy pochodzącej z czasów lokacji.

Na miejscu warto poszwędać się niespiesznie po uliczkach, najlepiej z aparatem fotograficznym w ręku. Wypić kawę w jednej w wielu klimatycznych kafejek, czy w końcu udać się na spacer jedną z przewrotnie nazwanych alejek prowadzących na górujące nad miastem wzniesienie, z którego roztaczają się obłędne widoki. Aleja Zakochanych, czy Cichych Szeptów same mówią za siebie - nie trzeba ich reklamować :)

Ja docieram tu z Kalwarii Zebrzydowskiej na rowerze, ale po drodze mijam mnóstwo osób, które podążają piechotą łącząc te dwa punkty w jedną, około 6 km wycieczkę.