31 grudnia 2013

szybka akcja - Kasprowa Niżnia

Sylwester za pasem - stąd też już z końce listopada a początkiem grudnia planujemy wyprawę do Partii Sylwestrowych jaskini Kasprowej Niżnej w Tatrach. Wtedy jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, że w ostatni weekend w roku temperatury będą mocno dodatnie, halny stopi resztki śniegu, a jaskinie zaleje woda. Nie wspominając już o tych wszystkich wiatrołomach!?

po akcji

Kasprowa to lajtowa jaskinia, robiliśmy ją na kursie zimowym. Jej wyższe siostry Średnia i Wyżna jaskinia Kasprowa to również opcja na lajtową akcję powierzchniowo-jaskiniową latem. Jednym zdaniem - podoba mi się rejon Kasprowego ;)

Kolejna godzina akcji upływa w oczekiwaniu na resztę ekipy z SDG. W kultowym barze Józef po zjedzeniu sytego obiadku i wycieczce na Rogoźniczańską zaczynamy rozmyślać, czy jakikolwiek sens ma wchodzenie do dziury. Szlaki są pozamykane, gonią niepokornych, którzy chcą się wedrzeć na teren TPNu, z drugiej jednak strony zezwolenie na wejście do jaskini pobraliśmy bez problemu. Ciepło i opowieści znajomych z innych klubów sugerują, że jesteśmy cyrkiem straceńców - no ale co tam! Tyle się tłukliśmy by zjeść tylko obiad w Kościelisku i wracać?! No way!

Pod osłoną nocy pospolite ruszenie wkracza na teren parku. Pierwszy raz to nie niedźwiedzia sie boję w tym cholernym ciemnym lesie tylko złowrogo skrzypiących drzew, które nie wiadomo w jakim stanie po szaleńczej wichurze zakorzenione, czy już nie tkwią jeszcze na słowo honoru w ziemi. Docieramy pod dziurę po krótkim i szybkim spacerze, po drodze odnajdujemy śnieg (wow!) i myśląc sobie w duszy uff - zaczynam się przebierać.

Tak jak myśleliśmy Kasprowa zalana, mnie przynajmniej suchą stopą nie udało się jej tym razem przejść. Docieramy do Gniazda Złotej Kaczki, które jest totalnie zalane, leje się wszędzie. Próbujemy czegoś poszukać, gdzieś się wcisnąć, gdzieś upuścić trochę wody by się dalej przepchać powiedzmy na sucho ale karnie wracamy do obejścia. Tutaj też sporo wody, lewarowanie tego zajęło by nam sporo czasu stąd po pokręceniu się to tu, to tam, zabawach w wodzie, jej obejściu po ścianach, wygibasach i szpagatach, by do wody nie wpaść po pas postanawiamy wyjść.

Skład: Kajtek, Rosiu, Jamal, Polly, Zające, Kołton, Szymek, Falcon, Olo.

30 grudnia 2013

halny i jego poczynania

O wietrze halnym mówi się, że zrobi z Ciebie wariata. Kiedy sciąga od szczytów ku dolinom niesie ze sobą najbardziej szalone wizje, z których niestety człowiek wiele chce wprowadzić w czyn. Jak zawyje, głowa będzie Ci pękać, a z zakamarków psychiki wylezą najgorsze, dawno zapomniane lęki, Gdzie byś się nie ukrył on i tak Cię dopadni. Wciśnie się każdą , najmniejszą nawet szparą, potarga dach, zwali drzewa, rozniesie siano po łące i przypomni Ci o dawnych niespełnionych miłościach. Powstały o nim wiersze, był tłem dla powieści i tematem opacować naukowych. Te ostatnie miały dowieść tezy, że sprzyja on także samobójstwom. Bo na Podhalu najwięcej ludzi w Polsce odbiera sobie życie.

Halny pozostaje jednym z najbardziej tajemniczych zjawisk na Podhalu i tylko przybysze z nizin podejmują próby zrozumienia i opisania go. Górale tymczasem sięgają po kieliszek i czekają, aż halny uderzy w miasto. Bo paradoksalnie wtedy wszystko się uspokaja! Kiedy wiatr wieje z prędkością 70, a nawet 100 km/h (jak dotąd rekordową prędkość odnotowano 6 maja 1968 roku - 250 km/h na Kasprowym Wierchu i 144 km/h w Zakopanem), nie ma już czasu na szaleństwo. Trzeba się zebrać, ogarnąć i z pokorą słuchać jego donośnych jęków przez jeden, dwa a czasem nawet i więcej dni. Drewniane chałupy trzeszczą i kołyszą się w rytm wiatru, a Zakopane szykuje się na zmianę pogody. Bo po halnym - albo będzie śnieg, albo...nie wiadomo co!

Polana Rogoźniczańska - baza Polskiego Związku Alpinizmu 

Halny rodzi się, gdy na wschód od północnych Karpat pojawi się obszar wysokiego ciśnienia, a na zachód od nich ośrodek niskiego. Wtedy masy powietrza gnane ruchem obrotowym naszej planety rozpędzają się z południa na północ. Trafiając na barierę jaką tworzą Tatry i wspinając się po słowackiej stronie po stromych zboczach przewalają nad granią mocniej wcześniej ochłodziwszy się. Stąd też zawsze jako zwiastun halnego nad Tatrami widać charakterystyczny wał chmur który szybko zjada kolejne widoki.

Co pięćdziesiąte drzewo jeszcze jako-tako stoi...w drodze na Polanę

W tym roku halny uderzył niefortunnie w święta. Górale mówią, że ostatnim takim kataklizmem była wspomniana katastrofa z 68 roku. W tym roku mimo, że wiatr wiał z prędkością 160 km/h posiał nie tylko w parku, ale i w mieście wielkie spustoszenie. Z załamanymi rękami robiliśmy rekonesans Polany Rogoźniczańskiej (baza Polskiego Związku Alpinizmu) wcześniej forsując połamane drzewa przez blisko pół godziny - podczas gdy dojście od głównej drogi do bramy wjazdowej zajmowało zazwyczaj około 5 minut. Nie lepiej sprawa wygląda w Tatrach Zachodnich. Ogołociałe zbocza, nowe widoki, zamknięte i poniszczone szlaki ze względu na wiatrołomy...


Mieliśmy studnie...

I wiatę - miejsce spotkań, wspólnego gotowania, odpoczywania i planowania akcji jaskiniowych

Pojawiły się nowe widoki, słychać cywilizację

I w końcu widać Tatry...

25 grudnia 2013

oderwać się od świątecznego stołu na... rolki?!

Tak.... 25 grudzień. Tak... rolki. Później joga na skarpie Pogorii IV. Ale ludzie nie patrzą na mnie dziwnie - korzystają z pogody - spacerują, jeżdżą na rowerze, biegają. Fajne święta - przynajmniej człowiek nie przytyje! :) A jaki ma apetyt po przejechaniu 16 kilometrów!


23 grudnia 2013

dzień dobry w Poznaniu

Pewnie nie raz to pisałam, ale powtórzę jeszcze. Poznań... nieodmiennie i zawsze wywołuje u mnie uśmiech, a serducho otula się ciepłym wspomnieniem. Stąd odpowiedź na pytanie - wracam w sobotę z Katowic do Poznania - jedziesz ze mną? - zajmuje mi zaledwie minutę. No pewnie, że jadę!


Okazja jest wyjątkowa - tradycyjnie spotykamy się ze wszystkimi przyjaciółmi na wigilii - tradycja narodziła się już po studiach i dopiero w tym roku mogę uczestniczyć pierwszy raz w słynnej ceremonii wręczania prezentów - czyli jeden z naszych znajomych przebiera się i kolejno obdarowuje zebranych prezentami, a to sadzając na kolanko, a to każąc zaśpiewać, a to się ucałować w policzek. Jest cudownie... cudownie też widzieć i słuchać co się dzieje u wszystkich.  Dalszą część imprezy spędzamy w Poco Loco, hostelu założonego przez Tomka i Margo, gdzie również odbywają się znane melanże skupiające kolejnych znajomych... Tłoczno, oryginalna muzyka - właśnie kończy się koncert, gdzie grupa muzyków wciśnięta w kąt przechodniego pokoju w kamienicy podryguje ostatnie tony. I znów - większość tych imprez znam ze zdjęć - i w kocu udało się tu przybyć.

Stałym punktem każdego wyjazdu jest również wizyta u Tomcia - Szefunia w Taterniku absolutnie jedynym i słusznym sklepie górskim w Poznaniu!

Reszta Poznania bez większych zmian - No ok, wybudowali dworzec, ale pod mostem dworcowym dalej stoją stare i brudne kioski i sklepiki. Kaczki dalej przechadzają się po Łazarskim parku koło JJów, ludzie szaleją na Półwiejskiej i w Starym Browarze - fakt zbliżających się świąt potęguje doznania...

Na rynku jarmark świąteczny oraz ekologiczna choinka.  Czyli wysoka na ma 8 metrów konstrukcja z 3000 plastikowych butelek! Co ciekawe choinka po odsłużeniu swojego pod ratuszem zostanie rozebrana, a  butelki PET wykorzystane do budowy świątecznego drzewka zostaną przetworzone na ekologiczne poduszki. Poduszki trafią następnie na aukcję organizowaną w ramach 22. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To się dopiero nazywa recycling!





10 grudnia 2013

Krakowski Festiwal Górski

Tłumy przewalających się w te i wewte ludzi, kilka znajomych twarzy i wyzywająco piękna odzież techniczna, o której lat kilka/-naście wstecz można było tylko pomarzyć.  Ale przede wszystkim filmy, które uświadamiają mi, że góry są w stanie zryć każdemu podatnemu na nie beret!

all pics - źródło: KFG

Krakowski Festiwal Górski poprzedziłam dużą dawką literatury górskiej. Tak się akurat zbiegło w czasie, że w ręce wpadły mi trzy książki górskie – „Życie na krawędzi: Messnera, „Ucieczka na szczyt” i klasyk „Wołanie w górach” – ta ostatnia jako raczej przestroga i zimny kubeł wody na głowę.

Generalnie książce „Ucieczka na szczyt” można byłoby poświęcić osobny post. Nie mniej jednak polecam ją wszystkim, których tematy górskie interesują, bądź nawet tym dla których są zupełnie obojętne. Bowiem historię podboju Himalajów oraz Karakorum poznajemy przez pryzmat historii naszego kraju oraz sposobu myślenia ówczesnych polskich wspinaczy tworzących trzon światowego himalaizmu, przekraczających granice, testujących wytrzymałość swojego ciała i psychy. Jest to opowieść o wielkich ludziach i jeszcze większych dokonaniach, opisana bez tego ciężkiego patosu gór – ba! W sposób, że będąc nawet kanapowcem w jakiś dziwny sposób utożsamiamy się z nimi!



No, to taka mała dygresja. Więc na domiar wrażeń wywołanych lekturą wybieram się ze znajomymi na Krakowski Festiwal Górski by dobić głowę filmami, wspomnieniami, wrażeniami. Jaki sam festiwal jest – każdy kto był wie, jeśli nie był może przeczytać. Na pewno jest to doskonała okazja by spotkać się ze znajomymi, umówić na akcje oraz zobaczyć co w trawie piszczy. Filmy rewelacyjne – zabierające z zimnego Krakowa w jeszcze zimniejsze partie świata. Opowieści osób, i o osobach dla których góry są częścią życia. Które robią rzeczy niesamowite pozostając przy tym mega skromnymi.



Na festiwalu dowiadujemy się co podziało się w tym roku na Nanga Parbat, poznajemy relację Adama i Artura z Broad Peak, oglądamy zjazd z Shishapangmy. Wrażenie robi również projekt „Czterech Żywiołów” Marcina Tomaszewskiego. Niestety dwie imprezy towarzyszące musiałam odpuścić – panel o Broad Peaku, na który wejściówki rozeszły się w błyskawicznym tempie, a wejście do sali otaczał wianuszek ludzi, przez który nie dało się przedrzeć oraz freeride dla żółtodziobów, bowiem w ten czas smacznie sobie jeszcze spaliśmy…Pierwszy raz w tym roku na festiwalu prócz panelu freeridowego pojawia się panel jaskiniowy, który przyciąga nie mniej liczną publikę. Film Docentów "Wypłukani" zaś zakwalifikowany zostaje do konkursu i jest jedynym filmem o tematyce kanioningowej.



 Godzina 9.00 rano po długiej imprezie na której bawiliśmy się z gronem speleoprzyjaciół z różnych części kraju stanowczo jest słabą porą…


1 grudnia 2013

maxibiotic challenge

Choć od wyprawy minęło już pół roku, nasza speleoklubowa para Docentów zmontowała film przedstawiający naszą wyprawę do Hiszpanii i Francji. Zapraszam do oglądania :)